Mateusz Maludziński

Rynek transferowy, czyli pięć interesujących faktów o kupowaniu piłkarzy

Kiedy najlepiej kupić zawodnika? Za ile zgarnąć z rynku gwiazdę ostatniego mundialu? Czy ktoś pomaga piłkarzom w aklimatyzacji? Na te i inne pytania odpowiadam w poniższym artykule

05 września 2017

Kolejne okienko za nami. Lato to dla klubów piłkarskich okres największych zakupów, kiedy niemal każdego dnia podejmowane są decyzje dotyczące roszad w składzie. Niestety rynek transferowy to takie specyficzne środowisko, w którym trudno o zdrowy rozsądek, a wiele decyzji menadżerów stoi w sprzeczności z logicznym podejściem.

Gwiazdy ostatnich mistrzostw świata i Europy są przeceniane

Mundial i mistrzostwa Europy to dla wielu piłkarzy jedna z niewielu okazji do zaprezentowania się przed szeroką publicznością. Znane są już przypadki zawodników grających w przeciętnych i niezauważanych klubach, którzy po mistrzostwach przechodzili do światowej czołówki i występowali na zupełnie innym poziomie.

14 stycznia 2014 roku Guillermo Ochoa grał w AC Ajaccio i był wyceniany przez Transfermarkt na 5 milionów euro. Jednak jego doskonały występ na mundialu w Brazylii sprawił, że Ochoa zamienił francuskiego drugoligowca na Malaga CF. Jego wartość rynkowa momentalnie wzrosła do 8 milionów euro.

James Rodriguez po występach w Brazylii został dostrzeżony przez Real Madryt. W styczniu 2014 roku za Kolumbijczyka trzeba było zapłacić 35 milionów euro. Jednak wystarczył doskonały występ podczas mundialu, żeby „Królewscy” gotowi byli zapłacić 60 milionów. Po trzech latach od zakończenia ostatnich mistrzostw wartość rynkowa Jamesa Rodrigueza znowu spada. Aktualnie kształtuje się na poziomie 50 milionów euro. Niewykluczone, że w niedalekiej przyszłości wróci do poziomu sprzed mundialu 2014.

Warto wspomnieć o jeszcze jednym piłkarzu. Chodzi o Keylora Navasa. Jego wartość również uległa zmianie po dobrym mundialu – „Królewscy” kupili zawodnika za 10 milionów euro, kiedy zimą Kostarykanin był warty raptem 4 miliony. Niemniej przypadek Navasa jest o tyle inny, że aktualnie trzeba by za niego zapłacić jeszcze więcej niż po mundialu.

Swoją grą dla Realu Madryt zapracował na duży wzrost wartości, która aktualnie spada, ale w nieznaczny sposób. Sporo gwiazd mundialów gaśnie zaraz po tym, jak ludzie opuszczą stadion przewidziany na rozegranie finału, dlatego wielu trenerów uważa, że nie należy podpisywać kontraktów zaraz po mistrzostwach, ale wciąż istnieją tacy, którzy będą kupowali perełki turniejów, licząc na eksplozję talentu.

Jeśli piłkarz się nie zaaklimatyzuje, transfer nie wypali

Wszyscy doskonale znamy przypadki piłkarzy, którym z jakichś względów nie udało się zrobić kariery w nowym klubie. Oczywiście w wielu sytuacjach najistotniejszą kwestią jest zgranie z nowym zespołem, ale u podstaw dobrej współpracy często leży ogarnięcie spraw poza boiskiem.

Mimo świadomości włodarzy większości klubów, że dobra relokacja jest istotna dla każdego zawodnika – nawet jeśli zmienia zespół w obrębie tego samego kraju – wciąż wiele drużyn nie posiada pomocnika do spraw relokacji.

Przypadek Sergio Aguero pokazuje, że dobrze przeprowadzona relokacja jest kluczem do prawidłowego rozwoju zawodnika. Kluby sprowadzają piłkarzy po to, żeby już od pierwszego dnia prezentowali dobrą formę na boisku i pomagali drużynie w walce o trofea.

Taki cel przyświecał Manchesterowi City, który zapłacił za Aguero duże pieniądze i nie chciał, żeby poszło to na marne. Ktoś pomógł mu kupić dom, skontaktowano go z latynoską społecznością w mieście i zamontowano w jego samochodzie hiszpańską nawigację. Niby niewiele, ale to sprawiło, że Aguero już od pierwszego dnia mógł poczuć się jak w domu.

W pierwszym meczu zdobył dwa gole i zaliczył asystę. Trudno wymarzyć sobie lepszy debiut. Teraz, kiedy wchodzisz do siedziby klubu, masz na ścianie mapę Manchesteru z zaznaczonymi spokojnymi okolicami, w których warto kupić dom. Wszystko dlatego, że dobra relokacja to jedna ze składowych udanego transferu.

Mimo to wciąż wiele klubów skąpi paru dodatkowych tysięcy euro na przeprowadzenie tego procesu, co przy wielomilionowych transferach wydaje się być zwyczajną głupotą.

Pewne narodowości są przeceniane

Wszyscy wiemy, jak dobrze mówi się o Brazylijczykach. To przecież doskonali piłkarze, którzy talent wyssali z mlekiem matki, a zamiast grzechotką bawili się w kołysce piłką. Brazylijczyków zwykle się przecenia i niejednokrotnie pieniądze wydane na transfer idą w błoto.

