A może jednak będzie super? Legia – Lech 2:1


Wicemistrz Polski lepszy w starciu Legia – Lech

19 października 2019 A może jednak będzie super? Legia – Lech 2:1

Legia Warszawa górą w pojedynku 12. kolejki PKO Ekstraklasy z Lechem Poznań. Gole dla warszawiaków strzelali Arvydas Novikovas i Maciej Rosołek. Autorem honorowego trafienia dla „Kolejorza” był Darko Jevtić. Podopieczni Aleksandara Vukovicia przeskoczyli Poznaniaków w tabeli, a sam trener przez jakiś czas może być spokojny o posadę.


Udostępnij na Udostępnij na

Starcia na linii Legia – Lech od lat elektryzują fanów futbolu nad Wisłą. Do pierwszego pojedynku między tymi zespołami doszło w 1948 roku i od tamtej pory obie ekipy rywalizowały ze sobą 118 razy. Więcej zwycięstw ma Legia, która miała na koncie 52 triumfy nad „Kolejorzem”, natomiast poznaniacy okazywali się lepsi od „Wojskowych” w 36 konfrontacjach. Podziałem punktów zakończyło się 30 spotkań. 

 

Legia – Lech, czyli „Derby Polski”

Do dzisiejszego meczu Legia i Lech przystąpiły odpowiednio z 9. i 6. miejsca w ligowej tabeli. Jednak obie drużyny dzielił zaledwie jeden punkt. Minimalnym faworytem starcia Legia – Lech wydawali się być goście, którzy plasowali się wyżej w stawce oraz mieli na koncie dwa zwycięstwa w dwóch ostatnich meczach PKO Ekstraklasy. „Legioniści” w ostatnich dwóch spotkaniach dwukrotnie schodzili z boiska pokonani (odpowiednio z Lechią i Piastem). 

Trener Legii Aleksandar Vuković miał wykorzystać przerwę reprezentacyjną na odbudowanie zespołu i wprowadzenie niezbędnych zmian mających na celu wprowadzenie wicemistrza Polski na właściwe tory. Podczas przedmeczowej konferencji prasowej „Vuko” wspominał, że prestiż i ranga rywalizacji Legia – Lech zadziała mobilizująco na jego piłkarzy, co sprawi, że w sobotę drużyna wzbije się na wyżyny swoich możliwości. 

– Na pewno jest to jedno z najważniejszych spotkań w sezonie. Tabela nie jest aż tak istotna w tym momencie sezonu, my jednak musimy piąć się do góry. Patrzymy na ten mecz jak na szansę. Chcemy się dobrze zaprezentować i zmienić nasze nastroje po ostatnich porażkach.

Oprócz nawiązań do symboliki tego spotkania, Serb mówił również o możliwych absencjach w zespole. Pod znakiem zapytania stały występy Valeriana Gvillii i Igora Lewczuka.Ostatecznie ten pierwszy zaczął mecz na ławce, zaś były obrońca Bordeaux wybiegł w pierwszej „jedenastce”. Pewna była nieobecność Artura Jędrzejczyka, który przekroczył limit żółtych kartek. Szkoleniowiec podkreślił również, że bardzo realny jest debiut Pawła Wszołka (więcej o potencjalnym wpływie byłego reprezentanta Polski na Legię pisaliśmy tutaj). 

Natomiast goście do spotkania z Legią podchodzili w bardzo pozytywnych nastrojach. Trener Dariusz Żuraw mówił nawet, że byłby skłonny wystawić całą „jedenastkę” złożoną tylko z młodzieżowców. I faktycznie, młodzi zawodnicy stali się wizytówką poznańskiego klubu. Otrzymują wiele szans od trenera i pod względem poziomu sportowego nie odstają od starszych kolegów. 

Optymizm w Lechu uzasadniały również wyniki. Zwłaszcza ostatnia wygrana z Wisłą Kraków pokazała, że w Poznaniu mogą niebawem nastać dobre czasy. 

