Pojedynek dwóch zespołów, które sąsiadują ze sobą w tabeli Premier League, czyli Tottenham kontra Everton. Ekipa z Liverpoolu wyprzedzała „Koguty” zaledwie o punkt, więc mecz zapowiadał się wyjątkowo emocjonująco.
Przedostatnie spotkanie 25. kolejki najwyższej ligi rozgrywkowej w Anglii mocniej rozpoczęli goście. W 3. minucie na bramkę Llorisa uderzał Oman, ale bardzo niecelnie. Dwie minuty później do dziwnej sytuacji doszło w polu karnym Evertonu. Jeden z obrońców „The Toffees” tak niefortunnie podawł do bramkarza, że gospodarze niemal znaleźli się w dogodnej sytuacji do zdobycia gola. Skończyło się tylko na rzucie rożnym. W 7. minucie Osman mocnym strzałem chciał pokonać Llorisa, ale Francuz popisał się piękną paradą. Anglik chyba chciał koniecznie dziś wpisać się na listę strzelców, bo w w przeciągu następnej minuty strzelał dwukrotnie. Najpierw głową, po dośrodkowaniu z rzutu rożnego, potem tuż zza pola karnego. W obu przypadkach bramkarz Tottenhamu nie miał większych problemów. W 13. minucie z rzutu wolnego uderzał Eriksen – minimalnie ponad poprzeczką. W 19. minucie w niezłej sytuacji znalazł się Kevin Mirallas – niestety, zawodnik był na pozycji spalonej. Siedem minut później kilka centymetrów zabrakło Adebayorowi, by wślizgiem trafić w piłkę dośrodkowaną przez Rose’a. W 32. minucie Dawson główkował po dośrodkowaniu z rzutu rożnego. Ciężko nazwać to strzałem, bo piłka zamiast trafić do bramki poszybowała w trybuny. Cztery minuty potem Mirallas i jego świetny rajd z piłką. Szkoda tylko, że pod polem karnym rywali zamiast podać, zdecydował się na strzał… bardzo niecelny strzał. Podczas pierwszej połowy lepiej prezentowali się goście, choć przez całe 45 minut wynik na tablicy pozostał ten sam.

Druga odsłona meczu rozpoczęła się jak większość akcji z pierwszej części spotkania. Dużo strzałów albo blokowanych, albo bardzo niecelnych. Było też kilka prostopadłych podań wzdłuż pola karnego, ale zawsze w odpowiednim miejscu był ustawiony któryś z obrońców. Przełamanie nastąpiło w 65. minucie, kiedy to Adebayor otrzymał świetne podanie z głębi pola i strzałem tuż przy krótszym słupku pokonał bramkarza gości. Na szczególne uznanie zasługuje przyjęcie piłki przez napastnika – najpierw przyjął futbolówkę na klatkę piersiową, przełożył na lewą nogę, a dopiero potem uderzył. Po tej akcji menadżerowie zdecydowali się na zmiany. Na boisku pojawili się m.in. McGeady czy Deulofeu. W 76. minucie znowu na bramkę strzelał Adebayor. Zza pola karnego posłał piłkę tuż ponad poprzeczką. Podczas ostatniego kwadransa gra utknęła w środku pola. Tottenham mocniej skupił się na obronie, Everton na dokładnym przeprowadzeniu jednej akcji, która dałaby im wyrównanie. Mimo że byliśmy świadkami większej ilości fauli niż przez pozostałą część meczu, pierwszą żółtą kartkę sędzia pokazał dopiero w 87. minucie. W doliczonym czasie o strzał pokusił się Defoe, który został wprowadzony na murawę kilka minut wcześniej.










