Ostatnia kolejka T-Mobile Ekstraklasy pomijając wiele pasjonujących meczów (np. mecz w Kielcach), jeszcze więcej nudnych (nie muszę podawać argumentacji), na Stadionie Miejskim we Wrocławiu miał miejsce incydent, który rozjuszył środowisko, zwłaszcza kibicowskie, którego zresztą przedstawiciel ucierpiał. No właśnie – ucierpiał? Czy dostał to o co się prosił?
Przypomnę może tym, którzy nie są w temacie. Podczas meczu Śląska Wrocław z Zagłębiem Lubin, czyli derbów Dolnego Śląska, ni stąd ni zowąd kibice z Lubina postanowili urządzić sobie „racowisko”. Oczywiście to zjawisko jest żadnym zaskoczeniem, ponieważ mimo zakazu, kibice w całej Polsce notorycznie odpalają pirotechnikę, która zresztą wygląda bardzo efektownie dla reszty przybyłych. W pewnym momencie tegoż ceremoniału, przedstawiciel służb porządkowych, postanowił potraktować kibica gazem, który sprawił, że kibic zamienił się na moment w żywą pochodnie. Ten służbista naraził kibica na olbrzymie niebezpieczeństwo, które mogło skończyć się poparzeniem całego ciała. Kibic na szczęście w porę wyrzucił racę i do nieszczęścia nie doszło, jednak czyn jakiego dopuścił się ten porządkowy bez wyobraźni, żyje własnym życiem w przestrzeni wirtualnej, mediach itd.
Obserwuj autora na Twitterze: @TomaszWerynski

Oczywiście, niefortunne jest myślenie w jedną lub drugą stronę, ponieważ nie sposób nie przyznać racji tym, którzy mówią: mógł nie odpalać, jest zakaz. Ale z drugiej strony słyszymy: co by się stało, gdyby oni skończyli „racowisko”, bez takiej interwencji – i to również jest prawda. Nie można robić z kibica ofiary, ponieważ teoretycznie postąpił niezgodnie z prawem (nieważne jaki ktoś ma pogląd o pirotechnice na stadionach) i no nie da się ukryć, że z punktu widzenia prawa jest po części winny tego zdarzenia. Natomiast patrząc po ludzku, zjawisko na Stadionie Śląska było koncertem głupoty tego pana, który zapragnął być kozakiem i ujarzmić niezwykle „niebezpiecznego” pana z racą.
Prawo jest jasne – odpalasz – twój klub zapłaci karę. Co zatem strzeliło do głowy temu panu z gazem w dłoni, żeby w ten sposób zareagować. Race przez minutę uświetniłyby widowisko we Wrocławiu, wszystko by się skończyło, klub zapłaciłby wspomnianą karę i wszystko byłoby jak wcześniej. Tymczasem odważny pan postanowił na swego rodzaju głupotę odpowiedzieć jeszcze większą głupotą w najszerszym tego słowa znaczeniu.
Oczywiście ten powyższy układ jest chory i tak nie powinno być, jednak zastanawiam się, kogo bardziej to schorzenie dotyczy. Czy tych, którzy stworzyli takie zapisy w kodeksach, zabraniające używania pirotechniki, czy kibice, którzy w nosie mają zakazy. Pewnie znów racja nie leży po jednej stronie.












