Dzisiejszego wieczoru na belgradzkiej Maracanie odbyły się 143. derby Belgradu pomiędzy Crveną Zvezdą a Partizanem. Po niezwykle emocjonującym spotkaniu gospodarze zdołali ostatecznie zgarnąć komplet punktów.
Przed 13. kolejką w tabeli serbskiej SuperLigi przodowały właśnie dwie belgradzkie drużyny. Na pierwszym miejscu plasował się Partizan, na drugiej lokacie zaś tracąca do lidera osiem punktów Crvena Zvezda.

Mecz rozpoczął się z kilkominutowym opóźnieniem, ponieważ jak ma to miejsce w przypadku wszystkich meczów o takiej stawce na Bałkanach, kibice na trybunach odpalili race, które w większości wylądowały na otaczającej boisko bieżni. Od pierwszych minut mecz miał wyrównany przebieg, a pierwsza groźna akcja nastąpiła po dziewięciu minutach od pierwszego gwizdka. Wtedy to właśnie 18-letni Aleksandar Mitrović otrzymał precyzyjne podanie i strzałem z powietrza z około 11 metrów dał gościom prowadzenie.
Już cztery minuty później znakomitą okazję do podwyższenia prowadzenia zmarnował Lazar Marković, który w polu karnym Crvenej Zvezdy nie dostrzegł znakomicie ustawionych kolegów, a kilkadziesiąt sekund później na tablicy świetlnej widniał już wynik 1:1. Po rajdzie prawym skrzydłem i precyzyjnym dośrodkowaniu Lazovicia czarnogórski napastnik Filip Kasalica uderzeniem z pola karnego doprowadził do wyrównania.
Na odpowiedź podopiecznych Vladimira Vermezovicia czekać przyszło nam jeszcze krócej, już minutę po bramce dla gospodarzy akcję Lazara Markovicia lewą stroną boiska niefortunnie zamknął bowiem tuż przed własną bramką Milan Jovanović, nie dając swojemu bramkarzowi żadnych szans.
W 33. minucie kolejny popis swoich umiejętności dał Lazar Marković, którym już teraz interesują się działacze najsłynniejszych europejskich klubów. Wyprzedził on dwójkę obrońców i strzałem nożycami posłał piłkę tuż obok słupka. Jeszcze przed przerwą efektownym strzałem sprzed pola karnego popisał się strzelec pierwszej bramki dla Crvenej Zvezdy Filip Kasalić, jednak z tym uderzeniem poradził sobie bramkarz gości.
Po 45 minutach to goście schodzili do szatni w lepszych nastrojach, jednak po przerwie sytuacja na boisku diametralnie się zmieniła. Od pierwszych minut po wznowieniu gry do ataków rzucili się zawodnicy prowadzeni przez Aleksandara Jankovicia, a w 47. minucie Sasa Marković strzałem sprzed pola karnego posłał piłkę nad poprzeczką.












