Łódzki Klub Sportowy po dwóch latach pobytu na zapleczu Ekstraklasy powrócił do najwyższej klasy rozgrywkowej. Beniaminek nie zaliczy jednak inauguracji do udanej, gdyż został rozbity przez poznańskiego Lecha aż 5:0. Przyczyny słabej postawy defensywy swojego zespołu próbował znaleźć Marcin Adamski, obrońca łodzian.

Nie udał Wam się powrót do Ekstraklasy, na inaugurację przegraliście 5:0.
Po cichu liczyliśmy tutaj na komplet punktów, ale mecz pokazał, że czeka nas jeszcze dużo pracy, żeby sprostać ekstraklasowym wymaganiom. Nasza gra na początku nie wyglądała tak źle, stworzyliśmy kilka dobrych sytuacji. Nie wiem, co by było, gdybyśmy wykorzystali te szanse. Faktem jest, że nie powinniśmy dopuszczać do takich sytuacji w defensywie, po których dzisiaj Lech strzelał bramki. Bezlitośnie obnażył wszystkie nasze słabości. Praktycznie rzecz biorąc, rywale wykorzystali wszystkie okazje, które sobie stworzyli w dzisiejszym spotkaniu.
W którym momencie ten mecz się dla Was skończył?
Wychodząc na drugą połowę, postanowiliśmy, że gramy tak, jakby ciągle było 0:0. Chcieliśmy za wszelką cenę chociaż w tej drugiej połowie dobrze zagrać. Pierwsza część meczu to był dla nas zimny prysznic. Po pierwszych kilkunastu dobrych minutach nagle straciliśmy szybko trzy bramki. Ale podobnie było również w drugiej części gry, Lech stworzył praktycznie dwie sytuacje i strzelił dwie bramki. To jest właśnie różnica między pierwszą ligą a Ekstraklasą – w pierwszej lidze, choć rywal stwarzał wiele okazji, to często ich nie wykorzystywał, tutaj zaś przeciwnik, który ma w składzie takich graczy jak Rudnev, bezlitośnie wykorzystuje każdą okazję.
Co musicie po dzisiejszym spotkaniu poprawić w swojej grze?
Trudno mi na gorąco oceniać to spotkanie, na pewno muszę najpierw obejrzeć powtórkę meczu. Jedno jest pewne – nie możemy tak grać, jeśli chcemy zdobywać punkty i wygrywać mecze.











