Nawet jeszcze nie zabrzmiał ostatni gwizdek w meczu Lecha z Żalgirisem, a w środowisku dziennikarskim i kibicowskim już zaczęła się kampania pod tytułem „Zwolnić Rumaka!”. Czy słusznie?
Jedno jest pewne, parafrazując klasyka: „Lech się, k…, skompromitował”. Tutaj absolutnie nie ma dyskusji. Wynik 2:1 kompletnie zakłamuje obraz meczu, w którym polski zespół miał zmazać plamę na honorze z poprzedniego spotkania, stłamsić rywala i pokazać różnicę pomiędzy polskim a litewskim futbolem.

Rzeczywistość okazała się brutalna. Lechowi zabrakło wszystkiego – od przygotowania fizycznego, przez umiejętności i schematy taktyczne, po odpowiednią motywację i determinację. Za to wszystko (w dużej mierze) odpowiedzialny jest trener. Czy zatem Mariusz Rumak powinien zostać zwolniony?
Z jednej strony mamy kapitalne wiosny w sezonach 2011/2012 oraz 2012/2013 i miejsca na podium w ekstraklasie w tychże sezonach, a z drugiej dwa blamaże europejskie: zeszłoroczny z AIK Solną Sztokholm i tegoroczny z Żalgirisem. Jak więc ocenić trenera, który na warunki T-Mobile Ekstraklasy wydaje się bardzo dobry, ale gdy przychodzi europejska weryfikacja, to nie jest w stanie sobie poradzić ze słabeuszami?
Przede wszystkim według mnie niesprawiedliwe jest mówienie, że teraz Rumak jest „be”, a wcześniej był chwalony za konkurowanie z Legią pomimo gorszego składu. Absolutnie Lech powinien awansować do kolejnej fazy Ligi Europy, ale to nie Rumak dawał się ogrywać Bilińskiemu, to nie Rumak nie doskoczył Leliugi, to nie on nie potrafił rozegrać akcji, to nie on niecelnie strzelał. I na końcu: to nie on nie walczył na boisku.
I tu powstaje pytanie: piłkarze Lecha nie chcieli czy po prostu nie mogli nawiązać walki z Litwinami pod względem fizycznym? Jeśli nie mogli, to znaczy, że w którymś momencie błąd popełnił sztab szkoleniowy, za który odpowiada Rumak. Kolejnym kamyczkiem do ogródka szkoleniowca Lecha są zmiany, których dokonał we wczorajszym meczu. Zmiany kompletnie niezrozumiałe, bo nie dość, że poczynione późno, to chyba jeszcze bez konkretnego zamysłu. Mnie zdziwiło przede wszystkim zdjęcie Pawłowskiego, który był naprawdę wyróżniającym się graczem i jako jedyny, obok Hamalainena, tworzył zagrożenie. Szarpał jeszcze Ubiparip, ale poza tym Lech nie miał żadnych argumentów.
Gdy patrzyłem na mecz, oprócz nieporadności piłkarzy Lecha ich największym problemem był środek pola. I tutaj akurat trudno mieć pretensje do Rumaka, choć każdy wiedział, że duet Trałka – Drewniak boiska raczej nie zdominuje. I o ile ten pierwszy jeszcze nieźle odbierał i miał chęć podłączania się do akcji ofensywnych, o tyle drugi zagrał na poziomie okręgówki. Tylko kogo w odwodzie miał Rumak? Ewentualnym rozwiązaniem byłoby wystawienie Lovrencicsa i przesunięcie do środka Możdżenia. A co z obroną? Tutaj trener Lecha w ogóle nie miał alternatywy. Wystąpił więc Wołąkiewicz, który z Mozdżeniem stworzył najmniej dynamiczne skrzydło, jakie w życiu widziałem, nieprzygotowany do gry Henriquez i wolniejszy oraz mniej zwrotny, nawet od Herolda Goulona, Manuel Arboleda.











