Po 24. kolejce angielskiej ekstraklasy trudno jest mi zdecydować, który hat-trick zrobił na mnie większe wrażenie. Czy trzeci już w tym sezonie Berbatowa, czy może pierwszy Van Persiego. Po przeanalizowaniu za i przeciw stwierdzam, że ten drugi.
Oczywiście, osiągnięcie wspomnianego Bułgara również jest nie lada wyczynem. Dalszego rozwoju formy w tym sezonie można się jednak było po nim spodziewać. Na dziś to pewny faworyt do sięgnięcia po koronę króla strzelców. Po mundialu, a przed początkiem sezonu, zastanawiałem się jednak, co pokaże Van Persie. Chociaż w RPA zdobył tylko jedną bramkę (mecz z Kamerunem), to jednak wystąpił we wszystkich siedmiu spotkaniach na drodze do finału.

Początek sezonu, właściwie cała jego pierwsza połowa, nie ułożył się po myśli reprezentanta Holandii. Na skutek odnowienia się kontuzji kostki musiał on opuścić boisko w swoim dwusetnym meczu w karierze. Na murawy angielskich stadionów powrócił dopiero po ponad dwóch miesiącach i stopniowo zaczął budować swoją formę. Na początku od wejść z ławki, od pierwszej minuty zagrał dopiero w derbach Londynu.
Jest styczeń i Arsenal ma cztery mecze za sobą. Czuję, iż RvP pokaże coś więcej niż do tej pory. Już w pierwszy dzień Nowego Roku zdobył gola otwierającego wynik meczu z Birmingham. Później bombardował bramkę Manchesteru City, choć Joe Hart zachował jednak czyste konto. Dlaczego tak się stało, wielu będzie się jeszcze zastanawiać. Przypomniały mi się wtedy kapitalne interwencje młodego Anglika za czasów jego wypożyczenia do Birmingham, kiedy zatrzymał z kolei Chelsea. Nie zmienia to jednak faktu, że Robin świetnie odnalazł się na boisku, a jego następne występy zapowiadały się obiecująco.
Podczas ostatnich meczów pokazał się w pełnej krasie. Dwa gole w starciu z West Hamem, bramka w meczu z Leeds i wreszcie hat-trick z Wigan. Znów mówi się o jego wyrafinowanych uderzeniach, świetnym ustawieniu i przyspieszeniu – nawet pomimo przestrzelonego karnego. Uważam, że to dopiero początek. W końcu sam Wenger przyznał, że popisowy występ jego zawodnika przeciwko „The Latics” doda piłkarzowi pewności siebie. Moim zdaniem tak będzie i widzę go jako jednego z tych nielicznych zawodników, którzy dorobkiem bramkowym mogą dorównać Berbatowowi. Warunek? Zdecydowanie uniknięcie kontuzji. Jeżeli dotrwa w dobrej grze do końca sezonu, mając w perspektywie następny, być może będzie mówić o swoim najlepszym roku w karierze.











