Lata 80. w historii niemieckiej piłki to przede wszystkim czasy wielkich trenerów i zawodników, którzy znanymi szkoleniowcami mieli dopiero zostać. W tym czasie po niemieckich boiskach biegało też wielu naszych rodaków.
Najwybitniejszymi trenerami lat 70. w Niemczech byli bez wątpienia Udo Lattek i Hennes Weisweiler, którzy w latach 1970-1978 dzielili między sobą mistrzostwa, tak jak Bayern i Borussia M’Gladbach jeśli chodzi o kluby. Co prawda dominację tych dwóch ekip przerwał właśnie Weisweiler (z FC Köln), ale potęgę mogącą równać się z tymi mocarzami stworzył Branko Zebec, który doprowadził Bayern do pierwszego mistrzostwa w 1969 roku. Dziesięć lat później ponownie cieszył się z pierwszego miejsca w Bundeslidze, ale tym razem z Hamburgerem SV, w którym stworzył podwaliny wielkiego zespołu i piłkarskiej wojny pomiędzy północą a południem. Jeśli zastanawialiście się, od kogo Felix Magath nauczył się katowania zawodników, to macie odpowiedź. Podstawą pracy Zebeca była żelazna dyscyplina, a na boisku preferował taktyczne szachy od pięknej gry. Do tego wymagał ciągłej koncentracji od swoich piłkarzy. Magath wspominał po latach, że „trzeba było być czujnym, niczym pies stróżujący”. Potęga HSV jest jednak kojarzona z innym szkoleniowcem – Ernstem Happelem. Po dwóch latach, które drużyna Hamburga spędziła za plecami Bayernu (sezony 1979/1980 i 1980/1981), postanowiono zatrudnić Happela, który od razu dwa razy z rzędu wygrał ligę, a do tego dorzucił triumf w Pucharze Europy w 1983 roku. Ten wspaniały austriacki szkoleniowiec na zakończenie swojej przygody z HSV w 1987 roku zdobył jeszcze Puchar Niemiec. Od czasu jego panowania żaden trener nie potrafił nawet zbliżyć się wraz z HSV do jego osiągnięć.

Inny legendarny trener Otto Rehhagel budował niedaleko Hamburga następny mocny zespół. W ten oto sposób narodziła się niejako futbolowa wojna pomiędzy północą a południem. Z jednej strony HSV i Werder Brema, z drugiej potężny Bayern Monachium. Niestety, to starcie mogło się skończyć tylko jednym wynikiem. Południe wygrało 7:3, bo do sześciu tytułów Bayernu swoje dołożył też VfB Stuttgart. Choć bardziej była to porażka HSV niż zwycięstwo Stuttgartu. Podopieczni Ernsta Happela w przedostatniej kolejce przegrali ze słaby Eintrachtem Frankfurt 0:2 i wobec zwycięstwa VfB musieli z „Die Schawben” w ostatniej kolejce wygrać różnicą przynajmniej pięciu goli. Stuttgartczycy byli tak pewni swego, że już po meczu z Werderem świętowali mistrzostwo. I słusznie, bo w ostatniej kolejce przegrali z HSV tylko 0:1. Tamten mistrzowski zespół charakteryzowała przede wszystkim świetna defensywa, dyrygowana przez braci Försterów. O dobrej obronie na pewno nie mogło mówić Kickers Offenbach, które straciło 106 bramek i ponownie spadło z ligi, ustanawiając przy okazji nowy rekord. Jako jedyny zespół w historii nie strzelił gola na wyjeździe.









