Po dość niemrawej i bezbramkowej pierwszej odsłonie zawodnicy wrocławskiego klubu zaserwowali swoim kibicom prawdziwą fetę. Po zmianie stron gracze Śląska zaaplikowali Arce pięć bramek, nie tracąc żadnej, zdobywając tym samym wicemistrzostwo kraju.
Pierwsze minuty rywalizacji po obydwu stronach wyglądały niesamowicie nerwowo, przy czym drużyny miały problem z konstruowaniem składnych akcji, które nie kończyłyby się na linii połowy. Zamiast wyżej wymienionych akcji częściej widywaliśmy faule, które z pewnością nie poprawiały wrażenia o tym widowisku.

Premierowa sytuacja należała do gospodarzy, po kwadransie Wołczek posłał podanie z głębi pola wprost w obręb „jedenastki” Moretto. Futbolówkę opanował Gancarczyk, ale nie zdołał oddać zbyt mocnego strzału, który ostatecznie znalazł się w rękach portugalskiego bramkarza. Kolejna okazja także trafiła się gospodarzom, kiedy w polu karnym Arki nieco problemów z przyjęciem w 17. minucie miał Diaz. Argentyńczyk mimo asysty obrońcy oddał mocny strzał z ostrego kąta, jednak piłka poszybowała nieznacznie nad poprzeczką.
Śląsk postanowił iść za dwoma już ciosami, ale następne okazje zmarnowane zostały w mniej niż minutę. Najpierw groźnie ze skraju pola karnego uderzał Ćwielong, ale znakomitą paradą błysnął Moretto, a chwilę później po rzucie rożnym do piłki doszedł Gancarczyk, ale znów Portugalczyk wyszedł zwycięsko z tarapatów. Do dobitki starał się jeszcze dojść Diaz, ale sędzia dopatrzył się pozycji spalonej u napastnika wrocławskiego klubu. Arka odpowiedziała po raz pierwszy po ponad pół godzinie gry. Gdynianie rozegrali rzut rożny, po którym Filib Burkhardt doszedł do piłki i oddał bardzo groźny strzał, ale piłka minimalnie minęła bramkę Kelemena.

Wynik nieoczekiwanie otworzył Diaz, który już w pierwszej akcji drugiej połowy wyszedł sam na sam z Moretto i pokonał Portugalczyka precyzyjnym strzałem. Gospodarze dobili rywala po godzinie gry, kiedy ruszyli z kontratakiem. Na lewej stronie pokazał się Ćwielong, po czym, nie zastanawiając się zbyt długo, dośrodkował wprost na głowę dobrze wbiegającego Diaza. Argentyński snajper przymierzył idealnie i strzelił niecodziennej urody bramkę, przy czym piłka odbiła się jeszcze od słupka Moretto. Portugalczyk nawet nie drgnął.











