Jest zgoła inaczej niż na początku sezonu. Wiele osób być może ma w pamięci charakterystyczną kolejkę, w której padły trzy wyniki po 6:0. Tyloma bramkami wygrało na przykład Newcastle z Aston Villą. Popularne „Sroki” tym razem nadziały się jednak na poważną przeszkodę w postaci „Garncarzy” i zostały do głębi poniżone. Czy podcięcie skrzydeł odbije się na postawie „The Toon” w perspektywie walki o – niewykluczone – utrzymanie?
W porównaniu do gry z jesieni, ostatnio wygląda ona zdecydowanie słabiej. Mimo porażki z Evertonem 1:2, mało kto spodziewał się, że Newcastle będzie kontynuować negatywną passę w tak haniebnym stylu. Na Britannia Stadium podopieczni Pardewa dali prawdziwy popis bezradności. Bramki, które stracili, nie padły po strzałach nie do obrony czy też przewspaniałych akcjach. Winy można szukać zdecydowanie w błędach. Słaby mecz rozegrał Harper (który chciał bawić się dryblera we własnym polu karnym, co skończyło się drugą bramką), cała formacja defensywna, a jedynym zawodnikiem, który może czuć się powiedzmy mniej winnym niż reszta, jest młody Shane Ferguson, który pokazał się od technicznej strony.

Chociaż wizerunek „Srok” został mocno zszargany, to jeszcze swoje dorzuciły brukowce, które przyłapały trójkę irlandzkich zawodników klubu na zabawie z okazji ojczystego święta. Obraz klaty rozradowanego Besta oraz Irelanda na pewno nie był jednak w porę, choć to ich prywatne życie i decyzje, do których mają prawo. Zresztą, zawodnicy ci sami przyznali, że nie było to zbyt stosowne i przeprosili za zachowanie, którego żałują. Co ciekawe, byli całkowicie trzeźwi.
Pod ścianą znalazł się Pardew, który miał być… cudotwórcą? Jak Newcastle było w środku tabeli po jego zatrudnieniu, tak dalej jest. Gdzie więc uwidacznia się jego większe doświadczenie, o które przecież tak starannie zabiegano przy doborze szkoleniowca, a nie było widać u Hughtona? Od tamtej pory sporo się posypało, nawet bez mieszania w to transferu Carrolla. Drużyna miała pójść wyżej, w stronę pucharów. Tymczasem znajduje się na dobrej drodze do emocjonującego finiszu rozgrywek – zmagań o utrzymanie.
– Z naszą obroną ten mecz im podarowaliśmy – słuszne słowa Alana Pardewa. Czy sam bramkarz, czy może Campbell zbytnio się oni nie popisali.












