Legia Warszawa górą w pojedynku 12. kolejki PKO Ekstraklasy z Lechem Poznań. Gole dla warszawiaków strzelali Arvydas Novikovas i Maciej Rosołek. Autorem honorowego trafienia dla „Kolejorza” był Darko Jevtić. Podopieczni Aleksandara Vukovicia przeskoczyli Poznaniaków w tabeli, a sam trener przez jakiś czas może być spokojny o posadę.
Starcia na linii Legia – Lech od lat elektryzują fanów futbolu nad Wisłą. Do pierwszego pojedynku między tymi zespołami doszło w 1948 roku i od tamtej pory obie ekipy rywalizowały ze sobą 118 razy. Więcej zwycięstw ma Legia, która miała na koncie 52 triumfy nad „Kolejorzem”, natomiast poznaniacy okazywali się lepsi od „Wojskowych” w 36 konfrontacjach. Podziałem punktów zakończyło się 30 spotkań.
Legia – Lech, czyli „Derby Polski”
Do dzisiejszego meczu Legia i Lech przystąpiły odpowiednio z 9. i 6. miejsca w ligowej tabeli. Jednak obie drużyny dzielił zaledwie jeden punkt. Minimalnym faworytem starcia Legia – Lech wydawali się być goście, którzy plasowali się wyżej w stawce oraz mieli na koncie dwa zwycięstwa w dwóch ostatnich meczach PKO Ekstraklasy. „Legioniści” w ostatnich dwóch spotkaniach dwukrotnie schodzili z boiska pokonani (odpowiednio z Lechią i Piastem).
Trener Legii Aleksandar Vuković miał wykorzystać przerwę reprezentacyjną na odbudowanie zespołu i wprowadzenie niezbędnych zmian mających na celu wprowadzenie wicemistrza Polski na właściwe tory. Podczas przedmeczowej konferencji prasowej „Vuko” wspominał, że prestiż i ranga rywalizacji Legia – Lech zadziała mobilizująco na jego piłkarzy, co sprawi, że w sobotę drużyna wzbije się na wyżyny swoich możliwości.
– Na pewno jest to jedno z najważniejszych spotkań w sezonie. Tabela nie jest aż tak istotna w tym momencie sezonu, my jednak musimy piąć się do góry. Patrzymy na ten mecz jak na szansę. Chcemy się dobrze zaprezentować i zmienić nasze nastroje po ostatnich porażkach.
Oprócz nawiązań do symboliki tego spotkania, Serb mówił również o możliwych absencjach w zespole. Pod znakiem zapytania stały występy Valeriana Gvillii i Igora Lewczuka.Ostatecznie ten pierwszy zaczął mecz na ławce, zaś były obrońca Bordeaux wybiegł w pierwszej „jedenastce”. Pewna była nieobecność Artura Jędrzejczyka, który przekroczył limit żółtych kartek. Szkoleniowiec podkreślił również, że bardzo realny jest debiut Pawła Wszołka (więcej o potencjalnym wpływie byłego reprezentanta Polski na Legię pisaliśmy ).











