Relacje w futbolu nie należą do najłatwiejszych. Po wystąpieniu pierwszych trudności nierzadko wszystko zostaje zakończone, a dotychczasowa praca zaprzepaszczona. By tak się nie stało, niezbędna jest cierpliwość. W obliczu kryzysu następuje weryfikacja, kto potrafi zachować zimną krew. Dlatego warto zwrócić uwagę na związek Rafaela Beniteza z Newcastle United. Związek kuty w kryzysie, który na nieszczęście „Srok” znowu powrócił.
W obecnej piłce nożnej czas jest towarem wręcz unikalnym. W porównaniu z codziennym życiem w futbolu biegnie jakby szybciej. Następuje jego swoista dylatacja. Rok w piłce nożnej można zrównać z połową dekady w codziennym życiu. Dlatego zdecydowana większość właścicieli klubów oczekuje sukcesu na już. Spowodowane jest to w głównej mierze obawą przed możliwością zostania w tyle w stosunku do konkurentów. Na ciągłej gonitwie spowodowanej brakiem czasu tracą zawodnicy, którzy są oceniani obecnie dużo wcześniej, niż powinni. Rok lub dwa okresu ochronnego dla gracza (na pokazanie pełni możliwości) jest obecnie utopią. Czas na aklimatyzację staje się powoli archaizmem. Nowy zawodnik ma prezentować optymalną dyspozycję na już, na teraz. W innym wypadku jest nazywany transferowym niewypałem, a w mediach stale podważany jest sens jego sprowadzenia do klubu.
Jednak oprócz graczy jest grupa o wiele bardziej dotknięta dylatacją czasu. To szkoleniowcy, którzy znajdują się w najgorszym położeniu. Z racji tego, że najłatwiej wymienić trenera, stale są narażeni na zwolnienie. Seria spotkań bez zwycięstwa czy większy kryzys często sprawiają, że walizki szkoleniowca są wystawiane poza próg klubu. Szczególnie gdy właściciel zespołu jest w gorącej wodzie kąpany. Dlatego tym bardziej warto zwrócić uwagę na związek Rafaela Beniteza z Newcastle United.
Kryzys, który umocnił więź
Już pierwsze miesiące pracy hiszpańskiego szkoleniowca na St. James’ Park stały pod znakiem wysokiego ciśnienia. Nieudana walka o utrzymanie spowodowana sporym kryzysem formy miała zakończyć przygodę Rafaela Beniteza z klubem z północno-wschodniej Anglii. Raczej mało kto przecież oczekiwał, że uznany w świecie menedżer będzie pracował z zespołem grającym na zaledwie drugim szczeblu rozgrywkowym. Hiszpan jednak zdecydował się pozostać w Newcastle United i walczyć o powrót do elity. Wtedy narodziła się prawdziwa więź między szkoleniowcem a „Srokami”. Menedżer na dobre zadomowił się na St. James’ Park pokochany przez miejscowych kibiców. Więź między Rafaelem Benitezem a klubem znad rzeki Tyne jeszcze bardziej umocnił powrót do elity okraszony w następnym sezonie dziesiątą lokatą w tabeli.

W północno-wschodniej Anglii zaczęto wierzyć, że to właśnie Rafael Benitez przywróci chwałę „Srokom”. Tym bardziej, że projekt realizowany przez hiszpańskiego szkoleniowca nabierał realnych kształtów. Na jakiekolwiek spekulacje łączące menedżera z czołowymi klubami Europy natychmiast reagowali sympatycy Newcastle United. Deklaracje przywiązania oraz głosy doceniające pracę Hiszpana zalewały fora internetowe. Gdy relacja Rafaela Beniteza ze wszystkimi związanymi z Newcastle United wyglądała na niewzruszoną, nieoczekiwanie nadeszła pora weryfikacji.











