Spoglądając w ostatnich latach na przytłaczające rywali sukcesy Arsenalu oraz ich niebywały pęd do wygrywania tytułów mistrzowskich, doszedłem do wniosku, że gdzieś tutaj musi być ukryty haczyk i cała historia musi mieć jakieś ukryte drugie, trzecie i piętnaste dno. Niepojęte przecież jest, że w topowym angielskim klubie właściciele drużyny od lat trzymają szkoleniowca, który ostatnie sukcesy własnej drużyny musi przypominać sobie, racząc się zdjęciami z pamiątkowych widokówek, wspomnienia mistrzostw bowiem dawno już uciekły gdzieś na peryferie pamięci. Czy ta swoista aberracja trenerska to po prostu fatalne zauroczenie?
Jak grom z jasnego nieba gruchnęła wiadomość, jakoby monsieur Wengerowi zaproponowano nowy kontrakt. W mediach i na forach kibiców Arsenalu zawrzało. Opinie są skrajnie różne. Dlaczego zatem „Kanonierzy” od lat nie mogą wydobyć się z marazmu? Postaram się odpowiedzieć na to pytanie.
Arsene Wenger (fot. Skysports.com)
Primo. Arsenal dobrą drużyną jest, pewnik to niepodważalny jak sprinterskie talenty Theo Walcotta. Nie jest jednak drużyną wybitną. Jest jak różne składowe obiadu. Odrębnie (prawie) każda część menu smakuje wybornie, w finalnej konstelacji już niekoniecznie. Winny temu jest niestety sam Arsene Wenger. Cenię tego szkoleniowca jak mało kogo. Za jego kombatancką postawą niepoddającą się szaleństwu transferowemu, za zdolność wychowywania młodzieży. Jest raczej jak kropla drążąca skałę, za małe pieniądze kreująca boiskowe gwiazdki, aniżeli buldożer miażdżący głazy wielomilionowym, tłustym portfeliskiem. W dzisiejszej dobie postawa iście romantyczna. Ale to się skończyło.
Arsenal jest ofiarą własnego systemu, smok zżera swój drogocenny ogon. Wenger co sezon twierdzi, że jego chłopcy wreszcie dojrzeli do mistrzostwa, są gotowi walczyć o najwyższe trofea. W ostatnim letnim okienku transferowym Wenger co prawda zdradził własne ideały transferowe, śmiem jednak twierdzić, iż był to jednorazowy wyskok i Francuz nie wydałby tych ogromnych (jak na możliwości Arsenalu oczywiście) pieniędzy na transfery Cazorli czy Giroud, gdyby nie presja kibiców i mediów. Myślę, iż z obecną polityką płacową, dzięki której na Emirates płaci się połowę tego, co gdzie indziej, drużyna ta nawet po trzydziestce będzie grała swój „baby ball”. Dlaczego?
Secondo. Brak lidera.
Arsenal nie ma lidera z krwi i kości. Kogoś, kto mówiąc kolokwialnie, chwyciłby ich wszystkich za mordę, poderwał w trudnych momentach. Tak, tak, słyszę. Wilshere? No way. To sztucznie kreowany lider, dla mnie w sumie żaden. Najlepiej o sytuacji lidera na Emirates na przestrzeni ostatnich sezonów świadczył fakt, ile lat trwała transferowa epopeja pt. „Cesc do Barcelony”. Hiszpan kluczył, brakowało mu odwagi zrobić jakikolwiek ruch. Żenujące były jego flirciki z katalońskim klubem, jak przymierzanie trykotu Barcelony podczas fety z okazji zdobycia przez Hiszpanów mistrzostwa świata. To godziło jedynie w uczucia kibiców Arsenalu, odzierało ten klub z godności.
Wróćmy do Wilshere’a. Minie trochę czasu, zanim zostanie generałem na boisku. To, że wrócił po kontuzji i ugruntował formę, to nic, kapitanem trzeba być także poza murawą. Szczęsny chciałby być pewnie kimś takim, ale jego notowania są coraz niższe i niewykluczone, że znów zostanie numerem dwa w talii Wengera. Jest bramkarzem młodym i puści jeszcze szereg głupich bramek, to ryzyko wpisane w jego zawód. Ciekawe tylko, ile cierpliwości będą mieć do niego włodarze Arsenalu… Co do jego pozycji przywódcy stadka – może kiedyś, ale nie teraz. To melodia przyszłości, jeśli Szczęsny jakąkolwiek w Arsenalu ma. Poza tym liderem powinien być raczej gracz z pola. Ktoś, kto oprócz wsparcia mentalnego będzie miał realny wpływ na mobilizację i styl gry zespołu. Za młody na marszałka jest Wilshere, za młody jest Walcott, choć to niewątpliwie klejnoty w koronie Arsenalu. Natomiast Patrick Vieira i Tony Adams są już niestety za starzy, żeby wrócić na boisko.
