Remis u siebie z Arsenalem w końcu pozwolił Sunderlandowi nabrać trochę powietrza poza strefą spadkową. Co prawda przewaga nad osiemnastym w tabeli Norwich jest minimalna, bo opiera się tylko na korzystniejszym bilansie bramkowym, ale fakt, że po długich tygodniach batalii klub z północy Anglii wydostał się ze strefy zagrożenia, jest w dużej mierze zasługą jednego człowieka – Sama Allardyce’a.
Na pewno nie jest trenerem, którego kojarzymy z efektownym futbolem, porywającymi zagraniami, ofensywną grą, przyprawiającą nas o „ochy” i „achy” przed telewizorem. Jose Mourinho – nie potrafiąc niegdyś wygrać meczu z prowadzonym przez niego West Hamem – okrzyknął jego futbol jako „dziewiętnastowieczny”, zapominając jednak, że piłka wtedy była na wskroś ofensywna.
Wielbiciele Premier League kojarzą go raczej z długimi zagraniami na napastnika i z bardzo fizycznym podejściem do gry. Wypisz, wymaluj – typowy przedstawiciel „Wyspiarskiej myśli szkoleniowej”. Zresztą z taką właśnie łatką walczy w swojej ojczyźnie – trener miłujący się w ciągłym graniu długich „lag”, jak się mówi w żargonie piłkarskim, na swojego napastnika.
Jasne, w Sunderlandzie to się potwierdza. „Czarne Koty” mają drugi największy odsetek długich zagrań spośród wszystkich wymienionych podań w Premier League. Jak widzi to sam 61-latek? Dwa lata temu powiedział, że przypięto mu taką łatkę, a uczynili to menedżerowie drużyn nie radzących sobie w bezpośrednich starciach z jego ekipami. W swojej autobiografii pisał tak:
– Kiedy ich drużyny (krytykujących go menedżerów, np. Benitez, Wenger) grają długim, 50-jardowym zagraniem, to jest wtedy klasowe podanie, przemyślane i mądre. Kiedy moje tak robią, to jest rozpaczliwa „laga” do przodu i brak pomysłu na grę.
Jest trochę prawdy w tych żalach i frustracjach byłego trenera Boltonu, Blackburn czy Newcastle. Czemu? Mówiliśmy, że Sunderland jest drugim najczęściej grającym długie piłki zespołem. Kto jest na pierwszym miejscu w tej kategorii? Leicester City. Czy ktoś go krytykuje za stosowanie takiej metody? Nie, bo osiąga dzięki niej swój cel. Ba! Robi wręcz wynik zdecydowanie ponad to, co sobie założył na starcie kampanii. A czy „Big Sam” nie osiąga swoich celów, używając długich podań? Osiąga – przecież nigdy nie spadł z Premier League, wygrzebał z popiołów West Ham, a Bolton z trzeciej ligi zaprowadził do Pucharu UEFA.
Częsta krytyka za styl gry nie idzie w parze z racjonalnością. Nie można przecież oczekiwać, by mając do dyspozycji takich stoperów jak Kaboul i Kone, czy wcześniej Collins i Reid, grać wysoką linią, z wyprowadzeniem piłki od własnej strefy obronnej po ziemi, bo skończyłoby się to samobójstwem i porażką takich rozmiarów, jakie mieliśmy okazję oglądać ostatnio w wykonaniu Deportivo czy Sportingu Gijon w starciach z Barceloną.











