Zwiększenie liczby miejsc na mundialu w 2026 roku miało wzmocnić jego oglądalność poprzez dotarcie do mniej popularnych piłkarsko regionów. Takie rozwiązanie daje jednocześnie podwyższony potencjał na debiutantów oraz na powroty do turnieju po wielu latach. Wysoce prawdopodobne, że afrykańskie kwalifikacje do mistrzostw świata mogą w końcowym rozrachunku dać nam taką wartość dodaną.
Wysyp wyspiarzy
Od paru lat Republika Zielonego Przylądka budowała swoją piłkarską renomę na kontynencie. Wyjście z grupy na mistrzostwach Czarnego Lądu, a nawet otarcie się o fazę medalową podczas ostatniej edycji pokazało, że nie trzeba dużej populacji ludności, by osiągać sukcesy. Wszak kraj ten zamieszkuje około 525 tysięcy osób, czyli mniej niż żyje na co dzień w Poznaniu.
Jednak po bardzo dobrym występie podczas Pucharu Narodów Afryki w zeszłym roku, przyszła bardzo mocna obniżka formy. Skutkowała ona faktem, że w kwalifikacjach do następnych mistrzostwach kontynentu (które rozpoczną się w grudniu tego roku) Republika Zielonego Przylądka zajęła… ostatnie miejsce w grupie. Zatem nie zmieściła się w gronie 24 najlepszych drużyn Czarnego Lądu. Aczkolwiek podczas najbliższego zgrupowania prawdopodobnie znajdzie się wśród dziewięciu reprezentacji z Afryki, które wywalczą awans na mundial.
Zupełnie szczerze przyznam – do końcowego gwizdka meczu ósmej kolejki nie wierzyłem, że to się może wydarzyć. Republika Zielonego Przylądka w kwalifikacjach do mistrzostw świata pod względem wizualnym prezentowała się bardzo słabo. Mimo tego wykręcała nadzwyczaj dobre wyniki w porównaniu do boiskowego poziomu. Bardzo gładki oklep na wyjeździe do Kamerunu oraz szczęśliwe domowe zwycięstwo 1:0 nad Mauritiusem krążącym w okolicach 180 miejsca rankingu FIFA po bramce centrostrzałem nie napawały optymizmem. Po tym przyszła zaskakująca wyjazdowa wygrana z Angolą w spotkaniu, w którym to bardziej gospodarze ten mecz przegrali na własne życzenie, niż goście zwyciężyli. Niemniej to im dodało wiatru w żagle, który sprawił, że po kolejnym średnim meczu z Mauritiusem Republika Zielonego Przylądka była w stanie ograć u siebie Kamerun. Tym samym na dwie kolejki przed końcem kwalifikacji do mistrzostw świata wypracowała sobie cztery punkty przewagi nad wiceliderem. Wystarczy zatem jedno zwycięstwo (w wyjazdowym meczu z Libią lub domowym z Eswatini) by matematycznie zapewnić sobie awans. Szalona sprawa.











