Druga seria spotkań w Premier League za nami. Upłynęła ona głównie pod znakiem wielkiego pojedynku pomiędzy Man United a Chelsea, który w ostateczności okazał się bezbarwny. Jednakże wcześniej byliśmy świadkami także innych dziewięciu meczów i o niektórych z nich warto rozmawiać. Podsumowując pokrótce minioną kolejkę, warto odnotować, że pierwsze zwycięstwa w lidze odnieśli Arsenal, Hull City i Stoke oraz Cardiff City, które niespodziewanie pokonało na własnym terenie Manchester City. Nadal bez ani jednego punktu w ligowej tabeli na dnie spoczywają Crystal Palace i Swansea.
1. Arsenal wygrywa, ale zegar tyka
To był dobry tydzień dla podopiecznych Arsene Wengera. Najpierw zapewnienie sobie zaliczki z eliminacjach do Ligi Mistrzów, która praktycznie daje im fazę grupową. Teraz w derbach Londynu pokazali, że potrafili zdławić w sobie zeszłotygodniową porażkę na Emirates Stadium, wygrywając zasłużenie na Craven Cottage z Fulham. Pozytywy z tego meczu można łatwo wykazać: dwa gole Lukasa Podolskiego po powrocie do drużyny, dobry bieg formy Oliviera Giroud, przyzwoita forma Aarona Ramseya i w końcu doskonałość Santi Cazorli. Osłabiona defensywa także dała sobie świetnie radę.

Lecz sezon jest długi, a wzmocnienie środka pola jest niezbędne. Wydaje się, że można dodać jakiegoś klasowego napastnika, ale Wenger powinien sam o tym wiedzieć. Linia pomocy potrzebuje takiego zawodnika, który będzie potrafił nadać defensorom więcej zdrowego rozsądku w grze i będzie trzymał się ich kurczowo. Wtedy bardziej głodni gry piłkarze będą mogli przejść na połowę rywala i tam efektownie rozgrywać akcje.
2. Cierpliwość drogą do ideału?
Dla Evertonu ta kampania rozpoczęła się trochę wbrew oczekiwaniom fanów. Kolejny remis i zdobyte dwa z sześciu możliwych punktów do tej pory. Jak na razie system 4-5-1 nie wypala. Poza tym zawiódł Kevin Mirallas, który często posyłał swoje zagrania do zawodników noszących koszulki WBA. Może trzeba spróbować gry na dwóch napastników?
Kibice z Goodison Park muszą być też wytrzymali i przez jakiś czas oczekiwać na to, co będą chcieli obejrzeć. Rzymu w jeden dzień zbudować się nie udało. Zresztą starty „The Toffees” zawsze były powolne. Widocznie jest jedna rzecz, którą odziedziczył Roberto Martinez po Davidzie Moyesie. Jednak w tym przypadku trzeba przyznać, że otwarcie sezonu jest troszkę rozczarowujące. W szczególności w ostatnim meczu z West Bromem była okazja do zainkasowania trzech oczek, jednak Ben Foster robił, co mógł, aby nie dopuścić do straty bramki. Do 78. minuty mu się to udało, potem musiał opuścić boisko ze względu na odniesiony uraz.













