T-Mobile Ekstraklasa nie daje nam chwili wytchnienia. Po meczach w środku tygodnia, które obfitowały w wiele emocji, jak i kontrowersji, czas na tradycyjne weekendowe granie, w których liczymy na nieco mniej błędów sędziowskich, ale za to jeszcze więcej pozytywnych piłkarskich emocji.
1) Mecz za 200 zł
Taka będzie cena biletów na spotkanie Zawiszy z Górnikiem Łęczna. Oczywiście nie jest to najciekawsze widowisko w Europie w nadchodzący weekend, więc skąd taka zawrotna kwota? Sprawa jest dość absurdalna. Na mecz mają przyjść kibice, którzy są przeciwnikami właściciela klubu, Radosława Osucha, bo bramkarz łęcznian, Sergiusz Prusak, stanął po ich stronie w kontekście sporu z właścicielem bydgoskiego klubu. Osuch, który nie chce dopuścić do przybycia na stadion przeciwnych mu kibiców, postanowił zawyżyć ceny biletów do 200 złotych. Ulgowe bilety mają kosztować 150 złotych, a ci, którzy odwiedzali stadion Zawiszy w 2015 roku, dostaną obniżkę w wysokości 90%. Górnik, wygrywając w tym istotnym dla układu dolnej części tabeli meczu, może na dobre odskoczyć od strefy spadkowej, zapewniając sobie na dłuższy czas bezpieczeństwo. Jeśli zaś Zawisza wygra, to przyczyni się do wciągnięcia ekipy Szatałowa w skomplikowaną i nerwową grę o utrzymanie. Ale i tak, mimo takiej stawki, na pewno nie jest to mecz za 200 złotych.

2) Krakowski pojedynek na noże
Ludziom spoza Krakowa i Kielc oba miasta najczęściej kojarzą się odpowiednio z maczetami i scyzorykami (no, może stolica Małopolski jeszcze z Wawelem). Na boisku powinniśmy obserwować prawdziwą walkę o to, która kosa jest ostrzejsza, obie ekipy mają bowiem o co grać. Cracovia przy sprzyjających okolicznościach przyrody może być po tej kolejce pierwszą ekipą pewną grupy spadkowej pewną utrzymania w lidze. Koronie wciąż do tego bardzo daleko, runda finałowa w wykonaniu „Złocisto-krwistych” jest tragiczna (komplet porażek) i główni faworyci do wygrania grupy z miejsca stali się bardzo poważnymi kandydatami do spadku z ligi. Sytuacja robi się poważna, zwłaszcza że punkt za Koroną jest Zawisza, w którego spadek trudno uwierzyć, biorąc pod uwagę ogólną formę na wiosnę. Co gorsza, drużyna Tarasiewicza swoim zrezygnowaniem na boisku zaczyna przypominać pewniaka do spadku, czyli GKS Bełchatów. Na papierze – pewne zwycięstwo „Pasów”, ale nie zapominajmy, że to ekstraklasa, tu nie takie cuda się zdarzały.
3) Gra na czas
Teoretycznie zarówno Śląsk, jak i Górnik mają jeszcze szansę, by załapać się do europejskich pucharów. Obaj mają po 25 punktów, co oznacza trzy oczka straty do zajmującej czwarte miejsce w tabeli Lechii. Wystarczy, że w sobotnim spotkaniu między tymi ekipami nie padnie remis, i wtedy wygrany tego bezpośredniego starcia będzie się bił o miejsce, które zapewni europejskie wojaże na wstępie przyszłego sezonu. W praktyce sytuacja wygląda jednak o wiele mniej kolorowo. Górnik, nawet jeśli załapałby się na takie miejsce, raczej nie dostanie licencji UEFA, co wyklucza go z jakichkolwiek rozgrywek europejskich. Śląsk z kolei też na papierze, w tabeli, wygląda nieźle, ale jak powiedział kiedyś legendarny brytyjski menedżer Brian Clough: – . Organizacyjny zamęt we Wrocławiu bardzo mocno przeszkadza w osiąganiu wyników piłkarskich na miarę stadionu i prestiżu miasta. Świadczą o tym chociażby ostatnie sytuację z Lukasem Droppą czy Marco Paixao. Dlatego czas spędzany obecnie w grupie mistrzowskiej przez oba kluby powinien zostać przeznaczony na uporządkowanie spraw pozaboiskowych, by od następnego sezonu ruszyć pełną parą na boisku.













