Od rozpoczęcia rozgrywek angielskiej ekstraklasy minęły już mniej więcej trzy miesiące. Rozegrano trochę meczów i tabela powoli powinna wskazywać, kto będzie się liczyć w walce o czołówkę. No i proszę, jest sporo niespodzianek, zwłaszcza, jeżeli chodzi o miejsce premiujące grą w Lidze Europejskiej. W końcu mało kto spodziewał się, że za Owena Coyle’a Bolton będzie osiągał aż tak dobre wyniki.
Nic nie jest przesądzone, ale jedno jest pewne – „The Trotters” nie są faworytami do spadku z ligi. Do gry w europejskich pucharach też raczej nie, bo wystarczy spojrzeć, jaki ścisk jest na miejscach 5-7. Nie poddał się przecież Tottenham. W czym można jednak upatrywać przyczyn tak dobrej gry podopiecznych Coyle’a? Ano właśnie, chociażby w osobie trenera. Z pewnością można o nim mówić jako o fachowcu, wystarczy w końcu przypomnieć okoliczności, w jakich znalazł się w klubie.

Chociaż ówczesny menadżer, Gary Megson, dokonał dobrych transferów (na przykład Lee Chung-Yonga), to kierowanie drużyną poszło mu już trochę gorzej. W rezultacie początek zeszłego sezonu został spisany na straty. Na 18 kolejek tylko cztery zwycięstwa, haniebne porażki (chociażby 1:5 z Aston Villą), brak czystych kont. Złość fanów dała się we znaki, narzekali oni na słaby futbol w wykonaniu swoich ulubieńców. Zarząd wyrzucił więc trenera tuż przed końcem roku, by za kilka dni zatrudnić Coyle’a, który wcześniej pracował w Burnley.
W ekipie beniaminka Szkot wykonał bardzo dobrą pracę. W końcu wprowadził go do najwyższej klasy rozgrywkowej. Burnley sporo namieszało, pokonało nawet Manchester United już we wczesnej fazie sezonu, co zwiastowało pomyślność w następnych kolejkach. Na swoim stadionie dokonywało rzeczy niesamowitych, gorzej jednak szło na wyjeździe. Tak czy siak, całokształt drużyny spełniał oczekiwania i kibiców i zapewne zarządu. Źle się zrobiło dopiero wtedy, gdy Coyle przeniósł się na Reebok Stadium.
Już za jakiś czas Szkot mógł się cieszyć ze zwycięstwa nad byłym klubem. Jego nowi podopieczni zdołali utrzymać się w lidze i to na 14. miejscu. Gdy go zabrakło w Burnley, „The Clarets” od razu zaczęli odnosić słabsze wyniki i spadli. Obecność trenera może być zatem przyczyną aktualnych sukcesów Boltonu, bo wpływ na drużynę ten selekcjoner ma. Do tego udowodnił, że nieraz potrafi wstrzelić się z transferami.
Grają solidny futbol – można powiedzieć o „The Trotters”. Nawet na wyjazdach, co potwierdza ostatnia kolejka (zwycięstwo 2:3 z Wolverhampton). Pracy przed nimi jeszcze sporo, zwłaszcza jeżeli chcą walczyć o czołówkę. A potencjał mają. Remis z United, całkiem spore zwycięstwo nad Tottenahmem… Wygląda więc na to, że jeżeli znajdą oni sposób na dobrą i skuteczną grę ze słabszymi rywalami, to będzie ciekawie. W następnej kolejce przyjdzie im się zmierzyć z Newcastle, również imponującym zespołem. Czy podopieczni Coyle’a zagrają z uporem, konsekwentnie? Jeżeli tak, to raczej nie stracą swojej pozycji w ten weekend. Tym bardziej, że będą o to walczyć na swoim stadionie.











