I stała się światłość. Tak jak wszyscy przewidywali, Waldemar Fornalik został nowym selekcjonerem reprezentacji Polski. Wydaje się, że jest to najlepsze w tej chwili rozwiązanie, ale na pewno jest też wiele obaw.
Dzisiejsze posiedzenie zarządu PZPN miało zadecydować o przyszłości reprezentacji Polski. Spośród trzech kandydatów Komisja Techniczna miała wybrać najlepszą opcję dla drużyny narodowej. Wybór był prosty, bo oprócz Fornalika, który wywalczył wicemistrzostwo Polski z Ruchem Chorzów, w gronie kandydatów znaleźli się Jerzy Engel i Jacek Zieliński. Pierwszy ostatnio w ogóle nie pracował jako szkoleniowiec, drugi nie osiągał satysfakcjonujących wyników w Polonii Warszawa. O dziwo za plecami Fornalika (jedenaście głosów) uplasował się Jerzy Engel (trzy głosy), żaden z członków komisji nie zagłosował na Jacka Zielińskiego.
O tym, czy wybór Fornalika jest właściwy, pisaliśmy już znacznie wcześniej, analizując wszystkie za i przeciw trenerów nominowanych przez media do miana selekcjonera. Więcej o tym pod linkiem: Tak dla Fornalika. Pisaliśmy też o samej otoczce wyboru nowego szefa kadry: Wokół kadry: Po co wasze swary głupie. W końcu całe przedstawienie się zakończyło, wiemy, na czym stoimy.
Naszym zdaniem Waldemar Fornalik nie jest idealnym kandydatem, oprócz plusów ma wiele minusów, choćby brak transparentnych sukcesów jak mistrzostwo Polski. Prowadzenie drużyny narodowej może okazać się dla niego zbyt dużym wyzwaniem, ponieważ jak do tej pory nie pracował pod podobną presją sukcesu. Jednak patrząc na innych kandydatów, wydawał się najlepszym wyborem.
Zawód szkoleniowca jest niezwykle niewdzięczny. Wyniki trzeba mieć tu i teraz, nie ma czasu na pracę u podstaw, trzeba sobie radzić z różnymi charakterami piłkarzy oraz przezwyciężać codzienne problemy, które choć są znane, to i tak co chwila zaskakują, uderzając w najmniej oczekiwanym momencie. W przypadku selekcjonera jest to jeszcze trudniejsze zadanie, ponieważ na jego ręce patrzy cały naród. Trudno przewidzieć, czy Fornalik sobie poradzi, czy osiągnie tak pożądany przez wszystkich wynik, czy jego równowaga pozostanie niezachwiana, kiedy rozpocznie się publiczna nagonka po pierwszej porażce. Na pewno jednak warto dać mu kredyt zaufania, pozwolić realizować swoją wizję, tak jak mógł to robić Franciszek Smuda, i wyciągać wnioski, opierając się nie tylko na wyniku, ale także na rozwoju drużyny narodowej, jej tożsamości, charakterze i perspektywie kolejnych wielkich imprez. To, że spokój, jaki miał Smuda, nie przyniósł spodziewanego efektu, nie znaczy, że kolejny selekcjoner nie powinien mieć takiego komfortu. Selekcjoner został wybrany i kimkolwiek on by był (nawet jeśli wybór padłby na Jerzego Engela czy Romana Kołtonia), to zaufanie dla człowieka na tym stanowisku po prostu się należy.
Waldemarowi Fornalikowi życzymy sukcesów popartych ciężką pracą. Oczekujemy dobrych wyborów personalnych, na które wpłyną liczne obserwacje w kraju i za granicą. Spodziewamy się dobrej atmosfery wokół kadry, atmosfery, której nie zmącą żadne konflikty. Liczymy na maksymalne zaangażowanie, które kadrowicze będą prezentować w każdej minucie meczu i w każdej części boiska. Wierzymy, że jeśli te elementy zaistnieją, to sukces będzie w zasięgu ręki.










