Piłkarska reprezentacja Hiszpanii pokonała w towarzyskim meczu Serbów 2:0. Bohaterem meczu był z pewnością Adrian Lopez. Gracz Atletico najpierw sam strzelił gola, a później wywalczył rzut karny, który na bramkę zamienił Santi Cazorla.
Hiszpania mecz z Serbią rozpoczęła w niezwykłym dla siebie ustawieniu 4-4-2. Pod nieobecność grupy rozgrywających z Barcelony Vicente del Bosque postanowił wypróbować wariant z dwoma napastnikami i dwoma skrzydłowymi. Od pierwszych minut na prawej obronie zagrał zawodnik Atletico, Juanfran Torres. Dla wychowanka Realu Madryt był to debiut w dorosłej reprezentacji. Mistrzowie świata pierwszą okazję wypracowali sobie już w 2. minucie, kiedy to Alvaro Negredo mocnym, precyzyjnym strzałem z 20. metra próbował umieścić piłkę w siatce. Bardzo ładnie zachował się w tej sytuacji serbski golkiper. Nikogo nie dziwił fakt, że zawodnicy „La Seleccion” praktycznie nie wychodzili z połowy rywala. Ekipa z Bałkanów odgryzała się rzadko i za każdym razem bardzo niemrawo. Od początku wyjątkowo dobrze prezentowali się stoperzy z Madrytu – Sergio Ramos i Raul Albiol. Zwłaszcza ten drugi sprawiał wrażenie człowieka bardzo zdeterminowanego. Nic dziwnego, w końcu walczył o miejsce w samolocie do Polski. Z pary hiszpańskich napastników zdecydowanie bardziej aktywny był Negredo. Wychowanek Rayo Vallecano dwoił się i troił, by tylko umieścić futbolówkę w siatce. Blisko było w 15. minucie, ale nie dość, że wredna piłka polecała ciut za wysoko, to jeszcze we wszystko wmieszał się sędzia liniowy, dopatrując się pozycji spalonej.

W 24. minucie bardzo ładnie w polu karnym Hiszpanów zachował się Dejan Lekić. Napastnik Osasuny zwiódł rywali, zrobił obrót i posłał miękkie dośrodkowanie w pole karne. Gdyby był tam Żigić, skończyłoby się pewnie strzeleniem gola. Niestety gigantyczny snajper nie dostał powołania do kadry, a futbolówkę pewnie złapał Casillas. Trzy minuty później Xabi Alonso pokusił się o uderzenie z własnej połowy. Futbolówka leciała jakieś 70 metrów i spadła może metr za poprzeczką. Zadziwiająca jest precyzja kopnięć Baska. Wraz z upływem czasu można było odnieść wrażenie, że serbscy defensorzy grają coraz bardziej nerwowo. Dusko Tosić podał futbolówkę Roberto Soldado, a urodzony w Walencji napastnik minimalnie przestrzelił. W 36. minucie Dejan Lekić pokonał Ikera Casillasa, ale radość Serbów trwała krótko. Sędzia odgwizdał spalonego. Słusznie. Ta niespodziewana sytuacja sprawiła, że ubrani w białe koszulki piłkarze zaczęli grać znacznie bardziej ambitnie. Ich problem polegał na tym, że o ile ofensywa Hiszpanów była eksperymentalna, to formację defensywną tworzyli sami wyjadacze, którzy najzwyczajniej w świecie nie popełniali błędów. Do końca pierwszej połowy wynik nie uległ już zmianie. Stroną wyraźnie lepszą byli Hiszpanie, ale z tego bycia lepszym nic a nic nie wynikało.