Wojciech Szczęsny (fot. Skysports.com)
Terzo. Brak charakteru. Łączy się to z poprzednim punktem. Drużyny (na przestrzeni lat) Wengera hołdują piłce ofensywnej, pięknej, akcje budowane są tak, aby w finalnym akcie piątka zawodników wjechała z piłką do bramki, oczywiście z uśmiechem na twarzy. Jest to gra na modłę katalońską, ale czy Premiership jest miejscem na tego typu granie? Oczywiście, ale nie może to być jedynie techniczna przekładanka, swoista sztuka dla sztuki, musi być podszyta, a nawet przeszyta, pragmatyzmem, praktycznością. A tegoż właśnie pragmatyzmu często Arsenalowi brakuje. Tam, gdzie starczy huknąć piłkę do siatki, starsze dzieciaki Arsene robią jeszcze kółeczko, podają. A starczyłoby to kopnąć po prostu.
Arsenal ma problemy, gdy przyciśnie rywal. Prowadząc 2:0 czy nawet 4:0 (osławiony już mecz z Newcastle, zakończony wynikiem 4:4), nie jest pewien wygranej, a to drużynie aspirującej do bycia wielką nie przystoi. Arsenal jest teamem ładnym technicznie, ale często nie potrafi szarpać murawy, brak jej walczaków. Piłkarzy nie najpiękniejszych technicznie, ale takich, którzy będą gryźć, szturchać, harować. Stachanowców, którzy finalnie scalą drużynę na murawie, ale i poza nią.
Wynika to może z charakteru samego Wengera, który raczej nie wygląda na człowieka lubującego się w boiskowym awanturnictwie. A w klubie przydałby się ktoś pokroju Joeya Bartona czy Roya Keane’a, stoper modelu Ryana Shawcrossa, boiskowe drzazgi co to nawet muchom na murawie nie odpuszczą. Piłka nożna musi mieć swoich złych chłopców. Dwóch, trzech zabijaków postawiłoby tą drużynę na nogi. No i jak wyżej – ten upragniony lider. Najlepiej dwa w jednym.
Quarto. Brak tożsamości. Wenger stworzył istną wieżę Babel, kulturowy tygiel, multikulturową układankę. Prawda jest jednak okrutna. Nie da się zaistnieć w dzisiejszej dobie w piłce angielskiej, odzierając ją z owej angielskości. Jest to misja niewykonalna. Co prawda w drużynie są Wilshere, Walcott, Ramsey czy Gibbs, to jednak za mało. Drużyna nie ma tożsamości i nie chodzi tutaj wcale o metryki zawodników. Chodzi raczej o styl grania, o charakter. Arsenal gra miękko. Jeśli zdobywane są puchary, namacalny dowód skuteczności danej polityki, to kibice wszelkie kwestie wybaczą. Nie przetrawią natomiast nigdy braku chociażby trochę angielskiego stylu gry. Nie odbiera się cesarzowi tego, co cesarskie. Bez charakteru jesteś nikim.
Arsene Wenger (fot. SkySports.com)
Quinto. Transfery. Wenger stał się ofiarą własnego systemu. Choć lato 2012 było wyjątkiem od reguły, poglądy Wengera na wydawanie pieniędzy są powszechnie znane. Posunę się krok dalej. Fakt, iż Francuz przeprowadził parę większych jak na niego transferów, świadczy o tym, że niejako przyznał się do porażki własnego projektu, a w jego wypadku kupowanie gwiazd to modelowa wręcz sytuacja, kiedy tonący brzytwy się chwyta.
Ostatnie lata pokazały, że nie da się zbudować teamu wyłącznie na dzieciach, drużynę trzeba obudowywać także doświadczonymi piłkarzami, gwiazdami. Sprowadzono co prawda Cazorlę, Podolskiego, Giroud, ale czy to przywróciło blask ekipie „Kanonierów”? Śmiem wątpić. Zastanawia także system płacowy w Arsenalu. Klub to z renomą, uznana marka, ale tygodniówki oferowane graczom przez prezesów stawiają go jednak w drugim szeregu. Wysyła to potencjalnym nabytkom jasny przekaz: chcesz zarobić, idź gdzie indziej. I koło się zamyka. Brak wysokich apanaży to brak sukcesów. Chyba nie macie wątpliwości, iż dobrze Songowi na Camp Nou, a van Persiemu na Old Trafford? Zatem problem leży gdzie indziej.
