Mateusz Mazur

Newcastle wraca do Premier League, ale co dalej z Benitezem?

Po rocznej „banicji” klub z północy Anglii wraca do Premier League

02 lipca 2017

Pracę rozpoczął w niezwykle trudnym dla Newcastle momencie. I choć misja utrzymania klubu w Premier League zakończyła się niepowodzeniem, to gra „Srok” uległa na tyle dużej poprawie, że po rocznej „banicji” klub z północy Anglii wraca do elity. Współodpowiedzialny za taki stan rzeczy Benitez wciąż nie jest jednak pewien, czy w przyszłym sezonie pozostanie na stanowisku menedżera.

Rok po spadku Newcastle wraca do Premier League. Dla kibiców „Srok” jest to scenariusz dość znajomy, ponieważ ich ulubieńcy dokonali dokładnie tego samego w sezonie 2009/2010. Pod wodzą Chrisa Hughtona zmiażdżyli resztę stawki i z dorobkiem 102 punktów wygrali Championship. Wielu zapowiadało, że tak błyskawiczny powrót tym razem może się już nie powtórzyć. Zaplecze Premier League stało się wszak mocniejsze i spadkowicze nie mają już takiej przewagi nad resztą drużyn. Obawy po części okazały się uzasadnione. Newcastle co prawda znów wygrało Championship, ale przewaga nad drugim Brighton wyniosła zaledwie jeden punkt. Wróćmy na chwilę do roku 2010. Chris Hughton świętuje z drużyną awans do Premier League, a kilka miesięcy później żegna się z posadą. Zarząd uznał, że znacznie lepiej na stanowisku menedżera spisze się Alan Pardew.

Tym razem sytuacja wygląda nieco inaczej. Rafael Benitez wydaje się odpowiednią osobą do prowadzenie klubu w Premier League i włodarze klubu woleliby, aby Hiszpan kontynuował swoją pracę również w nowym sezonie. To Benitez nie jest pewien, czy chce nadal współpracować z zarządem, który zdaje się być głuchy na jego prośby, aby nieco wzmocnić skład, którego nadrzędnym celem będzie utrzymanie się w angielskiej ekstraklasie.

Dlaczego tak długo?

Umówmy się – awans Newcastle do Premier League był obowiązkiem. Przed poprzednim sezonem drużyna została wzmocniona na tyle, żeby z łatwością poradzić sobie z klubami pokroju Reading czy Norwich. Plan udało się wykonać, ale wciąż wypada zapytać, czy drużyna z takim potencjałem nie powinna zapewnić sobie awansu szybciej, czy kibice powinni do ostatniej kolejki drżeć o pierwsze miejsce? Wiadomo, jest to szukanie dziury w całym, ale „Sroki” są drużyną nieodłącznie kojarzoną z Premier League i nawet gdy występują ligę niżej, wciąż wymaga się od nich pewnego poziomu, którego niekiedy nie udawało się utrzymywać.

Potrzeba wzmocnień

W tej kwestii właściciel klubu, Mike Ashley, i Rafa Benitez różnią się najbardziej. Hiszpan nie jest w stanie zgodzić się na obecną politykę transferową klubu, przy której utrzymanie się w lidze stanie się maksimum „Srok” na przyszły sezon. Menedżer, który do niedawna walczył o mistrzostwo z Realem, a wcześniej zdobywał puchar Ligi Mistrzów z Liverpoolem, celuje znacznie wyżej. Piłkarze jak Jonjo Shelvey czy Matt Ritchie nie powinni mieć problemów z dostosowaniem się do warunków Premier League, ale ilu jeszcze takich piłkarzy ma w swojej drużynie Benitez? Próby sprowadzenia na St James’ Park Tammy’ego Abrahama, Rubena Semedo, Willy’ego Caballero skończyły się niepowodzeniem. Klub wciąż walczy o pozyskanie defensora Eibaru, Floriana Lejeune, do Newcastle na stałe przeniósł się już były piłkarz Christian Atsu i choć lista życzeń hiszpańskiego szkoleniowca jest długa, to wcale nie musi przełożyć się na przyszłe transfery do klubu.

Konflikt między właścicielem a menedżerem narasta od stycznia, kiedy to Ashley odmówił Benitezowi zakupu skrzydłowego i środkowego obrońcy. Hiszpan rzucił wtedy tylko lakoniczne: – Jestem zawiedziony. Według kibiców „Srok” to właśnie skąpstwo Ashleya przyczyniło się do tego, że przez 10 lat jego rządów w klubie drużyna dwukrotnie spadała do Championship. Nie jest więc żadnym zaskoczeniem, że kibice stają po stronie Beniteza i oczekują wzmocnień. Obserwują rynek transferowy, widzą, że Huddersfield poczyna sobie na nim znacznie śmielej, widzą, że Bournemouth płaci 23 mln za Nathana Ake – i na pewno jest to niesamowicie frustrujące. Nieco ponad tydzień temu miało miejsce wydarzenie, które wywołało fale spekulacji na temat zmiany właściciela klubu z St James’ Park. Mike Ashley sprzedał swoje wszystkie udziały w szkockim Rangers F.C. Wielu uznało to za zwiastun wycofywania się Anglika z piłki, chociaż równie dobrze może to oznaczać, że chce w pełni skupić się na klubie z Anglii.

Na co naprawdę stać Newcastle?

Wiele będzie zależeć od potencjalnych ruchów transferowych, zmian w zarządzie, zmian na ławce trenerskiej. Newcastle to obecnie wielka niewiadoma. Naiwnie zakładając, że wszystko pozostanie tak, jak jest, szukałbym klubu z St James’ Park w dolnej części tabeli, a konkretnie na miejscach 14+. Ten rok może być prawdziwym sprawdzianem dla Rafy Beniteza. To od niego kibice i obserwatorzy będą wymagać, jego będą krytykować, trudno mu się więc dziwić, że nie chce być tarczą dla zarządu. Drużynę w najbliższym czasie czeka sześć spotkań towarzyskich (trzy w Anglii i trzy w Niemczech). A w pierwszej kolejce czeka ich mecz z drużyną, z którą zagrali swoje ostatnie, jak dotąd, spotkanie w Premier League – Tottenhamem.

 

 

Komentarze:
Przeczytaj także: