Mateusz Mazur

Czy obecny sezon Arsenalu będzie najgorszym w erze Wengera?

Fani Arsenalu przygotowują się na drugi sezon bez Ligi Mistrzów

09 września 2017

Trzy kolejki Premier League wystarczyły do tego, by pozbawić kibiców Arsenalu nadziei na oczekiwany od lat, przełomowy sezon. Mimo że Arsenal co roku przeżywa mniejsze lub większe wzloty i upadki, to już od jakiegoś czasu sytuacja nie wydawała się tak beznadziejna jak teraz. Wiele wskazuje na to, że dwudziesty pierwszy sezon Wengera w klubie z Londynu może okazać się tym najgorszym.

Porażka 0:4 z Liverpoolem w trzeciej kolejce Premier League wbrew pozorom nie jest najgorszą rzeczą, jaka w ostatnim czasie spotkała Arsenal. „Kanonierzy” od dobrych kilku lat rok w rok fatalnie wchodzą w sezon. Nie żeby miało to w jakiś sposób tłumaczyć fatalną postawę przeciwko Liverpoolowi. Po prostu takie są fakty. Wtopy na otwarcie sezonu i sierpniowe kompromitacje to dla fanów Arsenalu nic nowego i choć na pewno się z tym nie pogodzili, to w jakimś stopniu do tego przywykli. Pierwsza przerwa reprezentacyjna była zawsze okresem, w którym – jak się wydaje – Wenger analizował błędy poczynione w pierwszych meczach sezonu i starał się wyciągnąć wnioski.

Deadline Day

Tutaj dochodzimy do innego kluczowego momentu w sezonie Arsenalu. Jeszcze kilka dni przed ostatnim dniem okna transferowego najczarniejszym scenariuszem wydawał się ten, w którym Arsenal pozbędzie się Oxlade’a-Chamberlaina i nie kupi już nikogo. To, co wydarzyło się 31 sierpnia, wykroczyło jednak poza ramy wyobraźni większości fanów „Kanonierów”. Najczarniejszy możliwy scenariusz się sprawdził, tym samym okazując się jeszcze gorszym, niż pierwotnie zakładano.

No, ale od początku. Kilka dni przed Deadline Day do mediów wyciekła informacja, że Arsenal chętnie pozbędzie się swojego podstawowego środkowego obrońcy – Shkodrana Mustafiego, który źle czuje się w Londynie. Wywołało to niemały szok, bowiem debiutancki sezon Niemca na Wyspach może nie był wybitny, ale na pewno zasłużył na miano solidnego. Jak się jednak okazało, „Kanonierzy” byli gotowi go sprzedać, gdyby tylko odzyskali pełną kwotę, jaką za niego zapłacili. Prowadzone z Interem rozmowy nie znalazły jednak szczęśliwego końca i Mustafi spędzi kolejny sezon w Londynie.

O odejściu Alexisa Sancheza z Arsenalu powiedziano już wszystko – zawodnik łączony był ze wszystkimi możliwymi klubami, na przestrzeni ostatnich kilku miesięcy miał kilkakrotnie żądać transferu, co tydzień do innej ekipy. Koniec końców najbardziej zainteresowany okazał się Manchester City, z którym Chilijczyk miał być już po słowie. Warunkiem oddania Sancheza do klubu z Manchesteru było przyjście do Arsenalu Thomasa Lemara z Monaco. I właśnie z tej strony „Kanonierzy” otrzymali pierwszy cios.

Istnieją dwie wersje wydarzeń i obie są dla kibiców klubu z Londynu niezbyt pocieszające. Pierwsza jest taka, że Thomas Lemar odmówił dołączenia do drużyny Arsene’a Wengera, gdyż wolał obrać kierunek na grający w Lidze Mistrzów Liverpool. Druga wersja mówi o tym, że Arsenal nie był wystarczająco zmotywowany, aby pozyskać francuskiego skrzydłowego. Mówiło się między innymi, że zabrakło czasu na finalizację (Arsenal starał się pozyskać Lemara od początku lipca), że była to oferta „na alibi”. Miała na celu uspokoić fanów „Kanonierów”, że klub ma pieniądze i nie boi się ich wydawać.

Pieniądze

A właśnie, pieniądze. Tak się składa, że w kasie klubu nie ma pieniędzy na wielkie transfery. Co bardziej dociekliwi zapytać mogą, jak klub Premier League, który na ostatnim oknie transferowym zarobił 15 mln euro, może nie mieć środków. Otóż tutaj wychodzą na jaw pewne „patologie” wynikające ze sposobu zarządzania Arsenalem. Uściślając, są to patologie jedynie pod względem piłkarskim, bowiem jeśli chodzi o zarządzanie klubem jako biznesem, to są one całkowicie zrozumiałe. Właściciel Arsenalu – Stan Kroenke – stawia przede wszystkim na płynność finansową, a ta została niedawno zaburzona brakiem awansu do Ligi Mistrzów. Klub musiał zatem pokryć niedobór gotówki, wynikający z tego tytułu.

Inne źródła informują również o tym, że Kroenke popadł w problemy finansowe. Amerykanin, będący również właścicielem drużyny NFL LA Rams, podjął decyzję o tym, że drużyna z Miasta Aniołów przeniesie się na nowy stadion. Jego budowa kosztować ma 2,66 mld dolarów, przy czym częściowo ma zostać sfinansowana z pożyczki, którą zaciągnął jej właściciel (1 mld dolarów). Kroenke po raz kolejny naraża się fanom Arsenalu, którzy zaczynają mieć powoli dość jego opowieści o planach na przyszłość klubu z Londynu.

Wenger

Arsene Wenger spędzi dwa kolejne lata w klubie z The Emirates. Francuz wraz z końcem poprzedniego sezonu miał poważnie zastanawiać się nad odejściem, a według źródeł będących blisko klubu było do tego bliżej niż kiedykolwiek wcześniej. Zdecydował się na pozostanie dopiero po otrzymaniu gwarancji pełnej autonomii w zarządzaniu drużyną (Wenger głośno sprzeciwia się idei zatrudniania w klubie dyrektora do spraw sportowych).

Od francuskiego menedżera zależy w dużej mierze, kiedy i czy w ogóle kryzys zostanie zażegnany. Wenger, który jeśli chodzi o kontakty z piłkarzami ma raczej dobrą opinię, musi zmotywować do gry zawodników, którzy woleliby być gdzieś indziej. Gruntowna przebudowa składu w najbliższym czasie jest raczej nieunikniona.

 

Komentarze:
Przeczytaj także: