Karolina Dudziak

Trudna sztuka awansu. Czy Podbeskidzie poradzi sobie z nią w tym sezonie?

Klubowi spod Klimczoka nie będzie łatwo powrócić do ekstraklasy

Grzegorz Rutkowski
04 lutego 2017

Wielu kibiców Podbeskidzia pamięta historyczny awans klubu do ekstraklasy. Fecie na rynku i radości kibiców nie było końca. Teraz, kiedy „Górale” grają w pierwszej lidze, sympatycy drużyny znowu chcieliby ujrzeć swoich zawodników grających w najwyższej klasie rozgrywkowej. Czy jest możliwe jeszcze w tym roku?

Ostatnim rywalem na drodze Podbeskidzia do ekstraklasy była Sandecja Nowy Sącz. Mecz nie rozpoczął się dobrze dla bielszczan, którzy już w 2. minucie sprokurowali rzut karny dla przeciwników. Jednak jak przystało na każdą historię z happy-endem, znalazł się bohater, który uratował swoich kolegów – tym razem był to Richard Zajac, który popisał się świetną obroną. Mimo niewielu sytuacji bramkowych Podbeskidzie wygrało 2:0. Robert Kasperczyk osiągnął to, co do tej pory nie udało się nikomu w Bielsku-Białej – po dziewięciu sezonach gry na zapleczu ekstraklasy kibice mogli fetować największy sukces w historii klubu. Tak zakończył się pamiętny sezon 2010/2011.

Powrót do przeszłości

Po kilku latach gry w ekstraklasie Podbeskidzie ponownie znalazło się w pierwszej lidze. Spadek był o tyle bolesny, że bielski klub szykował się już do gry w grupie mistrzowskiej. Po zamieszaniu okazało się jednak, że „Górale” znaleźli się w drugiej ósemce i po słabej końcówce sezonu opuścili ten poziom rozgrywek. Nowy trener i zawodnicy, określali drużynę jako jednego z kandydatów do ponownego awansu. Pojawiały się nawet głosy, mówiące o możliwości osiągnięcia takiego wyniku w ciągu jednego roku. Jednak zamiast okupowania czołówki pierwszej ligi, Podbeskidzie plasuje się w połowie tabeli, tracąc do prowadzącej Chojnicznki 11 punktów.

Przeszłość kontra teraźniejszość

W sezonie 2010/2011 Podbeskidzie od 4. kolejki ani razu nie wypadło ze strefy premiowanej awansem. Wtedy to inne drużyny musiały gonić „Górali”. Teraz sytuacja jest zgoła odmienna – bielscy zawodnicy muszą zacząć regularnie punktować i liczyć na potknięcia innych drużyn. Co więcej, może okazać się, że zamiast walczyć o awans, że Podbeskidzie będzie musiało skupić się na utrzymaniu, ponieważ klub ma tylko sześć punktów przewagi nad strefą spadkową. Niezależnie od tego, o co będą w Bielsku-Białej walczyć, drużyna musi zacząć regularnie punktować u siebie. Pod tym względem Podbeskidzie było w tej rundzie najgorszym klubem. Z dziesięciu meczów pod Klimczokiem „Górale” wygrali tylko jeden, zremisowali cztery razy i aż pięciokrotnie schodzili z boiska pokonani. Takie wyniki na pewno nie zadowoliły kibiców, którzy mają prawo być rozczarowani rezultatami swoich zawodników.

Problemy obecnej drużyny

W Podbeskidziu brakuje przede wszystkim piłkarza, który wyraźnie odstaje poziomem. Poza tym „Górale” rozgrywają większość meczów tym samym składem. Ławka rezerwowych bielskiej drużyny nie jest zbyt długa i mocna. Zmiany zawodników można właściwie przewidzieć już przed meczem. Klub potrzebuje także lidera, który byłby w stanie wziąć odpowiedzialność na swoje barki. Przez długi czas taką funkcję pełnił Marek Sokołowski, ale ostatnio kapitanowi drużyny idzie to coraz gorzej. Dodatkowo bielszczanin zerwał więzadło krzyżowe w lewym kolanie, co wykluczy go z rozgrywek na parę miesięcy, dlatego inny zawodnik będzie musiał przejąć funkcję kapitana. Czy jest jednak taki piłkarz, który będzie w stanie sprostać tak trudnemu zadaniu i stanie się liderem Podbeskidzia?

Równie poważnym problemem klubu spod Klimczoka jest odrabianie strat. Kiedy „Górale” jako pierwsi tracą bramkę, jest im niezwykle trudno odmienić wynik. Jeśli nie jest on dla bielszczan dobry, w ich grę wkrada się nerwowość i niepewność, co utrudnia walkę z rywalem. Zamiast skupiać się na jak najlepszej grze i strzelaniu bramek, zawodnicy starają się poprawiać tak podstawowe rzeczy jak dokładność podań. Im dłużej piłkarze nie są w stanie odrobić strat, tym większy chaos i nerwowość pojawia się w ich szeregach, w konsekwencji czego każda akcja jest coraz mniej dokładna i nie zagraża już tak bardzo przeciwnikowi jak wcześniej.

Nowe nabytki

W Podbeskidziu zaczęły się już zmiany kadrowe. Do zespołu dołączyli m.in. Łukasz Hanzel, Peter Sladek, Lubos Kolar i Robert Gumny. Poza tym swoją szansę dostali młodzi zawodnicy z najbliższych okolic Bielska-Białej, którzy będą mieli okazję zaprezentować się lokalnej publiczności. Do klubu powrócili także zawodnicy, którzy ostatnio znajdowali się na wypożyczeniach – Sebastian Madejski, Maciej Felsch (obaj są wychowankami Podbeskidzia) oraz Bartosz Jaroch. Wśród piłkarzy, których w barwach „Górali” już nie zobaczymy, znajduje się Dariusz Kołodziej i Daniel Mikołajewski. Pierwszy postanowił zakończyć karierę, a drugi został sprzedany do Lechii Gdańsk. Transfer tak młodego zawodnika i jednego z niewielu wychowanków Podbeskidzia budził duże emocje. Teraz nastolatek będzie prezentował barwy jednego z rywali Podbeskidzia, GKS-u Tychy.

Marzenia nie zawsze spełniają się od razu

Każdy kibic chciałby, żeby jego drużyna odnosiła tylko sukcesy. Nie jest to jednak możliwe – czasami trzeba na to po prostu poczekać. Podbeskidzie będzie miało problemy z awansem w tym roku. Oczywiście „dopóki piłka w grze, wszystko jest możliwe”, ale w tym momencie zawodnicy spod Klimczoka nie mają już marginesu błędu. Mimo to kibice wciąż żyją nadzieją i przypominają sobie sezon 2012/2013, w którym Podbeskidzie cudownie się utrzymało, licząc, że i teraz ich piłkarze będą zdobywać punkty takimi seriami. Jedyne co im pozostało, to uzbroić się w cierpliwość i cały czas dopingować drużynę.

Komentarze:
Przeczytaj także: