Wydawało się, że to początek końca niemieckiej piłki. Szerząca się korupcja mogła doprowadzić do upadku Bundesligi. Ostatecznie jeszcze w tej samej dekadzie futbol niemiecki święcił największe triumfy. Klubowe i reprezentacyjne gabloty zapełniały się pucharami, a po boiskach biegały prawdziwie legendy.
Po dość udanej inauguracji Bundesligi, za którą można uznać pierwsze kilka sezonów, nadszedł pierwszy kryzys. I to bardzo poważny, można wręcz stwierdzić, że najpoważniejszy w historii niemieckiej piłki. Sezon 1970/1971 zakończył się obroną tytułu przez Borussię M’Gladbach, ale nie to okazało się najważniejsze. Dzień po zakończeniu sezonu Horst-Gregorio Canellas, prezydent Kickers Offenbach, urządził małe przyjęcie z okazji swoich 50. urodzin, na którym znaleźli się m.in. działacze DFB i trener reprezentacji Helmut Schön. W pewnym momencie jubilat zabrał głos. – Muszę wam powiedzieć, że mój klub, Kickers Offenbach, spadł z Bundesligi w wyniku oszustwa. Mogę to udowodnić – wyznał, po czym uruchomił taśmy, na których piłkarze (w tym ci grający w reprezentacji Niemiec) negocjują cenę przegranej w meczu. – Niemiecki futbol to jedno wielkie bagno. Bundesliga upadnie, jeśli nic nie zrobimy. To, co odkryłem, to dopiero początek. W Niemczech rozpętała się burza. Ale nie przeciwko skorumpowanym piłkarzom, działaczom i trenerom, a… Canellasowi. DFB uznało, że jego taśmy to tylko alibi dla jego nieudanej próby przekupstwa. Prezydent Kickers Offenbach otrzymał dożywotni zakaz pełnienia funkcji w strukturach DFB, choć później został on złagodzony do pięciu lat.

Ostatecznie rozpoczęto śledztwo, które objawiło przerażające rozmiary korupcji. Ustalono, że tylko w ośmiu ostatnich kolejkach 18 meczów zostało ustawionych. Łącznie piłkarze na „dodatkowym źródle zysku” dorobili się przynajmniej milion marek. Niemal każdy wynik ważny w kontekście spadku został ustalony jeszcze przed spotkaniem. Pieniądze przekazywane były na zapleczach, parkingach, a nawet przystankach autostrad. Ukarano 52 zawodników, dwóch trenerów i pięciu działaczy klubowych. Posypało się wiele kar dożywotnich, ale ostatecznie zdecydowana większość z nich została złagodzona. Wśród ukaranych najwięcej było piłkarzy Schalke (w tym kilku reprezentacji Niemiec), którzy przegrali 0:1 z Arminią Bielefeld, za co mieli otrzymać 40 tysięcy marek. Później wypierali się, jakoby mieliby za to otrzymać pieniądze, przez co do dziś ich rywale z Zagłębia Ruhry nazywają ich „FC Meineid” (niem. „meineid” – krzywoprzysięstwo). To właśnie rozprawy „Die Knappen” trwały najdłużej, bo aż do lutego 1976 roku. Wtedy właśnie ostatecznie rozprawiono się z korupcją. Jeśli chodzi o kluby, to najmocniej ucierpiały Kickers Offenbach i Arminia Bielefeld. Oba zespoły zostały pozbawione licencji. Pierwszy i tak spadł, drugi zagrał w kolejnym sezonie, ale jego wynik punktowy wyniósł zero, co było efektem kary DFB. Do dziś krytykuje się wyroki i osobę prokuratora DFB Hansa Kindermanna. Według niektórych ukarano tylko dwa kluby i łagodzono kary zawodników tylko z powodu zbliżających się mistrzostw świata. W całą aferę oprócz Schalke, Offenbach i Arminii zamieszane były jeszcze 1. FC Köln, Hertha BSC Berlin, Eintracht Braunschweig, VfB Stuttgart, Rot-Weiß Oberhausen, Eintracht Frankfurt i MSV Duisburg. Nikogo więcej jednak nie zdegradowano.