Finał. Wenger. Postawię odważną – a może i nie? – tezę. Czas Arsene minął. Jego spojrzenie na futbol staje się archaiczne, jego zbytnie przywiązanie do budowania drużyny przeważnie na niemowlętach irytujące. Parę lat temu był wizjonerem, dziś wywołuje tylko lekki uśmieszek na twarzy. Stał się żywym pomnikiem, który obgaduje się za plecami, natomiast nikt nie ośmieli się skrytykować go twarzą w twarz.
Arsenalowe przeszczepianie tkanek katalońskich w warunkach wyspiarskich nigdy do końca się nie uda, zabraknie tego zdrowego balansu pomiędzy pięknem a skutecznością. Także polityka transferowa Arsenalu jest niespójna. Zdumiewa po raz kolejny przypadek sir Aleksa Fergusona, starszego od Wengera, a ciągle umiejącego modyfikować swoje podejście, idącego z duchem czasu. Tego chyba brakuje trochę Arsene.
Myślę, iż przyszłość Wengera to raczej trenowanie młodzieży, byłby idealnym trenerem U-18 w Arsenalu. Chyba już czas przekazać pałeczkę komuś innemu. Komuś, kto zbalansuje romantyzm Francuza z odartą z piękna, ale skuteczną do bólu wizją futbolu a’la Mourinho. Właściciele Arsenalu ufają Francuzowi bezgranicznie, jednak ten piękny związek przemienił się w fatalny romans, a Wenger stał się karykaturą samego siebie. Time to say goodbye, jak śpiewał Andrea Bocelli.
Dobry artykuł, przyjemnie się czytało i
najbardziej przychylę się do słów:
„Arsenal nie ma lidera z krwi i kości. Kogoś, kto
mówiąc kolokwialnie, chwyciłby ich wszystkich za
mordę, poderwał w trudnych momentach.”
Zgadzam się w 200% procentach, bo np. w Chelsea jest
Lamps, w Liverpoolu jest Gerrard, a w Arsenalu? No
właśnie, nie ma takiego gracza.
~
~daniloNewcastle
swietny artykul, tylko do jednego moge sie
przyczewpic. To barca zgapila system gry od arsenalu
nie na odwrot. Pozdrawiam
~:
~Ja :)
a ja się nie zgodzę. Arsen i jego archaiczny styl
oparty na młodocianych zawodnikach bez lidera ?
Juventus wygląda podobnie a jednak diametrialnie
różnie. Arsene poprostu już nie ma siły przebicia
w Londynie. Pozdrawiam
~
~Maciek
Nie wiem czy autor tekstu oglądał w tym sezonie
jakiś mecz Arsenalu czy cały tekst został oparty
na innych, które po sobotnim Blackburn powstają
chętnie i często w każdym miejscu sieci czy raczej
wnioski pochodzą z okresu wspomnianego w tekście
meczu z Newcastle, który odbył się ponad 2 lata
temu. Po kolei:
– Głównym problemem Arsenalu nie jest Wenger, tylko
osoby stojące za nim i nad nim. To oni wyznaczyli
taką politykę klubu, a Wenger jest tylko jej
wykonawcą i czerpie ze wszystkiego, co ma pod
ręką. Dlaczego współwłaściciel, który stara
się uzyskać większość udziałów, Alisher
Usmanov sam wysyła listy do dyrektorów w celu
wyjaśnienia zarówno polityki transferowej, jak i
płacowej? Z jednej strony, kibice mu przyklaskują,
ale z drugiej nieco nieufnie patrzą w przyszłość,
bojąc się dopuszczenia do wpompowywania pieniędzy,
jak stało się to w City, Chelsea czy innych
europejskich klubach. Zarząd trzyma Wengera tylko
dlatego, że on potrafi się przystosować i
skutecznie działać w stawianych przez zarząd
realiach.
– Mówiąc o kasie, nie można zapomnieć, że
Arsenal cały czas spłaca stadion i jako jedyny z
czołówki PL stopniowo i skutecznie redukuje dług,
kiedy inne drużyny tylko brną dalej i głębiej,
– Po trzecie to tertio, nie terzo.
