Gdy FC Porto na pięć kolejek przed zakończeniem rozgrywek zdobyło mistrzostwo Portugalii, każdy zastanawiał się, czy w drużynie Andre Boasa nie zapanuje rozluźnienie. Osiągane wyniki pokazują, że „Smoki” zamierzają zdominować nie tylko krajowe podwórko.
W sobotę do walki o ligowe punkty stanęły trzy drużyny, które w europejskich pucharach reprezentują Portugalię. Jednak tylko jedna z nich może być zadowolona.
W miniony czwartek w Lizbonie Sporting Braga musiał uznać wyższość Benfiki. Sobotnie starcie z niżej notowaną Uniao Leiria miało wprowadzić w szeregi zawodników optymizm i ducha walki. 5 maja na własnym obiekcie podopieczni Domingosa Paciencia będą musieli odrobić jednobramkową stratę i postarać się wbić Benfice kilka bramek. Jednak biorąc pod uwagę styl gry, jaki w meczu z Leiria prezentowali zawodnicy Bragi, o awans do finału może być trudno.

Dużo niecelnych podań i brak skuteczności to cechy, jakimi charakteryzowali się w sobotę piłkarze z Bragi. Nie dziwi więc fakt, że kibice zgromadzeni na Estadio Muncipal byli mocno niezadowoleni. Jednak fani Sportingu mają nadzieję, że kiepski występ przeciwko Uniao zostanie zrekompensowany grą w finale Ligi Europejskiej.
SC Olhanense – Benfica Lizbona 1:1
Znacznie lepiej zaprezentowali się piłkarze Jorge Jesusa. Od pierwszego gwizdka atakowali, a na efekty nie trzeba było długo czekać. W 4. minucie bramkarza rywala pokonał Jara. Gdy wydawało się, że piłkarze Benfiki dostarczą kibicom wielu emocji, goście zdecydowali się grać defensywnie. Oszczędzanie sił przed rewanżem z Bragą było uznane za cel numer jeden i przez większość spotkania to gospodarze atakowali. Na szczęście dla rywala, były to ataki nieskuteczne.
Jednak im bliżej było końca spotkania, tym większy niepokój wdzierał się w szeregi Benfiki. Piłkarze Olhanense konstruowali coraz groźniejsze akcje, a Roberto Jimenez kilkakrotnie ratował swój zespół od utraty bramki. Kilkadziesiąt sekund przed ostatnim gwizdkiem stadion w Olhao oszalał z radości. Do wyrównania doprowadził Djalmir, pozbawiając tym samym Benfikę cennych trzech punktów.
Vitoria Setubal – FC Porto 0:4

Każdy w Europie już wie, że jeśli gra się przeciwko Porto, to w szczególności trzeba zadbać o szczelność formacji defensywnej. FC Porto pod wodzami Andre Boasa, byłego asystenta Jose Mourinho, gra fenomenalnie i wszystko wskazuje na to, że to do Porto przyjedzie puchar dla zwycięzcy Ligi Europejskiej. Wysoka przewaga wypracowana po pierwszym meczu z Villarrealem może zagwarantować awans do finału. O tym, w jak wysokiej formie są zawodnicy Porto, świadczy zdobycie czterech bramek w meczu przeciwko Vitorii Setubal. Mimo że opiekun „Smoków” dał odpocząć kluczowym snajperom, dublerom nie przeszkodziło to w rozbiciu rywala.











