Podobno bajki zawsze kończą się szczęśliwie. Jednak bajka z Bakero w roli głównej rozkłada tę tezę na łopatki. Hiszpan przyszedł w chwale i odszedł w niełasce, pozostał po nim tylko niesmak.
Początek Bakero w Lechu był dosłownie wymarzony. Niczym książę na białym koniu wjechał do Poznania i z marszu rozprawił się z Manchesterem City. Tyle że koń był karmiony i trenowany przez Jacka Zielińskiego, zbroja i lanca pieczołowicie szykowane przez jego asystentów, a żołnierze jeszcze tuż przed spotkaniem słuchali rozkazów poprzedniego wodza. Być może nawet to Jacek Zieliński przygotował taktykę na spotkanie z angielskim najeźdźcą, a Hiszpan jedynie reklamował swoją osobą pracę wykonaną przez wcześniejszego szkoleniowca. Sukces jednak pozostaje sukcesem i ten fakt jest niepodważalny, podobnie jak późniejszy remis z Juventusem i zwycięstwo z Red Bullem Salzburg. Potem było już tylko gorzej.

Zabawy ze składem i taktyką Bakero skończyły się tragicznie dla Lecha w meczach ze Sportingiem Braga. Już wtedy mówiono, że Hiszpan nie radzi sobie z funkcją szkoleniowca. Do tego dochodziły słabe wyniki w lidze. O zwolnieniu mówiono w kuluarach od dłuższego czasu, ostatecznie jednak postanowiono dać czas znanemu w Europie trenerowi i pozwolić mu spokojnie budować zespół. Chyba właśnie atuty marketingowe zadecydowały o tym, że Bakero tak długo trwał na stanowisku szkoleniowca. W końcu bajka cieszyła się powodzeniem nie tylko w kraju, informacje o wynikach docierały do Hiszpanii, bo tam pamięta się o dawnych legendach i śledzi się ich dokonania nawet w takiej lidze jak polska.
Pierwsze mecze rundy wiosennej nie pozostawiły wyboru, Bakero musiał odejść. Trudno stwierdzić, czy Hiszpan źle przygotował swoich piłkarzy do sezonu, czy ci zagrali przeciwko niemu. Fakty są nieubłagane, Lech poległ w starciach z Bełchatowem i Ruchem Chorzów, które do potentatów nie należą. W końcu ktoś zauważył, że bajka z Hiszpanem w roli głównej jest bardzo skrzywiona i czas najwyższy zakończyć jej żywot. W historii pozostanie jedynie karykatura tego, co mogło przyjść po sukcesach w europejskich pucharach.
Co dalej z Lechem? Po epoce, w której piłkarze nie bardzo wiedzieli, jaką wizję ma ich pryncypał, potrzebny jest wstrząs. Silna ręka, która uderzy w stół tak mocno, że zawodnicy zapomną, iż do tej pory sukces sportowy był gdzieś za siedmioma górami, siedmioma lasami… Czas, by szkoleniowiec sprowadził piłkarzy Lecha z chmur powrotem na ziemię. Panie Michale, Poznań czeka.
Niniejszy tekst jest pierwszą odsłoną cyklu „A propos”. Będzie to seria artykułów, w których redaktorzy iGola barwnie skomentują aktualne wydarzenia w świecie futbolu. Zapraszamy do lektury.
to najbardziej suchy tytuł artykułu ostatnich lat
no masz racje;d hehe...