– Styl gry Arsenalu nie zmienił się znacznie od
dekady, Wenger dalej stawia na podobnych zawodników
na poszczególne pozycje(Vieira-Diaby,
Ljungberg-Walcott, środkowy napastnik
Adebayor-Bendtner- Giroud, boczny pomocnik
Pires-Podolski(Ramsey), kreatywny środek, czy mocno
ofensywne boki obrony), znacznie spadła tylko
skuteczność tego stylu, a to jest spowodowane
brakami pilkarzy,
– O charakter zespołu bym się nie martwił, bo gra
wystarczająco ostro, bez problemu potrafi postawić
swoje warunki na niemal każdym stadionie w lidze. (o
ile rozróżniamy ostrą, męską grę, od brutalnej
wojenki, którą prowadzi Stoke z Shawcrossem na
czele) Wszyscy porównujecie go do SAFa i Moyesa,
tylko patrząc na cechy tych panów, Wenger jest
zupełnie innym typem człowieka. Nie potrafi
wstrząsnąć szatnią, wszystko opiera się na
szacunku do niego. Krzyczy Bould, ale nie Wenger.
– Pierwszego zdania ostatniego akapitu nawet nie mam
siły skomentować, jest tak idiotyczne.
~
~Maciek
– Polityka transferowa jest taka sama od długiego
czasu. Wenger nie kupuje przewartościowanych (bo
duża większość piłkarzy na rynku jest taka przez
katarskie potęgi, które psują rynek) tylko sięga
po zawodników nieco alternatywnych. To, że nie jest
o nich maksymalnie głośnie, nie znaczy, że
żałuje pieniędzy. Pamiętajmy, że nie jest w
stanie finansowo konkurować z finansowymi
potentatami.
– Na temat ’ zaszczepienia barcelońskich tkanek’ to
polecam cofnąć się trochę w czasie i pooglądać
mecze z poprzednich lat (Barcelony przed Guardiolą,
np. i Arsenalu z tamtego czasu i wcześniejszych
lat). Zresztą, ten styl nie jest ani wytworem
Wengera ani Guardioli. Barcelona po prostu robi to
maksymalnie skutecznie, ale nie jest to powód, by
teraz zarzucać wszystkim, którzy wymienią więcej
niż 6 podań w jednej akcji, że kopiują
Barcę.
– Tytuł tekstu również nie powala. Tak można
określić kolejne zmiany na ławce Chelsea, a nie
Wengera, który trwa w Arsenalu od 96 roku.
– Charaktery piłkarzy? Brakuje kogoś, kto ma
poderwać zespół? Polecam przyjrzeć się grze
Giroud, Wilshere’a, Artety czy Kościelnego z
Vermaelenem. Jeżeli nie widzisz tam wielkich
ambicji, starań i zaangażowania, to proszę o
podanie innych piłkarzy, którzy służą Ci za
punkt odniesienia.
– Problemem Arsenalu jest to, że nie nadążyli za
tym mega krokiem, które zrobiły inne drużyny
(przede wszystkim finansowo). Nie mówię, że Wenger
jest tutaj bez winy, ale obarczenie go za każde
potknięcie jest po prostu pójściem na łatwiznę.
Jest to człowiek, który cały czas, konsekwentnie
wypełnia swój pomysł, który nie jest
najskuteczniejszy i najbardziej popularny. Wraz z tą
długą posuchą, jest to dalej ścisła czołówka
najlepszych specjalistów w trenerskim gronie. I
zapewniam, że on sam zdobył z Arsenale niemal tyle
samo trofeów mistrzowskich co Chelsea i City mają
w swojej historii.
Pozdrawiam licząc na odpowiedź.
~
~LoluŚ
Maciek – Spuentuje tylko ładnie to co napisałeś.
Chelsea i City nie mają takiej historii jak Arsenal.
Ale mają PRZYSZŁOŚĆ. Ładny stadion i brak
długów nie uchroni Arsenalu od stopniowej
degradacji sportowej. Zaznaczam jednak, że żal mi
tego klubu… Ale życze powodzenia! ;)
~M
~kuba machowina
Macku? Twój komentarz to komentarz typowo
sfrustrowanego kibica Arsenalu, który widzi zło
wszędzie poza swoim podwórkiem. Przypomina to
retorykę czasów PRL, gdzie Zachód był zły,
władze państwa wspaniałe, tylko półki na
sklepach były puste, jak w ostatnich latach gabloty
na trofea w muzeum Aesenalu. Oczywiście Wenger jest
cacy, Ushmanov to zły glina i gdyby nie zarząd, to
Arsenal byłby co rok mistrzem. Bajki jakich mało.
