W ostatnim czasie dowiedzieliście się sporo na temat tego, kto i jak założył Bundesligę. Pojawiła się również wzmianka o latach 70., które były pierwszą pełną dekadą istnienia profesjonalnej ligi piłkarskiej w zachodnich Niemczech. Latach, w których dominację zapewniła sobie Borussia.
Swoje aspiracje do dominacji w niemieckim futbolu w latach 70. zgłosiła Borussia. Nie mowa jednak o „Borussen” z Dortmundu. Mowa o Borussii Moenchengladbach, dla której ósma dekada XX wieku była najcieplej wspominanym momentem w historii.
Zacznijmy od początku. Od założenia Bundesligi, o którym więcej przeczytacie tutaj, trwała walka o to, kto pierwszy mistrzowską paterę zgarnie więcej niż raz z rzędu. Rokrocznie Niemcy miały nowego mistrza. Kolonia, Brema, Monachium, Brunszwik, Norymberga – to miasta, do których wędrowało najbardziej pożądane trofeum w niemieckim futbolu. Najlepsi nie wyczuwali zagrożenia ze strony pozostałych drużyn. Do czasu… Do czasu, gdy coraz głośniej do drzwi elity zaczęła pukać „Fohlenelf”. Po debiutanckim sezonie przyszedł czas na dwukrotne zajęcie ostatniego miejsca na pudle. Jedenastka „Źrebaków” nie spoczęła na laurach i po trzech sezonach zbierania doświadczenia ruszyła w bój za czymś większym. Tym czymś było pragnienie i chęć uniesienia w górę mistrzowskiej patery. Wielu pukało się w głowę, twierdząc, że tak słaba ekipa nie ma szans na zdetronizowanie potentatów. Ci sami ludzie po 34 kolejkach sezonu 1969/1970 klaskali w dłonie, chwaląc pewną defensywę i skuteczny atak mistrzów z Moenchengladbach. Do końcowego triumfu walnie przyczynił się nie tylko skuteczny Herbert Laumen (strzelił 19 bramek), ale również Wolfgang Kleff wraz z całą obroną, która stanowiła najlepszą formację w całej lidze.
Chwalimy zawodników. Na ustach wszystkich byli Laumen, Koeppel, Vogts czy Sieloff. Niestety często zapominamy o arcyważnej instytucji trenera drużyny. Kawał dobrej roboty w Moenchengladbach wykonywał Hennes Weisweiler. Podczas 11 lat ciężkiej pracy zaprowadził piłkarzy na szczyt. Droga była niesamowicie wyboista, ale Niemiec nie chciał iść po linii najmniejszego oporu. Na sprowadzenie wielkich nazwisk zwyczajnie nie było pieniędzy. Hennes nie poddał się i ściągając do drużyny młodych i utalentowanych zawodników, przeszedł trasę od Regionalligi do Bundesligi. Jednym z młodych piłkarzy był chociażby Josef „Jupp” Heynckes. Dla wielu Bawarczyków były szkoleniowiec FCB jest wielkim bohaterem. Pod jego wodzą osiągnęli to, czego dawno zdobyć im się nie udało. Treble! Triumf w Champions League, mistrzostwo i Puchar Niemiec. Mało osób pamięta lata 70., w których ten sam Heynckes napsuł ich ukochanej drużynie wiele krwi. „Osram” strzelił Bayernowi wiele kluczowych bramek decydujących o końcowych rezultatach. Również to jego gole zadecydowały o mistrzostwie w sezonie 1970/1971. Geniusz Gerda Muellera po raz kolejny nie wystarczył. Mało który piłkarz był w stanie w tamtych latach strzelić 60 bramek w lidze w ciągu dwóch sezonów. Nawet to nie pomogło Bayernowi w detronizacji Borussii, bo znakomicie grał nie tylko Heynckes, ale również (po raz kolejny) najskuteczniejszy w drużynie Herbert Laumen. Oba sezony w wykonaniu graczy BMG były znakomite. Zawsze zdarzają się jakieś przestoje. W ich przypadku zdarzyło się to w sezonie 1972/1973. Punkty gubione z dużo słabszymi rywalami, porażki z najlepszymi. Trudno stwierdzić, co było przyczyną takiego stanu rzeczy. W ekipie zostali niemal wszyscy podstawowi zawodnicy, a mimo to Borussia i tak zajęła piąte miejsce w tabeli, obchodząc się smakiem i zapominając o trzeciej z rzędu paterze. Na otarcie łez zostało tylko zwycięstwo w DFB-Pokal, ale to nie to samo, co możliwość przejścia do historii futbolu.








