Karny czy nie – wieczny dylemat milionów kibiców na całym świecie. Narasta on coraz częściej wraz z coraz szybszym tempem gry. Kontrowersje wokół przepisów narosły szczególnie w ostatnich dniach w Premier League, konkretnie wokół dopuszczalnego sposobu krycia rywala przy stałych fragmentach gry.
Piłka nożna nieustannie się zmienia, nie ma co do tego wątpliwości. Gra, która harmonijnie ewoluuje, nie posiada równolegle rozwijających się przepisów, które zawsze byłyby aktualne. Tracą na tym wszyscy. Kibice, świadomi tego, że ich drużyna została pokrzywdzona, piłkarze, którzy wskutek błędu osoby trzeciej przegrywają mimo wielkich starań, i włodarze klubów, którzy zawsze więcej zarabiają, gdy ich drużyna wygrywa, a nie ponosi porażkę nie z własnej winy.
Dwa przepadki szczególnie wzbudziły debatę środowiska piłkarskiego na Wyspach w ostatnim czasie. Najpierw w meczu Stoke City vs Swansea City Ryan Sharwcross ciągnął za rękę Wilfieda Bony’ego we własnym polu karnym, powodując, że sędzia spotkania podyktował rzut karny, który obywatel WKS zamienił na bramkę dla „Łabędzi”. Tydzień później w niezwykle prestiżowym spotkaniu na Old Trafford między miejscowym Manchesterem United a Chelsea podobnie targani w polu karnym rywala byli John Terry i Branislav Ivanović. Tym razem sędzia karnego nie podyktował, mimo że dwaj defensorzy „The Blues” raczej nie należą do tej grupy piłkarzy, która znana jest z symulowania.
Przewinienie widać bardzo widocznie na zdjęciu powyżej. Dokładniej widziały je osoby, które miały szansę obejrzeć to spotkanie lub jego fragmenty. Ale to niejedyny taki przypadek. To przykład. Dlaczego więc coraz częściej oglądamy kontrowersje tego typu, związane z przepychaniem się obrońców i napastników w polu karnym?
Przepychanki na pograniczu przepisów zawsze miały miejsce w piłce nożnej, szczególnie przy stałych fragmentach gry, gdy tak ważne jest pilnowanie i kontrolowanie przeciwnika. Różnica w porównaniu teraźniejszych lat z poprzednimi polega na tym, że dopiero teraz mamy mnóstwo kamer na stadionach czy powtórki w spowolnionym tempie. Wcześniej tego nie było, więc wiele zdarzeń umykało nawet fanom zasiadającym przed telewizorami. Dlatego teraz zauważamy problem, co nie oznacza, że jest on świeży, że dopiero się pojawił.
Kolejną sprawą jest praca arbitra. Sędziowie na Wyspach są przyzwyczajeni do ostrzejszej gry niż na kontynencie, w związku z czym przymykają oko na wiele wydarzeń boiskowych będących na pograniczu przepisów. Gdyby sędziowie bardziej restrykcyjnie traktowali takie przepychanki, o jakich mowa wyżej, to być może wówczas zawodnicy mieliby świadomość, że broniąc bramki w ten sposób, narażają się na duże ryzyko.
Futbol nie może stać w miejscu pod względem przepisów określających przebieg gry. Bo prędzej czy później będą one hamulcem dla rozwoju całej dyscypliny. Na wielkie rewolucje nie ma co liczyć w najbliższym czasie. Głównie z powodów personalnych – zależy to od tego, kto zarządza FIFA, a Sepp Blatter na emeryturę się przecież nie wybiera, co jest szkodą dla futbolu.