Spójrzmy na Anglię. Tam unika się kupowania brazylijskich piłkarzy ze względu na kłopoty z relokacją. Anglia jest znana z kapryśnej i dżdżystej pogody, którą nawet Europejczykowi trudno wytrzymać. Brazylijczycy nie są przyzwyczajeni do życia w takich warunkach, przez co mają większe problemy z wejściem w nowe środowisko.

Anglicy wolą kupować piłkarzy z Finlandii, bo klimat tego kraju jest bliższy Brytyjczykom. Kluby w pewnym sensie idą wtedy na łatwiznę, bo nie muszą przywiązywać zbyt dużej wagi do aklimatyzacji nowego zawodnika.

Nie zmienia to jednak faktu, że wiele innych klubów z Europy lubi kupować Brazylijczyków, licząc, że nagle w zespole pojawi się magia. Najczęściej tak się jednak nie zdarza.

Najlepiej kupować zawodników po 20. roku życia

Przykłady nietrafionych transferów można mnożyć w nieskończoność, ale powody fiaska na rynku są niezwykle różne. Jedną z poważniejszych przyczyn uznania transferu za nieudany jest wypalenie zawodnika, od którego za dużo się wymaga.

Na początek spójrzmy na sytuację Antoine’a Griezmanna, który przeszedł do Atletico Madryt w 2014 roku. Minęły już trzy lata od transferu z Realu Sociedad, a wartość francuskiego napastnika systematycznie wzrasta i aktualnie kształtuje się na poziomie 80 milionów euro.

Niewątpliwie Griezmann to utalentowany piłkarz, ale wiedziano o tym już wtedy, kiedy jako niespełna 20-letni chłopak strzelał gole dla Realu Sociedad. Mimo to do Atletico trafił jako 23-letni, ukształtowany zawodnik, który w swoim debiutanckim sezonie strzelił 22 gole w 37 meczach.

Spójrzmy zatem na młodszych graczy. Martin Odegaard został kupiony przez Real Madryt w wieku 16 lat. Kiedy młody Norweg przeszedł do stolicy Hiszpanii, jego wartość rynkowa urosła do 4 milionów euro. Oczekiwania wobec niego były duże. Udało mu się nawet zadebiutować w pierwszej drużynie.

Zarówno Antoine Griezmann, jak i Martin Odegaard zmienili kluby w 2014 roku i zameldowali się w madryckich drużynach. Jednak od tamtego czasu minęły trzy lata, a tych dwóch chłopaków nie łączy już nic. O ile Francuz wyrósł na wielką gwiazdę Atletico Madryt oraz drużyny Francji, o tyle wartość rynkowa Martina Odegaarda systematycznie spadała, aż wróciła do poziomu sprzed transferu do Madrytu.

Trudno powiedzieć, jaka będzie przyszłość norweskiego pomocnika, ale jedno jest pewne – jego nagły skok wartości rynkowej nie był spowodowany nadzwyczajnymi umiejętnościami zaprezentowanymi w Realu Madryt, tylko PR-em białej koszulki.

Sprzedaj każdego zawodnika, jeśli ktoś oferuje ci więcej, niż jest tego wart

To dość kontrowersyjna kwestia, ponieważ w myśl tej filozofii piłka nożna zmieniłaby się w handel zawodnikami, którzy przestaliby służyć grze o trofea, a zaczęli spełniać rolę generatorów zysku dla klubów.

Spójrzmy na przypadek Angela Di Marii. Chyba każdy pamięta jego magiczny sezon. Wielu uważa, że to właśnie wyśmienita gra Argentyńczyka doprowadziła Real Madryt do upragnionej La Decimy. W takim razie, dlaczego zawodnik został sprzedany (za rekordową jak na Real Madryt sumę)?

Najprościej mówiąc, Di Maria chciał odejść, a na dodatek żądania wyższej pensji i lepszej pozycji w drużynie nie były bez znaczenia. Florentino Perez uznał, że lepiej będzie sprzedać takiego piłkarza, co wpisało się też w nową strategię biznesową „Królewskich”, którym spodobało się dokonywanie lukratywnych transferów.

Trzy największe transfery z klubu przeprowadzono w ciągu 12 miesięcy – Mesut Oezil, Angel Di Maria i Gonzalo Higuain. W ten sposób Real Madryt sprzedał ważnych zawodników, ale z drugiej strony takich, których można bez trudu zastąpić. W dodatku sprzedaż była dokonywana z dużym zyskiem.

Te trzy przypadki pokazują, że można zmieniać zwycięski skład i można na tym nawet zyskać. Aktualnie wartość Angela Di Marii spada, a forma, którą prezentował w ostatnim sezonie gry w Madrycie, już nigdy nie powróciła. Rynek transferowy to zweryfikował.

Oto pięć istotnych elementów, na które warto zwrócić uwagę. Od lat mówi się o zepsuciu rynku transferowego, ale mało kto dogłębnie analizuje przyczyny tego stanu rzeczy. Okazuje się, że w wielu przypadkach uprzedzenia i przyzwyczajenia odpowiadają za windowanie cen albo niedocenianie niektórych zawodników.

W wielu sytuacjach gwoździem do trumny jest przeprowadzona nieprawidłowo aklimatyzacja gracza. Na szczęście ta kwestia powoli staje się wspomnieniem, bo kluby coraz lepiej i chętniej pomagają nowym piłkarzom. Oby tak dalej, a piłka nożna stanie się jeszcze piękniejszym sportem.

Fakty zawarte w tekście przytaczam z książki pt. „Futbonomia”. Pisząc ten tekst odniosłem zawarte w niej tezy do wydarzeń mających niedawno miejsce w futbolu.

Komentarze:
Przeczytaj także: