Nie rozumiem tej całej nagonki na sędziego Pskita. Dlaczego nikt nie krytykuje zawodników Korony za to, że próbowali uprawiać na boisku piłkarskim MMA.
Ten tekst będzie swego rodzaju odpowiedzią na tekst mojego redakcyjnego kolegi Grzegorza Ignatowskiego. Z jego artykułem możecie się zapoznać tutaj.

Po obejrzeniu meczu miałem co do pracy arbitra mieszane uczucia. W końcu nie w każdym spotkaniu oglądamy 17 żółtych kartek i trzy czerwone. Czekałem więc cierpliwie na powtórki. No i dziś w wolnej chwili rzuciłem okiem. Na spokojnie, trzy razy obejrzałem wszystkie sporne sytuacje. I wyciągnąłem wnioski.
A są one zupełnie inne niż większości. A już na pewno nie uważam, że sędzia miał zaćmienie mózgu. Arbiter jest po to, żeby pilnować na boisku porządku i karać zawodników za przewinienia.
Taki Kuzera pierwszą żółtą kartkę powinien zobaczyć już w 5. minucie spotkania. Drugą mógł zobaczyć już w 8., ale sędzia mu odpuścił. Kapitan Korony był jednak tak zdeterminowany, żeby tę kartkę dostać, że wreszcie – dwie minuty później – dopiął swego. Trzy brutalne faule w dziesięć minut to chyba jakiś rekord.
Golański powinien wylecieć w 20. minucie. Zawodnik kieleckiej drużyny postanowił wsadzić palce do oczodołów Costy, a później jeszcze go odepchnąć.
Później „Złocisto-krwiści” kontynuowali kopanie po nogach piłkarzy Zagłębia. Taki Korzym. Dwa perfidne faule tego zawodnika musiały się skończyć czerwoną kartką. Jak się kopie przeciwnika z premedytacją w nogi, to dostaje się kartonik. Proste.
Jedyna zła decyzja sędziego Pskita – oprócz niewyrzucenia z boiska Kuzery – to podyktowanie rzutu karnego dla Zagłębia. „Jedenastka” rzeczywiście była problematyczna, ale czy to pierwszy podyktowany na wyrost karny w tej lidze?
A że sędzia pokazał dużo kartek? Bardzo dobrze. Jak na mój gust to arbiter może wywalać aż do walkowera, jeśli zajdzie taka potrzeba.
Sporne sytuacje możecie obejrzeć na filmiku poniżej. Nikt mi nie powie, że Korona grała czysto.
PS Warto zauważyć, że piłkarze Zagłębia dostali tylko jedną żółtą kartkę mniej.











