Nadchodzi kolejny weekend emocji w Premier League. Za hit kolejki niewątpliwie uchodzi prestiżowe starcie Manchesteru City z Arsenalem. O punkty powalczy też goniący czołówkę Manchester United. Czy i tym razem zawodnicy nie zawiodą i sprawią prawdziwe widowisko dla kibiców? Wszystko będzie jasne w niedzielny wieczór.
Manchester City – Arsenal

Po raz kolejny skrzyżują miecze „The Citizens” oraz „The Gunners”. I tym razem niemałe znaczenie dla spotkania będzie miała dyspozycja Adebayora, wszak rosły Togijczyk w tym tygodniu zaliczył niewiarygodnie dobry występ podczas starcia z Lechem Poznań w ramach fazy grupowej Ligi Europejskiej. Nie trzeba również przypominać, że popularny „Ade” niegdyś był zawodnikiem Arsenalu. W zeszłym sezonie, po zaskakującej zmianie klubu, miał kilka spięć z kibicami ekipy Wengera – mowa chociażby o prowokacji po strzelonej bramce na Emirates czy też haniebnym faulu na Robinie van Persie.

Spotkanie będzie interesujące w kontekście walki o fotel lidera. Co prawda Chelsea gra u siebie z Wolverhampton i powinna łatwo pokonać rywala, lecz ma ona tylko dwa punkty przewagi nad Manchesterem City. Z kolei w przypadku triumfu Arsenalu, mógłby on zepchnąć podopiecznych Manciniego z pozycji wicelidera. Jeżeli w ogóle chodzi o czołówkę tabeli, to sytuacja przedstawia się interesująco. W końcu nie tylko „The Gunners”, ale i United oraz Tottenham mają po 14 punktów. Wracając jednak do samego meczu, Mancini może wykorzystać osłabienie defensywy rywala. Na pewno nie zagra Vermaelen, niepewny jest też występ Koscielnego. Wobec tego bardzo możliwe, że popularny Włoch postawi na będącego na fali Adebayora i Teveza – lidera strzelców Premiership. Kto wie, czy na ławce rezerwowych nie usiądzie z kolei Balotelli, który powoli wraca do pełni zdrowia po urazie kolana. Wygląda więc na to, że na City of Manchester Stadium Wenger będzie musiał się martwić przede wszystkim o funkcjonowanie formacji defensywnej.
Liverpool – Blackburn Rovers















