W meczu zamykającym 12. kolejkę Barclays Premier League Tottenham pokonał u siebie Aston Villę 2:0. Gospodarze byli w ten poniedziałkowy wieczór zdecydowanie lepsi, a ich bohaterem został Emmanuel Adebayor, który strzelił obie bramki.
Alex McLeish przyjechał na White Hart Lane, żeby się bronić. Było to widać zarówno w ustawieniu taktycznym „The Villans” (pięciu nominalnych obrońców w pierwszym składzie), jak i na boisku. Od początku drużyną atakującą byli gospodarze i pierwszą groźną sytuację stworzyli sobie w 11. minucie. Prawą stroną popędził Lennon i dośrodkował wprost na głowę Adebayora, ale ten z pięciu metrów zamiast trafić do bramki, uderzył obok słupka.
Togijczyk zrehabilitował się już 180 sekund później. Najpierw jednak, po indywidualnej akcji, wywalczył rzut rożny. Z dośrodkowaniem poradzili sobie co prawda obrońcy Aston Villi, ale wybita piłka spadła pod nogi Kaboula, który mocno huknął z 16 metrów. W ostatniej chwili jeden z defensorów wyblokował strzał i wybił futbolówkę na kolejny korner. Ten okazał się niemal kopią tego sprzed chwili – znowu wrzutka została wybita, ale piłkę przed polem karnym przejął zawodnik „Spurs”. Tym razem był to Gareth Bale, który wyraźnie chciał uderzać na bramkę, ale nieczysto trafił w futbolówkę i ta wysokim lobem poleciała w pole bramkowe, gdzie czekał niepilnowany Adebayor i przewrotką skierował piłkę do siatki. Z nieudanego strzału wyszła więc asysta, po której togijski napastnik przerwał passę siedmiu meczów bez strzelonego gola.
Po tym trafieniu tempo nieco spadło, a „Villans” w końcu przypomnieli sobie, że futbol nie polega jedynie na bronieniu dostępu do własnej bramki. Ich próby ataków były przeważnie mocno niedokładne, choć Gabrielowi Agbonlahorowi udało się wywalczyć rzut rożny, z którego jednak nic nie wyszło. Swojej bramki szukał van der Vaart. Holender najpierw uderzał z ostrego kąta po krótko rozegranym rzucie rożnym. Chwilę później próbował przelobować Givena, ale oba strzały okazały się niecelne.
Piłkarze przebywali na murawie od pół godziny, gdy w końcu niezłą okazję stworzyli sobie goście. Agbonlahor zagrał do Heskeya, który podaniem wzdłuż bramki próbował znaleźć Benta. Uderzył jednak za mocno, a dużo lepszym rozwiązaniem byłby w tej sytuacji strzał na bramkę.
Po kilku minutach walki w środku pola znowu do głosu doszły „Koguty”. Luka Modrić popisał się ładnym, prostopadłym podaniem do Bale’a, który wyszedłby sam na sam z bramkarzem, gdyby tylko udało mu się dobrze przyjąć piłkę. 60 sekund później Walijczyk się zrehabilitował. Bez problemu ograł na lewej stronie Cuellara i dośrodkował na bliższy słupek. Fatalny błąd popełnił Collins, który swoim nieudanym wślizgiem przeszkodził w skutecznej interwencji Givenowi. To pozwoliło stojącemu dwa metry przed pustą bramką Adebayorowi dopełnić formalności i podwyższyć prowadzenie.
Do końca pierwszej połowy nie oglądaliśmy już dobrych okazji na zmianę wyniku i pięć minut później Halsey zaprosił oba zespoły do szatni.
Co ciekawe, drugą część gry od ataków zaczęli przyjezdni. W polu karnym główkował Bent, ale na posterunku był Friedel. W odpowiedzi próbował van der Vaart, jednak jego strzał nie sprawił Givenowi najmniejszych kłopotów. Pięć minut później hat-tricka skompletować powinien Adebayor. Napastnik urwał się obrońcom i otrzymał świetne podanie od Modricia, dzięki czemu stanął oko w oko z Givenem. Tym razem jednak zabrakło mu skuteczności i strzelił obok słupka. Togijczyk nie ustawał w poszukiwaniu swojego trzeciego gola. Dziesięć minut później oglądaliśmy świetny rajd z piłką w wykonaniu Bale’a, po którym Walijczyk wystawił piłkę właśnie Adebayorowi, ale podkręcone uderzenie tego ostatniego i tym razem minęło bramkę gości.