Według Ciebie rynek zepsuli katarscy inwestorzy,
próbujesz nam wmówić, że to Arsenal jest moralnym
zwycięzcą i super, że Arsenal radzi sobie z
finansowym fair play, musi to być sensacyjnie
pocieszające wobec trwającej prawie dekadę posuchy
jeśli chodzi o trofea. Czas Wengera się skończył
i tyle. A i gratuluję znajomości łaciny, ale ja
liczyłem po włosku, panie „lingwisto”
~M
~kuba machowina
a co do polityki transferowej to Arsenal prowadzi
politykę złą, nic nie przynoszącą. piszesz, że
brak trofeów wynika z braków piłkarzy, a nie
taktyki. halo, a kto tych piłkarzy kupował? ciocia
adela? przyglądam się arsenalowi co tydzień i
lidera tam niestety nie ma z prawdziwego zdarzenia.
vieiry czy adamsa już tam nie ma. jest za to
konsekwentny sportowy regres. radzę otworzyć oczy
~
~fffffff
Ja jestem kibicem arsenalu i szkoda mi patrzeć jak
ten klub stał się przecientniakiem, van Persie i
Nasri odeszli bo nie było trofeów i perspektyw ;/
~M
~kuba machowina
i jeszcze odnośnie samego Wengera. dla mnie to
najlepszy trener u-18 i tyle. tym powinien się
zająć, zamiast mydlić oczy kibicom Arsenalu. jest
jeszcze inne wyjście. możemy umówić się, że
Arsenal potęgą już nie jest. piszesz, że nie jest
w stanie konkurować z innymi potęgami. ok, jak na
średniaka to Arsenal gra super. kiedyś był
wielki, a teraz? może ma i historię, tradycję, ale
inni mają trofea. co wybierasz?
~
~fanarsenalu
Cala prawda obiektywnie patrzac. Kuba Machowina ma
racje
~
~Maciek
Nie nazywam nikogo złym. Wenger przy obecnym stanie
rzeczy i rzeczywistości, możliwościach, na które
pozwala 'góra’ jest ciągle najlepszym wyborem.
Każdy orze, jak może, jestem pewien, że mając
więcej pieniędzy, kupowałby lepszych piłkarzy czy
mógł sobie pozwolić na zatrzymanie obecnych. Jest
to logiczne. Oczywiście, że istnieje zależność
umiejętności od kasy, wydają taką, nie można
mieć najlepszych piłkarzy na świecie (oczywiście
istotne są jeszcze inne czynniki).
Nie jestem sfrustrowany, po prostu staram się,
jakoś bardziej zrozumieć całą tą sytuacji niż
wykrzyczeć 'Wenger out’. Jako długoletni kibic
Arsenalu, owszem, trochę tęskniący za poprzednią
dekadą to jednak zdecydowanie wolę obecny stan
rzeczy niż potężny zastrzyk kasy i cyrki, jakie
odstawiają właściciele 'sztucznych’ klubów.
Tak samo, nigdzie nie napisałem czy zasugerowałem,
że Arsenal byłby co rok mistrzem. Odniosłem się
do Twojego tekstu jedynie. Oglądam mecze, czytam i
wiem, co tam się dzieje, nawet czasem na tabele
zerknę, dlatego nie musisz mi mówić, że sportowo
AFC traci. Wiem to i rozumiem, jako konsekwencję
takiego zarządzania klubem – nie jest ona popularna
wobec rzeczywistości, nie jest poprawna z punktu
widzenia sukcesu sportowego, ale ma inne zalety. No i
przede wszystkim nie jest konsekwencją działań
Wengera, bo on jest tylko wykonawcą określonego
planu.
Odnośnie liczebników – fakt, mój błąd, wybacz.
~
~kibic77
a jeden i drugi głupi… co wy k…a możecie
wiedzieć co tam w głowach Wengera czy zarządu
siedzi?! Arsenal może i z szejkami z City czy
petrodolarami z Chelsea nie ma szans… ale jakoś
ciągle się trzyma czołówki, rok w rok występuje
w LM, przechodząc fazę grupową… a do tego
ciągle gra swoją filozofię… i kiedyś
eksploduje, tak, że roz….bie wasze Manchestery czy
jakieś tam The Blusy i The Redsy… ten sezon jest
nie najlepszy i klub może i nie zagra w przyszłym
sezonie w LM, ale czy wy myślicie, że taki
Tottenham długo będzie w czołówce? Albo
zadłużony na miliardy ManU? Ja bym się tu
Arsenalem akurat nie martwił, a raczej Liverpoolem
który daje kupe kasy za Suarezy itp. a od lat hu.a
gra.
~
~KaS
Od lat kur.wa to ze 3 lata temu Benitez rozpie.rdolil
Liverpool to nie znaczy ze sa ciency zobacz na
Arsenal ktory z kazdym sezonem stacza sie w dół.
