W rozmowie dla Radia Merkury prezes Lecha Poznań, Karol Klimczak, zdradził, że to prawdopodobnie ostatni sezon formuły ESA 37. Ma ją zastąpić 18-zespołowa liga. To rozwiązanie, które forsowane jest przez wiele osób od kilku lat, ale czy w polskich warunkach ma rację bytu? Zdecydowanie nie.
Większość prezesów ekstraklasowych drużyn sugeruje, że zwiększenie ligi do 18 zespołów jest rozwiązaniem idealnym. Głównym argumentem jest prostota systemu i rozgrywanie 34 meczów w sezonie, co w naszej szerokości geograficznej jest liczbą optymalną. Choć nikt nie mówi o tym głośno, to większa liga, zwłaszcza dla biednych i słabych klubów, zwiększyłaby ich szanse na utrzymanie i rokroczny kilkumilionowy zastrzyk finansowy z tytułu sprzedaży praw telewizyjnych. Z kolei trenerzy i piłkarze optują za tym rozwiązaniem, ponieważ będą mieli więcej miejsc pracy w najwyższej klasie rozgrywkowej. Ale, czy taka formuła nie zabije emocji w ekstraklasie i znacząco wpłynie na jej poziom?
W imieniu Lecha mogę powiedzieć, że ten sezon powinien być ostatni w formule ESA 37. Zdecydowana większość albo nawet wszyscy chcą zakończyć ESA 37. Co dalej? To, czy od nowego sezonu liga będzie liczyła osiemnaście drużyn, będzie wymagało dyskusji. Lech Poznań będzie w niej zwolennikiem ligi 18-zespołowej. Karol Klimczak
Za biedni na 18 zespołów w ekstraklasie
Michał Probierz wielokrotnie optował za 18-zespołową ligą i retorycznie pytał się, czy 40-milionowego kraju nie stać na 18 drużyn w ekstraklasie. Odpowiedź brzmi nie, a liczba ludności nic do tego nie ma. Gdyby tak było, rosyjska premier liga musiałaby liczyć 50 drużyn. Patrzymy na tabelę ekstraklasy i widzimy co najmniej kilka drużyn, które z różnych powodów nie przystają do poziomu najwyższej klasy rozgrywkowej.
– Korona Kielce (wieloletnie problemy finansowe, brak jakiejkolwiek wizji budowy drużyny od co najmniej trzech lat, dramatycznie niska frekwencja)
– Śląsk Wrocław (na utrzymaniu władz miast, brak planu na funkcjonowanie klubu, brak zainteresowanie ze strony kibiców)
– Ruch Chorzów (problemy finansowe, na utrzymaniu władz miast)
– Wisła Kraków (brak płynności finansowej)
– Górnik Łęczna (niska wartość marketingowo-kibicowska, brak pozytywnego wkładu w produkt, jakim jest ekstraklasa, brak wizji budowy drużyny)
Czyli nawet na poziomie „elity”, gdzie jest spore zainteresowanie mediów, niemałe pieniądze od NC+ itd. można znaleźć cztery, pięć klubów, które w tej lidze nie powinny grać i negatywnie wpływają na jej wizerunek. A na zapleczu ekstraklasy jest jeszcze gorzej. Obecnie jedynie Zagłębie Sosnowiec, Podbeskidzie Bielsko-Biała, GKS Katowice, a w dalszym rzędzie Górnik Zabrze i Miedź Legnica są gotowe na występy w najwyższej klasie rozgrywkowej.
Wyobraźmy sobie sytuację, że z obecnej ligi nikt nie spada, a dorzucone są kolejne dwie drużyny. Sprawiłoby to, że wyżej opisana piątka nie musiałaby myśleć o wyeliminowaniu swoich problemów, by się utrzymać. Ciekawe, czy wpłynęłoby to na poziom ekstraklasy znacznie czy drastycznie?












