Bieżący sezon Premiership okazał się nad wyraz fortunny dla wielu zawodników. Niewątpliwie należy do nich młody reprezentant Tottenhamu, który zrobił wrażenie na wielu europejskich klubach. Sam pomocnik nie zachowuje się tak, jakby woda sodowa uderzyła mu do głowy. Po prostu robi swoje – taki jest Gareth Bale.
Walijczyk już kilka lat temu zapowiadał się na dobrego piłkarza. Do „Spurs” dołączył w maju 2007 roku. Zadebiutował w lidze przeciwko Manchesterowi United, a już mecz później zdobył otwierającą bramkę w starciu z Fulham. Nie miał też dobrego początku w zeszłym sezonie, a mimo to zakończył go ze swoim klubem na czwartym miejscu. Zgarnął także nagrodę dla ligowego zawodnika kwietnia. Nowe kontrakty i coraz większa sława – nie tylko wśród sympatyków menadżerów piłkarskich – Bale nie był już znany wyłącznie obserwatorom ligi angielskiej.

Oczywiście, jego nazwisko było rozpoznawane już dużo wcześniej, ale z całą pewnością można powiedzieć, że prawdziwe apogeum jego formy przyszło dopiero w tym roku. Zresztą, czy można już mówić o szczycie? Niekoniecznie, zważywszy na to, iż piłkarz ten ma dopiero 21 lat. Skoro już w tym wieku osiąga aż tyle, to niewykluczone, że w przyszłości będzie reprezentował jeszcze większy klub niż Tottenham. A to jest prawie pewne, jeżeli zechce sięgnąć w swojej karierze chociażby po trofeum Ligi Mistrzów. Z całym szacunkiem dla „Spurs”, ale po przejściach w eliminacjach i zważywszy na ich sytuację w tabeli, na ten moment nie są oni faworytami do zwycięstwa w tych rozgrywkach.
Który mecz Tottenhamu z tego sezonu nie kojarzy się przede wszystkim z Garethem? Oczywiście, obok niego kluczową postacią na White Hart Lane jest Rafael Van der Vaart. Ile razy jednak młody Walijczyk zachwycił publiczność, tworzył coś z niczego? Na usta ciśnie się chociażby mecz z Interem, kiedy to podopieczni Redknappa po prostu nie grali nic – a przynajmniej tak było w pierwszej połowie. A po przerwie? „Injury time show” i znaczące zmniejszenie strat. W odpowiedzi od razu doniesienia o zainteresowaniu wielkich klubów. Bale zaimponował wielu osobom, mimo młodego wieku wie bowiem, co powinno być dla niego najlepsze i konsekwentnie trzyma się swojego zdania. Oprócz tego Walijczyk doskonale asystuje – jak chociażby przy wszystkich czterech bramkach w eliminacyjnym meczu z Young Boys (4:0) i z podopiecznymi Beniteza w Londynie (2 asysty, 3:1 dla gospodarzy).
Inny powód, dla którego Bale po prostu zachwyca? To, że jego bramki są piękne, nieprzeciętne i jest ich sporo. Dech w piersiach mogła zapierać szczególnie ta, która padła już w drugiej kolejce Premier League, w starciu ze Stoke.
Ciekawostka: „bale” – słowo to w języku angielskim między innymi znaczy „nieszczęście”. O ironio, w opinii wielu zawodnik już dziś uchodzi za najlepszego na swojej pozycji. Między innymi za to pociągnięcie na lewej flance i fantastyczne dogrania. W tym sezonie – 20 meczów w barwach Tottenhamu – strzelił osiem bramek. Licznik wciąż bije, a wygląda na to, że Walijczyk dopiero się rozkręca. I bardzo dobrze, bo takie akcje – zjawiskowe akcje – oraz bramki w Premier League chce się oglądać.