Masz cos do Suareza mendo spoleczna po tym jak RvP
odszedl Arsenal nie bedzie mial dlugo takiego
zaeodnika o takiej klasie wiec zamknij sie i nie
udzielaj a nick pokazuje ile masz IQ a i jeszcze
jedno B. Rodgers powoli odbudowuje wielii klub z
Anfild
~
~hehe
Maciek na redaktora!!! :D
~
~saviola
O rety jak cię sfrustrowało:O oburzyłeś się jak
dziecko któremu mama klocki zabrała:) hehe…
~
~...
Wiesz ja bronie barw swojego ulubionego klubu ale ty
tego nie zrozumiesz bo pewno jesteś zwyklym
sezonowcem co spnie ma za grosz pojecia o
jakiejkolwiek wartości
KM
Kuba Machowina
Liverpool gra słabo, ale tam ciągle się coś
dzieje. Próbują nowych wariantów, nowych
menedżerów, a w Arsenalu nieustająca stagnacja i
impas. A na finał całej polemiki polecam wczorajszy
mecz z Bayernem. Amen i pozdrawiam.
~
~Pitcha
Pan redaktor trochę się pogubił… Odniosłem
wrażenie, że niektóre odpowiedzi były zwyczajnie
chamskie i przykro mi z tego powodu, Vermalaen to
prawdziwy lider, tylko teraz gra słabo i przez to
stracił pewność siebie, a bez niej nie można być
liderem, brakuje Rosy, wszedł z Bayernem i pokazał,
ile Cazorli do niego brakuje… Co do Liverpoolu, to
lubię ten klub, ale próbują nowych wariantów, ale
rok w rok są za Arsenalem, mistrzem nie byli dawniej
niż Arsenal z tego, co pamiętam, kocham Arsenal
przez większość mojego nie najdłuższego jeszcze
życia, zaraz powiecie, że gimbaza itp., ale nie,
trochę wyżej. Kultura wypowiedzi i trzeźwa
argumentacja 'Maćka’ naprawdę robi wrażenie i
muszę się tutaj zgodzić z 'hehe’. Moim zdaniem
największym problemem Arsenalu są kontuzje, prawie
wszyscy piłkarze tam są wątłego zdrowia i prawie
każdy miał co najmniej jedną kontuzję w ciągu
ostatnich dwóch lat, może Cazorla i Monreal nie
mieli, ale oni krótko grają, o Squilaccim się nie
wypowiem :D. Wiadomo, że dobre zakupy by się
przydały, ale ja jako kibic Arsenalu nie chcę by
się zmieniał, wolę, żeby nie zdobywał żadnych
trofeów, grał w LM, co niestety może nie stać
się w przyszłym roku, ale przede wszystkim, żeby
był wierny swojej filozofii prowadzenia klubu.
Jestem dumny z mojego ukochanego klubu i jestem w
stanie wiele mu wybaczyć, byle tylko pozostał
sobą, a trofea, mam nadzieję, przyjdą z czasem
:)
P.S.Zawsze staram się, żeby moja wypowiedź była
jak najbardziej obiektywna, ale nie jest to możliwe,
więc wybaczcie, jak coś jest zbytnio stronnicze.
Spoglądając w ostatnich latach na przytłaczające rywali sukcesy Arsenalu oraz ich niebywały pęd do wygrywania tytułów mistrzowskich, doszedłem do wniosku, że gdzieś tutaj musi być ukryty haczyk i cała historia musi mieć jakieś ukryte drugie, trzecie i piętnaste dno. Niepojęte przecież jest, że w topowym angielskim klubie właściciele drużyny od lat trzymają szkoleniowca, który ostatnie sukcesy własnej drużyny musi przypominać sobie, racząc się zdjęciami z pamiątkowych widokówek, wspomnienia mistrzostw bowiem dawno już uciekły gdzieś na peryferie pamięci. Czy ta swoista aberracja trenerska to po prostu fatalne zauroczenie?
Jak grom z jasnego nieba gruchnęła wiadomość, jakoby monsieur Wengerowi zaproponowano nowy kontrakt. W mediach i na forach kibiców Arsenalu zawrzało. Opinie są skrajnie różne. Dlaczego zatem „Kanonierzy” od lat nie mogą wydobyć się z marazmu? Postaram się odpowiedzieć na to pytanie.
Arsene Wenger (fot. Skysports.com)
Primo. Arsenal dobrą drużyną jest, pewnik to niepodważalny jak sprinterskie talenty Theo Walcotta. Nie jest jednak drużyną wybitną. Jest jak różne składowe obiadu. Odrębnie (prawie) każda część menu smakuje wybornie, w finalnej konstelacji już niekoniecznie. Winny temu jest niestety sam Arsene Wenger. Cenię tego szkoleniowca jak mało kogo. Za jego kombatancką postawą niepoddającą się szaleństwu transferowemu, za zdolność wychowywania młodzieży. Jest raczej jak kropla drążąca skałę, za małe pieniądze kreująca boiskowe gwiazdki, aniżeli buldożer miażdżący głazy wielomilionowym, tłustym portfeliskiem. W dzisiejszej dobie postawa iście romantyczna. Ale to się skończyło.
