Tottenham wrócił na zwycięskie ścieżki, pokonując po emocjonującym meczu Southampton 3:2. Bohaterem został przywrócony do łask przez nowego trenera Emmanuel Adebayor, który zdobył dwa gole.
Pierwszy kwadrans należał do gospodarzy. Już na samym początku LLoris musiał interweniować po strzale Lamberta z wolnego. Wtedy Francuz nie miał kłopotów, ale dużo większe sprawiło mu uderzenie Lallany z 13. minuty. Anglik odwrócił się z piłką na dwudziestym metrze i choć jego uderzenie nie było najmocniejsze, to na tyle precyzyjne, że piłka zatrzepotała w siatce.

Szybko starał się odpowiedzieć Eriksen, lecz kopnął wysoko nad poprzeczką. W 25. minucie Rose popełnił błąd w obronie, tracąc piłkę na rzecz Lamberta, który wycofał do Lallany, a ten podał z kolei do Rodrigueza. Napastnik jednak pospieszył się ze strzałem i nie trafił w bramkę.
Zamiast 2:0 minutę później był już remis. Adebayor z Soldado wyprowadzili świetną kontrę. Ten pierwszy zagrał, wydawałoby się, zbyt mocno, do Hiszpana na wolne pole. Jego partner jednak dobiegł do piłki, przejął ją i dośrodkował na czwarty metr. Aebayor natomiast wbiegł dokładnie tam i kopem w stylu karate wbił piłkę do siatki.
Druga część pierwszej połowy nie była już taka ciekawa i obfitowała w nieudane ataki. Do przerwy zatem był remis.
Po pięciu minutach drugiej połowy przyszła zła wiadomość dla gości, bo z boiska z kontuzją zszedł Dembele. Chwilę później nikt już o tym nie pamiętał, gdyż wszyscy wpadli w euforię. Rose i Eriksen rozegrali piłkę na lewej flance i po dośrodkowaniu tego pierwszego Jos Hooiveld tak niefortunnie interweniował, że trafił do własnej bramki.
Na odpowiedź miejscowych nie trzeba było długo czekać. W 60. minucie Lallana znowu urwał się obrońcom i dostał podanie w pole karne rywali, Lloris trochę się pospieszył z wyjściem z bramki, przez co umożliwił Lallanie podanie do niepilnowanego Lamberta, a ten tylko dopełnił formalności.
Jeszcze mniej zajęło gościom powrócenie na prowadzenie. Wystarczyło podać piłkę na prawą stronę do Adebayora, który ominął obrońców Southampton jak tyczki i pokonał Gazzanigę. Chwilę potem trzy szanse w ciągu pięciu minut miał Soldado. Jednak każdą z nich koncertowo zmarnował, w ogóle nie zatrudniając nawet bramkarza.
Fatalna skuteczność Hiszpana sprawiła, że gospodarze nadal byli w grze i tuż przed końcem mogli wyrównać. Gallagher dostał świetną piłkę od Lallany, jednak wyszedł jego brak doświadczenia, bo zamiast albo jeszcze pociągnąć na bramkę, albo zagrać do partnera, od razu strzelił, a raczej podał piłkę w ręce Llorisa. Ostatnie, rozpaczliwe próby nic już Southampton nie dały i kolejna porażka stała się faktem. Po świetnym początku „Święci” zjeżdżają teraz niczym po równi pochyłej w dół tabeli. Natomiast Tottenham zrobił pierwszy krok, by wyjść na prostą po zmianie menedżera i nadal jest w czołówce.











