Strażak Probierz. Mało oryginalne stwierdzenie, ale tak właśnie w ostatnich miesiącach wygląda praca tego, jak by nie patrzeć, jednego z lepszych polskich trenerów. ŁKS, Aris i teraz Wisła. I w Łodzi, i w Salonikach trzeba było porządnie lać wodą, żeby coś z tego wyszło.
Trzymając się dalej terminologii strażackiej, to ugaszenie pożaru pod Wawelem jest zadaniem banalnie łatwym. Teoretycznie. Są pieniądze – których nie było ani w ŁKS-ie, ani w Arisie. Jest porządny kapitał ludzki – tego brakowało w Łodzi. Jest ładny stadion i oddani kibice. Bajka.
Ale tylko z pozoru.

Bo tak, kibice ostatnio nie przychodzą już na Reymonta tak licznie jak kiedyś. Drużyna nie ma stylu, gra bezbarwnie od dłuższego czasu – właściwie to od początku ery Maaskanta. Do tego jest rozbita i nie widać, by stanowiła monolit. Ale z drugiej strony jak ma takowy stanowić, skoro wrzucono do jednego worka graczy z każdego zakątka świata?
I teraz na czele tej całej zbieraniny stanie Michał Probierz. Człowiek, który słynie z tego, że nie odpuszcza zawodnikom. Dyscyplina to podstawa. Nie ma u niego gwiazd, nie ma traktowania na specjalnych warunkach – najważniejsza jest drużyna. I Probierz.
I dlatego jest to dobry ruch ze strony Wisły. Probierz jest raczej zatrudniony z myślą o następnym sezonie. Obecny jest już dla Wisły stracony. Mistrzostwa nie uda się obronić, to jest praktycznie pewne. Krakowianie będą musieli się skupić na Pucharze Polski i lidze, żeby wywalczyć awans do europejskich pucharów. To ich jedyna szansa na zakończenie rozgrywek 2011/2012 z podniesioną głową.
Jedno jest pewne i Wisła, i Probierz potrzebują stabilizacji. Pod Wawelem będzie to już trzeci trener w ciągu pół roku. Dla byłego trenera m.in. „Jagi” to czwarty zespół w tym sezonie. Jeżeli ma to być romans z happy endem, trzeba dać obu stronom dojrzeć. Wtedy owoc tej współpracy może być dla kibiców Wisły piękny.