Arsenal jest ofiarą własnego systemu, smok zżera swój drogocenny ogon. Wenger co sezon twierdzi, że jego chłopcy wreszcie dojrzeli do mistrzostwa, są gotowi walczyć o najwyższe trofea. W ostatnim letnim okienku transferowym Wenger co prawda zdradził własne ideały transferowe, śmiem jednak twierdzić, iż był to jednorazowy wyskok i Francuz nie wydałby tych ogromnych (jak na możliwości Arsenalu oczywiście) pieniędzy na transfery Cazorli czy Giroud, gdyby nie presja kibiców i mediów. Myślę, iż z obecną polityką płacową, dzięki której na Emirates płaci się połowę tego, co gdzie indziej, drużyna ta nawet po trzydziestce będzie grała swój „baby ball”. Dlaczego?
Secondo. Brak lidera.
Arsenal nie ma lidera z krwi i kości. Kogoś, kto mówiąc kolokwialnie, chwyciłby ich wszystkich za mordę, poderwał w trudnych momentach. Tak, tak, słyszę. Wilshere? No way. To sztucznie kreowany lider, dla mnie w sumie żaden. Najlepiej o sytuacji lidera na Emirates na przestrzeni ostatnich sezonów świadczył fakt, ile lat trwała transferowa epopeja pt. „Cesc do Barcelony”. Hiszpan kluczył, brakowało mu odwagi zrobić jakikolwiek ruch. Żenujące były jego flirciki z katalońskim klubem, jak przymierzanie trykotu Barcelony podczas fety z okazji zdobycia przez Hiszpanów mistrzostwa świata. To godziło jedynie w uczucia kibiców Arsenalu, odzierało ten klub z godności.
Wróćmy do Wilshere’a. Minie trochę czasu, zanim zostanie generałem na boisku. To, że wrócił po kontuzji i ugruntował formę, to nic, kapitanem trzeba być także poza murawą. Szczęsny chciałby być pewnie kimś takim, ale jego notowania są coraz niższe i niewykluczone, że znów zostanie numerem dwa w talii Wengera. Jest bramkarzem młodym i puści jeszcze szereg głupich bramek, to ryzyko wpisane w jego zawód. Ciekawe tylko, ile cierpliwości będą mieć do niego włodarze Arsenalu… Co do jego pozycji przywódcy stadka – może kiedyś, ale nie teraz. To melodia przyszłości, jeśli Szczęsny jakąkolwiek w Arsenalu ma. Poza tym liderem powinien być raczej gracz z pola. Ktoś, kto oprócz wsparcia mentalnego będzie miał realny wpływ na mobilizację i styl gry zespołu. Za młody na marszałka jest Wilshere, za młody jest Walcott, choć to niewątpliwie klejnoty w koronie Arsenalu. Natomiast Patrick Vieira i Tony Adams są już niestety za starzy, żeby wrócić na boisko.
Wojciech Szczęsny (fot. Skysports.com)
Terzo. Brak charakteru. Łączy się to z poprzednim punktem. Drużyny (na przestrzeni lat) Wengera hołdują piłce ofensywnej, pięknej, akcje budowane są tak, aby w finalnym akcie piątka zawodników wjechała z piłką do bramki, oczywiście z uśmiechem na twarzy. Jest to gra na modłę katalońską, ale czy Premiership jest miejscem na tego typu granie? Oczywiście, ale nie może to być jedynie techniczna przekładanka, swoista sztuka dla sztuki, musi być podszyta, a nawet przeszyta, pragmatyzmem, praktycznością. A tegoż właśnie pragmatyzmu często Arsenalowi brakuje. Tam, gdzie starczy huknąć piłkę do siatki, starsze dzieciaki Arsene robią jeszcze kółeczko, podają. A starczyłoby to kopnąć po prostu.
Arsenal ma problemy, gdy przyciśnie rywal. Prowadząc 2:0 czy nawet 4:0 (osławiony już mecz z Newcastle, zakończony wynikiem 4:4), nie jest pewien wygranej, a to drużynie aspirującej do bycia wielką nie przystoi. Arsenal jest teamem ładnym technicznie, ale często nie potrafi szarpać murawy, brak jej walczaków. Piłkarzy nie najpiękniejszych technicznie, ale takich, którzy będą gryźć, szturchać, harować. Stachanowców, którzy finalnie scalą drużynę na murawie, ale i poza nią.
