Niedzielne wydarzenia na Legii to być może początek nowego rozdziału w walce z „kibolami”, przynajmniej tak zapowiedział Bogusław Leśnodorski na poniedziałkowej konferencji prasowej. Pytanie brzmi na ile obietnice prezesa zostaną wprowadzone w życie, ponieważ jak wiemy, łatwo mówić i obiecywać, natomiast ciężej wykonać.
Zachowanie obu grup kibicowskich było zwyczajnym przejawem zezwierzęcenia, którego nie można w żaden sposób wytłumaczyć. Co do tego jesteśmy chyba wszyscy zgodni. Stado baranów wpadło do zagrody drugich baranów i niczym kompletne dzikusy zaczęli się okładać pięściami, kopać tych, którzy już leżeli (bohaterski czyn), niszczyć stadion i narażać swoje kluby na bardzo dotkliwe kary.

Na przestrzeni kilkunastu miesięcy wiele osób wskazywało na bardzo ryzykowną politykę Bogusława Leśnodorskiego w kontekście relacji kibice-prezes, która przez długi czas zbliżała się do tzw. „cienkiej czerwonej linii”. Intencje na pewno były jak najbardziej pozytywne ze strony prezesa, bo chciał się dogadać i grać do jednej bramki z kibicami, jednak nie da się ukryć, że w przypadku tych ludzi stosowanie takich rozwiązań jest nieco naiwne, ponieważ ci, którzy nazywają się kibicami Legii szybciej biją, niż myślą. Stwierdzenie, że w ogóle myślą jest ryzykowne, dlatego pozostawiam tę kwestię nie do końca rozstrzygniętą. Póki co wiemy natomiast, że biją i są z tego dumni. Czytając fora kibiców Legii dostrzegłem, że wszyscy są ogromnie zadowoleni z zaistniałej wczoraj sytuacji, a wręcz zaskoczeni i rozczarowani krytycznymi opiniami pojawiającymi się w mediach.
Naturalnie, bo to już tradycyjna sytuacja, uważają się za największych poszkodowanych i całe zło leży po stronie wszystkich – tylko nie ich. Kompletnie mnie to nie dziwi, bo tak jest za każdym razem. Argument, że „Jaga” prowokowała jest oczywiście prawdziwy. Co do tego, należy w pełni oddać słuszność, ponieważ przyjezdni rzucali „Achtungami” w stronę sektorów gospodarzy i są tak samo winni całego zamieszania, jak grupa warszawska.
W całej sytuacji chodzi jednak o coś innego. Bogusław Leśnodorski zapowiedział, że zostaną wlepione zakazy stadionowe kilkudziesięciu osobom. To oczywiście mocne uderzenie w bandytów stadionowych, które być może nieco uspokoi niektórych „bohaterów”, ale pozostaje kwestia procesów myślowych, jakie zachodzą w głowach tych, którzy w niedzielne popołudnie postanowili się tłuc. Jaką logiką kieruje się dorosły facet, który przecież (teoretycznie) ma mózg i potrafi (względnie) szybko oszacować, jakie mogą być konsekwencje durnego zachowania (takiego jak wczoraj)? Przecież całość kary będzie musiał pokryć jego klub – ukochana Legia lub też Jagiellonia. Nikt inny, tylko ci, w imię honoru których się bili (oni tak twierdzą). Powiedzieć, że nie ma w tym krzty sensu – to nic nie powiedzieć. Powiedzieć, że to głupota, to jakby szeptem skwitować całą sytuację. Prawda jest taka, że nastąpiła najwyraźniej samozagłada mózgu, spowodowana wyschniętymi (i tak niewielkimi) pokładami oleju w głowie.












