Mateusz Maludziński

Jak będzie wyglądała przyszłość (nie tylko) polskich klubów w Champions League?

Okazuje się, że w piłce nożnej znowu wygrają pieniądze. Przyszłość przyniesie zmiany, ale najbardziej odczują je drużyny ze średnich lig

Grzegorz Rutkowski
01 września 2017

Jeszcze niedawno krążyły pogłoski o stworzeniu tzw. Superligi składającej się z najsilniejszych i najbogatszych europejskich klubów. Pomysł wysunęli przedstawiciele Juventusu Turyn i Bayernu Monachium, twierdząc, że obecna formuła Champions League staje się coraz mniej prestiżowa ze względu na grające w niej słabe drużyny.

Jak nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze

Celem nowego projektu miało być stworzenie rozgrywek przeznaczonych tylko dla grubych ryb futbolowego świata. Przedstawiciele Juventusu i Bayernu twierdzili, że najsilniejsze zespoły zbyt łatwo i szybko eliminują słabe kluby, przez co Champions League z prestiżowej stała się zwyczajnie przewidywalna.

Istotne są również względy finansowe. Uważa się, że rozgrywki na Starym Kontynencie mają dużo większy potencjał marketingowy niż amerykańskie Super Bowl, ale generują mniejsze zyski. UEFA stanęła pod ścianą i musiała się wreszcie ugiąć. Na wprowadzenie nowych pomysłów w życie będziemy czekać do 2018 roku.

Choć stworzenie Superligi było od początku mało prawdopodobne, to pomysłodawcy osiągnęli swój cel. UEFA opracowuje zmiany w systemie rozgrywek. Stanęło na tym, że mniejsze i biedniejsze kluby, głównie z Europy Wschodniej, będą odseparowane od finansowego eldorado, jakim jest sam udział w Champions League.

Kto może być spokojny o miejsce w Champions League?

Nowy projekt zakłada, że najsilniejsze ligi (hiszpańska, angielska, włoska i niemiecka), będą miały przyznane po cztery miejsca gwarantujące występ w fazie grupowej Champions League. Francję, Portugalię i Rosję będą reprezentowały po dwa kluby z każdej federacji. Ukrainie, Szwajcarii, Turcji, Belgii i Czechom przypadnie po jednym miejscu. Reszta Europy powalczy zaś w kwalifikacjach, które wciąż są przedmiotem dyskusji.

Jest wysoce prawdopodobne, że utrzyma się obecny wariant przewidujący cztery rundy dla najwyżej sklasyfikowanych państw. Według tego formatu przedstawiciel Polski zacznie walkę o Ligę Mistrzów już w I rundzie.

Finansowego raju przed Legią Warszawa będą broniły Ajax Amsterdam, Olympiakos czy PSV. Jeśli natomiast UEFA zdecyduje się na pięć rund, to Legia zaczęłaby od czwartej i miałaby tylko dwóch przeciwników na drodze do fazy grupowej LM.

Lobby europejskich gigantów jest na tyle silne, że zmiany z pewnością zostaną przeforsowane, a przeprawa może się okazać trudniejsza nie tylko dla takich zespołów jak Legia Warszawa, lecz także dla większych klubów, które do tej pory nie miały problemu z zameldowaniem się w fazie grupowej Ligi Mistrzów. Dobrym przykładem jest chociażby Ajax Amsterdam.

Najsłabsi wśród najsilniejszych

Na pomysłach mocnych klubów niewątpliwie skorzystają drużyny reprezentujące najsilniejsze ligi. Spójrzmy na przykład na sytuację w La Liga. Gdyby pomysł oddania Hiszpanii czterech miejsc w LM wszedł w życie, to mogłoby się okazać, że słabsze drużyny ze wschodu Europy zostałyby zastąpione równie słabymi albo gorszymi drużynami z najsilniejszych lig.

La Liga pokazuje, że wszystko jest możliwe, a dla małych klubów występujących w silnych ligach czwarte miejsce to prawdziwa trampolina finansowa. Na dodatek przeszłość pokazuje, że czwarte miejsce jest w zasięgu prawie każdego klubu grającego w najsilniejszej lidze. Wystarczy łut szczęścia albo zmiany w sztabie szkoleniowym, żeby wycisnąć więcej z klubu, który miał w przeszłości znikome osiągnięcia.

Wszyscy chcą mieć swój kawałek finansowego tortu, ale największe kluby niechętnie dzielą się okruszkami. Wygląda na to, że włodarze gigantów wyznają zasadę, że jeśli już masz komuś dać, to niech to będzie ktoś z twojego podwórka.

Prawda jest taka, że najwięcej stracą średnie ligi, jak na przykład Holandia, Portugalia, Rosja, Francja czy Belgia. Ajax będzie musiał tułać się po odległych zakątkach Azji, żeby wywalczyć awans do rozgrywek, który zwykle miał w kieszeni. Polska dalej będzie walczyła o swoje z zespołami od 13. miejsca w dół o pięć wolnych lokat. Całkiem możliwe, że obiecywane daleko idące zmiany nie będą wcale tak drastyczne dla naszych reprezentantów.

Ostatecznie inna polityka wyłaniania uczestników fazy grupowej Champions League nie może być wytłumaczeniem porażek polskich drużyn na europejskiej arenie.

Komentarze:
Przeczytaj także: