Jakie wnioski należy wyciągnąć po tej serii gier? Przede wszystkim padło rozstrzygnięcie, do kogo trafi trofeum Barclays Premier League za zwycięstwo w rozgrywkach. Na drugim biegunie tabeli trwa zażarta walka o śmierć i życie. Spadek z Premier League może mieć okrutne długofalowe konsekwencje, czego dowodem jest Wigan, które właśnie zlatuje do Championship, ledwie dwa lata po zdobyciu FA Cup i występach w Lidze Europy.
1. Mamy mistrza!

Fakt, który wielu przewidywało przed startem obecnej kampanii, i rzecz, której raczej wszyscy się spodziewaliśmy od lutego. Manchester City jeszcze w Nowy Rok był na punktowej równi z Chelsea, ale seria niepowodzeń zespołu Pellegriniego na starcie 2015 roku spowodowała, że „The Blues” w dość komfortowy sposób sięgnęli po czwarty tytuł mistrzowski w erze Romana Abramowicza.
Londyńczycy utorowali sobie drogę do dominacji w bieżącym sezonie głównie przez dwa czynniki – regularność i problemy rywali. Piłkarze ze Stamford Brigde przegrali zaledwie dwa spotkania na przełomie całego sezonu ligowego, z czego ostatni w Nowy Rok, na White Hart Lane (5:3 dla Tottenhamu). Co prawda pierwsza część sezonu była bardziej spektakularna w wykonaniu Chelsea, wówczas gra była efektowniejsza, a trzeciemu zespołowi zeszłego sezonu na pewnym etapie zaczęto wróżyć sezon bez porażki, do czasu wyjazdu do Newcastle na St. James Park na początku grudnia, ale w drugiej, mimo gorszej dyspozycji drużyny powodującej odpadnięcie z Ligi Mistrzów, udało się zachować ciągłość mentalności zwycięzców i mimo okrutnych czasem męczarni zwyciężać spotkania i kompletować kolejne oczka.

Dobrym przykładem tych męczarni był jeden z niedawnych meczów, konkretnie spotkanie na Loftus Road rozgrywane z walczącym o utrzymanie QPR. Jedenastka dowodzona przez kapitana Johna Terry’ego wygrała w starciu derbowym 1:0 po bramce Fabregasa w 88. minucie spotkania. Nic w tym spektakularnego, gdyby nie to, że strzał dający tego gola był pierwszym celnym uderzeniem na bramkę Roberta Greena w tamtym meczu. Inną ciekawą statystyką jest fakt, iż w jednym z decydujących o tytule spotkań, z Manchesterem United na własnym stadionie, Chelsea zanotowała ledwie 32% posiadania piłki. Mimo to wygrała 1:0, oddając tym razem „aż” dwa celne strzały na bramkę rywali.












