Bez niespodzianek


Ostatnio trochę zapomniany, odszedł w cień nowego tworu - Pucharu Ekstraklasy. W minionym tygodniu po długiej nieobecności powraca, by wyłonić jedną drużynę, która w przyszłym sezonie reprezentować nas będzie na arenie międzynarodowej w rozgrywkach Pucharu UEFA. Oczywiście na myśli mamy cały czas Puchar Polski, który wkracza w decydującą fazę.


Udostępnij na Udostępnij na

„Zaplecze” bez szans

Do ćwierćfinału Pucharu Polski awansowały dwie drużyny, które biorą udział w rozgrywkach drugiej ligi – Ruch Chorzów – oraz trzeciej ligi – Radomiak Radom. Lepiej wypadł w konfrontacji z zespołem z Ekstraklasy Ruch Chorzów, który dzielnie odpierał ataki Groclinu, które przez dłuższy czas nie mogły zakończyć się stworzeniem sobie dogodnej sytuacji strzeleckiej. Dopiero w końcowych fragmentach meczu goście dochodzili do dogodnych sytuacji do zdobycia gola, a jedną z nich wykorzystał powracający po kontuzji Piotr Świerczewski. Dzięki temu trafienie przed meczem rewanżowym zespół Skorży może czuć się praktycznie pewny awansu do kolejnej fazy rozgrywek.

Przed meczem w Radomiu z Krakowa dochodziły coraz bardziej niepokojące informacje. Z każdą upływającą godziną do listy zawodników, którzy w spotkaniu z Radomiakiem nie wystąpią wydłużała się, a wszystko to za sprawą wirusu, który zdziesiątkował zespół „Pasów”. PZPN nie zgodził się jednak na przełożenie tego meczu, co z pewnością nie jest do końca zrozumiałą decyzją i panowie z ulicy Miodowej nie powinni zasłaniać się „napiętym terminarzem”. Mecz doszedł ostatecznie do skutku a goście musieli zostać „wzmocnieni” przez kilku juniorów. Mimo tak poważnych osłabień bez większych problemów pokonali Radomiaka, który mecz w Krakowie będzie mógł już potraktować jako ostatnie spotkanie z rozgrywkami o Puchar Polski

O krok bliżej

Malutki kroczek do przodu uczyniła Arka Gdynia, która w wyjazdowym meczu rozgrywanym w Płocku „rzutem na taśmę” uratowała remis, który stawia ją przed meczem rewanżowym w roli faworyta. Ostatnia drużyna Orange Ekstraklasy praktycznie przez cały mecz miała przewagę, jednak raziła nieskutecznością. Po golu zdobytym tuż na początku meczu przez Patryka Rachwała Wisła stworzyła sobie jeszcze kilka dogodnych sytuacji, jednak ani Dosek, ani Peszko nie potrafili zamienić ich na gole. Dużo mniej atakowali goście, jednak gdy już zapędzili się pod pole karne rywali od razu było bardzo groźnie. Defensywa Wisły radziła sobie bardzo dobrze, aż do ostatnich kilku minut spotkania. Najpierw z boiska za czerwoną kartkę został usunięty Gedeon, a następnie na 90 sekund przed końcem rzut karny dla Arki wykorzystał wracający po kontuzji Janusz Dziedzic.

Również pierwszy krok w kierunku półfinały ma już za sobą kielecka Korona, która przed własną publicznością skromnie, bo tylko 1:0 pokonała Lecha Poznań. Samo spotkanie nie mogło mogło się podobać, jednak zdecydowanie zabrakło więcej bramek. Okazju ku ich zdobyciu więcej miała Korona, jednak Kotorowski tego dnia bronił bardzo dobrze. Dopiero w końcówce Lech zdecydował się odważniej zaatakować, jednak nie miał pomysłu na ciekawą i skuteczną grę, w związku z czym nie zdołał strzelić choćby jednej bramki, która przybliżyła by go wówczas do awansu do kolejnej fazy rozgrywek.

Mecze rewanżowe zaplanowano na trzeciego i czwartego kwietnia, półfinały na dziesiąty i jedenasty dzień tego samego miesiąca.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze