Po trzech szóstych miejscach z rzędu, „The Villans” mieli wreszcie powalczyć o Ligę Mistrzów. Co jest jednak ich celem na półmetku sezonu? Uniknięcie strefy spadkowej. Czy po 23 kolejkach jest to zaskoczenie? Odpowiem, iż jak najbardziej. Co prawda sporo wskazywało na gorsze czasy dla Aston Villi. Czy jednak ostatnie zamieszanie transferowe wpłynie na poprawę jakości gry?

Aston Villa od jakiegoś czasu uchodzi za solidny, angielski klub, co sezon walczący o udział w europejskich pucharach. Nie inaczej zapowiadało się przed pierwszą kolejką w sierpniu zeszłego roku. Nieoczekiwanie do dymisji podał się jednak Martin O’Neill. Rezygnacja z dobrej posady mocno mnie zaskoczyła, jednakże sporo tłumaczyło wyjaśnienie, iż poszło o politykę transferową. Kiedy właściwie się zaczęło burzenie „The Villans”? Można rzec, że już po sprzedaży Garetha Barry’ego, a więc pomocnika jak na tamten okres pierwszorzędnego. Na tym jednak nie stanęło, bo latem zeszłego roku w jego ślady poszedł James Milner. Miarka najwyraźniej się przebrała, bo nie miał on godnego zastępcy. Może inaczej, bo przecież miał go mieć. Czy jednak Ireland, który przyszedł z Eastlands, spełnił pokładane w nim nadzieje? Nie. Jest za to sporym obciążeniem dla klubowego funduszu na wynagrodzenie zawodników.

Przyczyn odnośnie do regresu „The Villans” jest wiele, doszukiwać się ich można chociażby w licznych kontuzjach. Inni mają jeszcze na to teorię nieodpowiedniego menadżera. Wielu nie rozumie stawiania na Heskeya, a także uwrażliwienia na krytykę. Houllier nie waha się też przy odsyłaniu na trybuny, gdy coś mu się nie spodoba. Wygląda więc na to, że problemem może być też atmosfera w szatni, choć to potwierdzić może tylko ktoś z zawodników pierwszego składu. Wiele rzeczy wygląda dość mało przemyślanie. Wątpliwości budzi też znikoma gra Carewa. Reprezentant Norwegii w końcu przez dłuższy czas był jednym z lepszych zawodników ekipy z Birmingham. Teraz jednak tak nie jest, ponoć z powodu konfliktu z francuskim menadżerem, który zrodził się jeszcze za czasów ich współpracy w Olympique Lyon.
Co zatem z receptą, tytuł niniejszego felietonu brzmi bowiem: Aston Villa – reaktywacja. W mojej opinii, aby „The Villans” zaczęli systematycznie piąć się w górę tabeli, należy zacząć od tego, od czego wszystko się zaczęło przed sezonem – czyli transferów. Nowi zawodnicy mogą przywrócić świetność Villi, więc to raczej nie czas na zaciskanie pasa. Zresztą, wygląda na to, że szykuje się zmiana w podejściu włodarzy klubu. Na Villa Park przybył Makoun, a gros serwisów traktujących o piłce nożnej podało dziś do wiadomości, iż zawodnik Sunderlandu, Darren Bent, złożył oficjalną prośbę transferową dotyczącą przenosin właśnie do Aston Villi. Zaskoczenie całkiem spore, zważywszy na kwotę zaoferowaną przez klub z Birmingham. W kuluarach mówi się o 18 milionów funtów. Czy za parę dni w bordowo-niebieskiej koszulce będzie biegał ów reprezentant Anglii? Wiele na to wskazuje i być może właśnie to jest klucz do reaktywacji po zdecydowanie słabszym okresie. Nie od dziś przecież wiadomo, że Villa szczególnie potrzebuje napastnika.











