W niedzielne popołudnie zmierzyły się ze sobą Newcastle United oraz Aston Villa. W drużynie gości zadebiutował ściągnięty z Manchesteru City Stephen Ireland. Podopieczni Kevina MacDonalda musieli sobie jednak radzić bez Milnera, który poszedł w przeciwnym kierunku. Co tu jednak dużo mówić – Newcastle przeważało w każdym aspekcie gry i jako trzecia drużyna w tej kolejce Premiership zwyciężyła aż 6:0.
W zeszłym sezonie, gdy podopieczni Chrisa Hughtona grali na zapleczu Premiership, ani razu nie przegrali na St. James Park. Po bolącej porażce z United zawodnicy z północy Anglii z pewnością chcieli przedłużyć passę. Całe spotkanie nie zaczęło się dla nich zbyt dobrze. Villa zdołała stworzyć sobie sytuację bramkową, a fatalny błąd popełnił bramkarz „The Magpies”, Steve Harper. Przypadkowo zaatakował on nogi Ashleya Younga, w rezultacie czego sędzia Atkinson wskazał na jedenasty metr. Do „wapna” podszedł Carew, napastnik Aston Villi. Strzelił on w kierunku środka bramki, lecz fatalnie przestrzelił. Jego zespół mógł objąć prowadzenie już po kilku minutach gry.

Istnieje powiedzenie, że niewykorzystane sytuacje lubią się mścić. I faktycznie, na odpowiedź gospodarzy nie trzeba było długo czekać. Dobrą piłkę od partnera z zespołu otrzymał Joey Barton, odpowiednio nań się ustawił, po czym potężnie uderzył pod poprzeczkę. Bramkarz Villi jeżeli miał jakieś szanse, to zaiste małe. Na stadionie zrobiło się zatem dość emocjonująco, działo się to bowiem jeszcze w pierwszym kwadransie gry.
Podopieczni MacDonalda pokazali jednak, że rywale nie mogą czuć się zwycięzcami, gdyż mieli zdecydowaną przewagę w posiadaniu piłki i niełatwo ją oddawali. Co prawda „Biało-czarni” mieli kilka zrywów, po których mogli wprowadzić nie lada zamieszanie w szeregach Villi, lecz po 25 minutach mogli już remisować. W doskonałej sytuacji znalazł się Ashley Young, gdyż dzięki swojej szybkości znalazł się w sytuacji sam na sam z bramkarzem. Pokonał on Harpera, lecz sędzia odgwizdał spalonego, co wywołało sporo kontrowersji, gdyż skrzydłowy zdobył bramkę raczej przepisowo.
Trzeci kwadrans spotkania rozpoczął się od akcji z głową – zarówno w przenośni, jak i dosłownie. Gra krótkimi podaniami na lewej flance poskutkowała nagłym dośrodkowaniem w pole karne Friedela. Tam jeden z partnerów odegrał głową do Kevina Nolana, a ten tą samą częścią ciała uderzył na bramkę Villi. Najpierw raz, wtedy obronną ręką wyszedł bramkarz. Potem dobitka, znów głową, i tym razem piłka wpadła do siatki. Na podwyższenie prowadzenia nie trzeba było długo czekać, zamieszanie w polu karnym po rzucie rożnym wykorzystał bowiem Andy Carroll. A na tym to wszystko nie stanęło, gdyż podopieczni Kevina MacDonalda nie stworzyli sobie dogodnej sytuacji do zmniejszenia strat. Jeżeli dochodzili pod bramkę przeciwnika, to w klasowy sposób problem rozwiązywała dobrze się spisująca defensywa rywala. A w ofensywie? Newcastle wciąż sprawiało nie lada problem, zawodnicy nieraz wygrywali pojedynki szybkościowe, przez co do przerwy mogli prowadzić nawet 4:0.