Poza tym przed meczem Legia – Lech goście nie musieli martwić się urazami. Trener Żuraw mógł wystawić najsilniejszy skład. Korzystnie dla szkoleniowca „Lechitów” wyglądała jego statystyka starć z Legią (więcej o tym przeczytasz tutaj).

Składy i pożegnanie

Aleksandar Vuković nie zaskoczył przy wyborze wyjściowej jedenastki. Zgodnie z oczekiwaniami od pierwszej minuty zobaczyliśmy Pawła Wszołka, na prawej obronie zagrał Michał Karbownik (do tej pory wystawiany po lewej stronie), a w ataku od początku biegał Jose Kante. Rola młodzieżowców  przypadła Radosławowi Majeckiemu i Michałowi Karbownikowi. 

W „Kolejorzu” natomiast pojawiło się czterech graczy spełniających wprowadzony na początku bieżącego sezonu przepis. Byli nimi Robert Gumny, Kamil Jóźwiak, Tymoteusz Puchacz i Jakub Moder. Poza tym Dariusz Żuraw postawił na sprawdzony skład, który tydzień wcześniej rozprawił się z krakowską Wisłą. 

Przed meczem doszło do oficjalnego pożegnania Michała Kucharczyka i Miroslava Radovicia.

Przebieg meczu

Początek spotkania to duża agresja po stronie piłkarzy Legii. W ciągu pierwszych 5 minut żółte kartki obejrzeli dwaj boczni obrońcy „Wojskowych” – Michał Karbownik i Luis Rocha. Potem mieliśmy dwa stałe fragmenty po stronie Lecha, oraz sytuację sam na sam po stronie Legii, którą zmarnował Jose Kante. Bilans żółtych kartek wyrównał się gdy w notesie arbitra zapisali się Moder i Muhar.

Innym wartym odnotowania elementem była oprawa przygotowana przez fanów Legii. Przedstawiała ona roześmianego Dariusza Mioduskiego. Jej przesłanie dotyczyło podejścia prezesa w kwestii postawy zespołu w ostatnim czasie. Zdaniem kibiców prezes patrzy na losy klubu przez różowe okulary i nie widzi problemów z jakimi Legia się boryka.

Mecz przy Łazienkowskiej oglądało 29282 osób. To jedna z najlepszych frekwencji na stadionie Legii w tym sezonie.

W 40 minucie z rzutu wolnego nie groźnie uderzał Antolić. W 44. opieszałością w polu karnym wykazał się Arvydas Novikovas i nie zakończył dogodnej sytuacji strzałem. Poza tym zarówno ekipie z Poznania, jak i z Warszawy brakowało argumentów piłkarskich aby obrócić  losy meczu na swoją korzyść. Do przerwy w starciu Legia – Lech było 0:0.

Po przerwie byliśmy świadkami kilku niemrawych akcji po stronie Legii. Przełom nastąpił po przerwie. Jednak to nie Legia wyszła na prowadzenie. W 55. minucie podanie ze skrzydłą zamknął Darko Jevtić. W starciu Legia – Lech było 0:1.

Na wyrównanie „legioniści” swoim kibicom kazali czekać do 64. minuty. Kontratak warszawiaków trafieniem zwieńczył Arvydas Novikovas. Na tablicy wyników widniał wynik: Legia – Lech 1:1.

W 74 minucie trener Żuraw wpuścił na boisko Amarala i Kamińskiego, natomiast szkoleniowiec Legii dał szansę debiutu wychowankowi klubowej akademii Maciejowi Rosołkowi.

I to własnie młody Rosołek wykorzystał zamieszanie w polu karnym i pokonał Ricky’ego van der Haarta. Podopieczni Vukovicia na 13. minut przed końcem prowadzili 2:1.

Po bramce dającej prowadzenie piłkarze Legii nabrali wiatru w żagle i przejęli inicjatywę. Spokojnie utrzymywali się przy piłce i dążyli do zachowania korzystnego wyniku. Przy ostatnim samym fragmencie nawet bramkarz Lecha pofatygował się w pole karne, lecz nic z tego nie wyniknęło. Mecz zakończył się wygraną Legii 2:1.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze
Newsletter piłkarski