Wynika to może z charakteru samego Wengera, który raczej nie wygląda na człowieka lubującego się w boiskowym awanturnictwie. A w klubie przydałby się ktoś pokroju Joeya Bartona czy Roya Keane’a, stoper modelu Ryana Shawcrossa, boiskowe drzazgi co to nawet muchom na murawie nie odpuszczą. Piłka nożna musi mieć swoich złych chłopców. Dwóch, trzech zabijaków postawiłoby tą drużynę na nogi. No i jak wyżej – ten upragniony lider. Najlepiej dwa w jednym.
Quarto. Brak tożsamości. Wenger stworzył istną wieżę Babel, kulturowy tygiel, multikulturową układankę. Prawda jest jednak okrutna. Nie da się zaistnieć w dzisiejszej dobie w piłce angielskiej, odzierając ją z owej angielskości. Jest to misja niewykonalna. Co prawda w drużynie są Wilshere, Walcott, Ramsey czy Gibbs, to jednak za mało. Drużyna nie ma tożsamości i nie chodzi tutaj wcale o metryki zawodników. Chodzi raczej o styl grania, o charakter. Arsenal gra miękko. Jeśli zdobywane są puchary, namacalny dowód skuteczności danej polityki, to kibice wszelkie kwestie wybaczą. Nie przetrawią natomiast nigdy braku chociażby trochę angielskiego stylu gry. Nie odbiera się cesarzowi tego, co cesarskie. Bez charakteru jesteś nikim.
Arsene Wenger (fot. SkySports.com)
Quinto. Transfery. Wenger stał się ofiarą własnego systemu. Choć lato 2012 było wyjątkiem od reguły, poglądy Wengera na wydawanie pieniędzy są powszechnie znane. Posunę się krok dalej. Fakt, iż Francuz przeprowadził parę większych jak na niego transferów, świadczy o tym, że niejako przyznał się do porażki własnego projektu, a w jego wypadku kupowanie gwiazd to modelowa wręcz sytuacja, kiedy tonący brzytwy się chwyta.
Ostatnie lata pokazały, że nie da się zbudować teamu wyłącznie na dzieciach, drużynę trzeba obudowywać także doświadczonymi piłkarzami, gwiazdami. Sprowadzono co prawda Cazorlę, Podolskiego, Giroud, ale czy to przywróciło blask ekipie „Kanonierów”? Śmiem wątpić. Zastanawia także system płacowy w Arsenalu. Klub to z renomą, uznana marka, ale tygodniówki oferowane graczom przez prezesów stawiają go jednak w drugim szeregu. Wysyła to potencjalnym nabytkom jasny przekaz: chcesz zarobić, idź gdzie indziej. I koło się zamyka. Brak wysokich apanaży to brak sukcesów. Chyba nie macie wątpliwości, iż dobrze Songowi na Camp Nou, a van Persiemu na Old Trafford? Zatem problem leży gdzie indziej.
Finał. Wenger. Postawię odważną – a może i nie? – tezę. Czas Arsene minął. Jego spojrzenie na futbol staje się archaiczne, jego zbytnie przywiązanie do budowania drużyny przeważnie na niemowlętach irytujące. Parę lat temu był wizjonerem, dziś wywołuje tylko lekki uśmieszek na twarzy. Stał się żywym pomnikiem, który obgaduje się za plecami, natomiast nikt nie ośmieli się skrytykować go twarzą w twarz.
Arsenalowe przeszczepianie tkanek katalońskich w warunkach wyspiarskich nigdy do końca się nie uda, zabraknie tego zdrowego balansu pomiędzy pięknem a skutecznością. Także polityka transferowa Arsenalu jest niespójna. Zdumiewa po raz kolejny przypadek sir Aleksa Fergusona, starszego od Wengera, a ciągle umiejącego modyfikować swoje podejście, idącego z duchem czasu. Tego chyba brakuje trochę Arsene.
Myślę, iż przyszłość Wengera to raczej trenowanie młodzieży, byłby idealnym trenerem U-18 w Arsenalu. Chyba już czas przekazać pałeczkę komuś innemu. Komuś, kto zbalansuje romantyzm Francuza z odartą z piękna, ale skuteczną do bólu wizją futbolu a’la Mourinho. Właściciele Arsenalu ufają Francuzowi bezgranicznie, jednak ten piękny związek przemienił się w fatalny romans, a Wenger stał się karykaturą samego siebie. Time to say goodbye, jak śpiewał Andrea Bocelli.