Premiership to liga, która ma wielu zwolenników między innymi ze względu na toczącą się do ostatniego gwizdka walkę piłkarzy. Sztandarowym tego przykładem może być chociażby ostatni remis Evertonu w starciu z Manchesterem United. Jak to się jednak stało, że podopiecznym Fergusona zabrakło koncentracji? Warto spojrzeć na kulisy owego spotkania i grę United w ogóle.

Wszystko co związane było z tym meczem, łączyło się ze skandalem obyczajowym, którego bohaterem był Rooney. Popularny Anglik padł ofiarą kolorowych i znających od podstaw życie gwiazd brukowców, choć oczywiście nikt ani nic nie zwalnia go z win, które popełnił. Cała sytuacja odbiła się jednak na postawie drużyny, zwłaszcza że United przyszło zmierzyć się z „The Toffees” – klubem, w którym dorastał owy napastnik. Kibice ekipy z Liverpoolu nie pogodzili się z odejściem wychowanka, o czym znać dawali już od dawna. Jakże zatem „gorące powitanie” szykowali mu na zeszły weekend, kiedy mieli zewsząd wypominać mu zdradę nie tylko klubu. Obeszli się jednak smakiem.
Tydzień temu zapytałem, jak skandal wpłynie na formę zawodnika. Rooney nie chce komentować sprawy, razem z żoną poprosił o uszanowanie prywatności. Pod znakiem zapytania stała jego podroż do Szwajcarii na mecz eliminacyjny do Euro 2012. Rooney zagrał, zdobył też wreszcie pierwszą od jakiegoś czasu bramkę w narodowych barwach. Jednak wraz z przybliżaniem się pojedynku w Liverpoolu rosły spekulacje i niepewność. No bo jak poradziłby on sobie na starych śmieciach – czy dałby się wyprowadzić z równowagi? Sporo się mówiło o tym, że Ferguson oszczędzi przykrości swojemu napastnikowi i zostawi go w Manchesterze, i tak się zresztą stało.

Tajemniczo zapowiadał się sam mecz. Everton na swoim stadionie był niepokonany od listopada zeszłego sezonu. Co ciekawe, również i zespół z Manchesteru w ostatnim czasie swojej gry na wyjazdach raczej się nie wstydził. Goście sprawiali jednak wrażenie drużyny bardziej zdeterminowanej do zdobycia bramki, co można wywnioskować po licznych atakach. Jednak to Everton pierwszy wyszedł na prowadzenie, aczkolwiek bramka Pienaara padła po błędzie formacji defensywnej. Determinacja pozwoliła gościom na nawiązanie walki i wyjście na zdecydowane prowadzenie. Po raz kolejny uwadze nie uszła postawa Scholesa, który w swoim stylu czaił się na przedpolu przeciwnika, by gdy tylko nadarzała się okazja, oddawać potężne bomby na bramkę Howarda. Ferguson zastosował również ciekawe rozwiązanie taktyczne, gdyż na środku boiska ustawiony został O’Shea, który spisywał się całkiem nieźle, a raz jego strzał zatrzymał się na poprzeczce rywala.











