To jedna z takich decyzji, które trudno ocenić. Ma tyleż samo wad, co i zalet. Od kilku tygodni trwają dyskusje na ten temat, a pewnie potrwają jeszcze przynajmniej do 15 listopada.
Sobota, 26 października, godz. 12. Mija równo rok od wyboru nowych władz PZPN-u. Górnik Zabrze jest liderem T-Mobile Ekstraklasy, a do skupienia uwagi kibiców na wielkich meczach (Revierderby i El Clasico) pozostało jeszcze kilka godzin. Idealny moment na ogłoszenie nowego selekcjonera. Trzeba przyznać Zbigniewowi Bońkowi, że jeśli chodzi o PR ma dobrych doradców. Przynajmniej przez kilka kolejnych godzin Nawałka znajdzie się w centrum uwagi sportowych mediów. Choć właściwie w ostatnich dniach dowiedzieliśmy się o nim wszystkiego, poza jednym, ale bardzo istotnym szczegółem: jakim będzie selekcjonerem?

Odpowiedź jest bardzo prosta: takim, jakiego zrobią z niego piłkarze. Jeśli Lewandowski w końcu przestanie skupiać się na uciszaniu kibiców a zacznie strzelać gole, jeśli Boruc znowu zacznie wyciągać piłki nie do wyciągnięcia, jeśli Glik idąc na raz trafi w piłkę, to Nawałka będzie cudotwórcą, drugim Górskim i najbardziej uwielbianą osobą w kraju. Wystarczy jednak, że gwiazdor Dortmundu utrzyma swoją reprezentacyjną formę, Boruc będzie tylko w dobrej, a nie wyśmienitej, formie, Glik dostanie czerwoną kartkę za głupi wślizg, a wówczas Nawałka okaże się nieudacznikiem i trenerem wyłącznie na ligę.
Obecnie każda cecha trenera Górnika jest rozkładana na czynniki pierwsze. Jedni cieszą się, że trener potrafi krzyknąć na zawodników i nie uznaje głosów sprzeciwu, a inni obawiają się, że może to doprowadzić do konfliktu z gwiazdami i bardziej charakternymi zawodnikami. Część osób ma nadzieję, że Nawałka przeniesie na kadrę dobre schematy z Górnika, inni obawiają się, że kompletnie to nie wypali. Niektórzy uważają, że wybór polskiego selekcjonera sprawi, że będzie on uważniej przyglądał się piłkarzom z naszej ligi, jednak to samo mówiliśmy o wyborze Waldemara Fornalika.
Jeszcze przed oficjalnym potwierdzeniem decyzji PZPN zastanawiałem się, czym może jeszcze zaskoczyć Zbigniew Boniek, biorąc pod uwagę oczywiście tylko Polaków. I zacząłem zadawać sobie pytanie: dlaczego zawsze chcemy budować reprezentację przez selekcjonera, a nie selekcjonera przez reprezentację? Dlaczego nie potrafimy wypromować jakiegoś trenera przez zajmowanie tak ważnego w piłce stanowiska? Skoro potrafili tak zrobić Niemcy (Klinsmann, Loew), Włosi (Prandelli), Belgowie (Wilmots), Czesi (Bilek), Słowacy (Weiss, Kozak) czy Chorwaci (Bilić, Stimać, Kovać) to, dlaczego nie my?
Wtedy właśnie pomyślałem, że wcale nie oburzyłbym się, gdyby Boniek na stanowisko selekcjonera powołał – powiedzmy – Michała Żewłakowa czy Michała Probierza albo Skorżę i Świerczewskiego jako jego asystenta. Szalone? W Niemczech nikt nie bał się powierzyć kadry niedoświadczonemu trenersko Klinsmannowi, a Chorwatom nie przeszkadzało, że Bilić wcześniej prowadził tylko ich kadrę do lat 21. Nawet jeśli zdecydowano się na Nawałkę uważam, że w jego otoczeniu powinien znaleźć się ktoś, kto w przyszłości może zostać jego następcą. Ktoś, kogo praca obok najważniejszego trenera w kraju zbuduje i zrobi z niego np. naszego Loewa.











