W naszym cyklu tekstów o Bundeslidze nie mogło zabraknąć Borussii Dortmund. Nie chodzi jednak o obecność Polaków w tej drużynie. Przypomnijmy sobie złote lata BVB, które miały miejsce w ostatniej dekadzie XX wieku.
XXI wiek jest jednym z lepszych okresów w historii Borussii Dortmund. Jednak to nie obecna drużyna, z Polakami w składzie, święciła największe triumfy. O „Borussen” najwięcej mówiono w ostatniej dekadzie XX wieku, kiedy to barwy klubu przywdziewał chociażby Matthias Sammer, o którym pisaliśmy ostatnio. Złote dziesięciolecie nie rozpoczęło się dla BVB najlepiej. 10. miejsce w tabeli na koniec sezonu 1990/1991 nie pokrywało się z mistrzowskimi aspiracjami klubu, a gdy osiągnięto szczyt irytacji, za słabe rezultaty drużyny własną skórą zapłacił szkoleniowiec Horst Koeppel. Duże nadzieje wiązano z Ottmarem Hitzfeldem, który szybko podbił żółto-czarne serca Westfalczyków. Szybki remanent w kadrze, sprowadzenie świetnie prosperujących zawodników, a także posadzenie na ławce nieskutecznych i promowanych przez poprzednika graczy przyniosły znakomite rezultaty. Borussia zaczęła grać nie tylko tak, jak życzył sobie tego zarząd, ale też tak, jak oczekiwali tego kibice, którzy pozostali przy swojej miłości także w trudniejszym okresie.

Odbudowanie zaufania części fanów zajęło trochę czasu. Ten proces zajął mniej więcej taki sam okres, jaki na zgranie się potrzebowali piłkarze, czyli był bardzo krótki. Na niemal każdy domowy mecz od początku sezonu przychodziło ponad 40 tysięcy osób, a w kluczowych momentach rozgrywek 1991/1992 pojawiało się ich nawet dziesięć tysięcy więcej. Krajowy tytuł został przegrany na pięć kolejek przed końcem sezonu. To właśnie w dwóch zremisowanych derbach, tych z Westfalenstadion, Borussia zgubiła oczko potrzebne do tego, żeby to Michael Zorc, a nie kapitan VfB Stuttgart mógł unieść mistrzowską paterę ku niebu. Ostateczna porażka nie była w tym momencie najważniejsza. Każdy zawód w jakiś sposób boli, ale wicemistrzostwo kraju pozwoliło zagrać BVB w europejskich pucharach, co w znaczny sposób zasiliło nadszarpnięty budżet klubu.
Dortmundzka lokomotywa na dalszy plan odsunęła walkę w Bundeslidze w sezonie 1992/1993. Porażki często powodowane były wystawianiem rezerwowych, którzy dopiero zbierali bagaż potrzebnych do gry na najwyższym poziomie doświadczeń. Czwarte miejsce nie było powodem do wylewania łez, bo „Die Schwarzgelben” doszli w Pucharze UEFA aż do finału. Finału, w którym przyszło im się zmierzyć z uznaną europejską marką. Jednak podróż do kluczowego dwumeczu odbyła się przez bardzo wyboistą drogę. Po różnych przygodach w poprzednich rundach przyszedł czas na bardzo wyrównany dwumecz z Auxerre. Po zwycięstwie 2:0 na własnym stadionie podróż do kraju wina i serów miała być jedynie dopełnieniem formalności. Nic bardziej mylnego! AJA nadrobiło straty, a wszystko zakończyło się po serii „jedenastek”. Decydujący strzał z wapna przestrzelił Mahe, a mieszkańcy Dortmundu długo świętowali zwycięstwo nad francuskim potentatem. Borussia przegrała dwumecz ze „Starą Damą” aż 1:6, jednak i tak mało kto sądził, że Niemcom uda się dojść aż tak daleko.












