Polscy dziennikarze prześcigali się w ostatnich dniach w doniesieniach na temat Steauy, jej pięknego stadionu i miejscowych kibiców, którzy mają dziś pomóc Rumunom w zdobyciu bezpiecznej zaliczki przed rewanżem w Warszawie. Zazwyczaj były to jednak jedynie przypuszczenia rodzimych żurnalistów opierające się o wybiórcze relacje internetowe tłumaczone z języka rumuńskiego za pomocą translatorów. My natomiast w październiku ubiegłego roku przy okazji meczu Ligi Europy Steaua – FC Kopenhaga osobiście odwiedziliśmy stolicę Rumunii i przekonaliśmy się na własne oczy, jak wygląda kibicowanie w Bukareszcie oraz cała otoczka spotkania w dniu meczowym.
Rumunia – kraj specyficzny. Z jednej strony już od ponad sześciu lat członek Unii Europejskiej, z drugiej państwo kontrastów najbardziej rzucających się w oczy podczas długiej podróży samochodowej od Oradei aż po samą stolicę kraju. W jednym miejscu rozsypujące się drewniane domy pokryte strzechą, w drugim ciągnące się wsie pełne luksusowych cygańskich pałaców. Spora liczba wozów ciągniętych przez konie na obrzeżach poszczególnych miast, ale też ekskluzywne modele samochodów zaparkowanych przy najpopularniejszych ulicach starego miasta w Bukareszcie. Swoją drogą przeciętny polski kierowca, który znalazł się w stolicy Rumunii, może najeść się za kółkiem sporo strachu, miejscowi bowiem nie przywykli do tego, by stosować się do obowiązujących przepisów ruchu drogowego. Cztery pasy na jezdni, w tym dwa służące do skrętów odpowiednio w prawo lub lewo? Bądź przygotowany na to, że poprzedzające cię auta zmienią kierunek ruchu, nawet jeśli ich pas nakazuje jazdę do przodu. Jednocześnie nie zdziw się, że gdy już znajdziesz się w swoim hotelowym pokoju, nawet w późnych godzinach nocnych, będziesz miał okazję słyszeć dźwięk samochodowych klaksonów, których tutejsi kierowcy używają nadzwyczaj często. Zazwyczaj zresztą bez żadnego racjonalnego powodu.
Parking? 5 dolarów albo papierosy

Czwartek, godzina 17:00. Do meczu z Kopenhagą niecałe pięć godzin, a w okolicach samego stadionu nic nie wskazuje na to, że już wkrótce Steaua rozegra kolejny mecz fazy grupowej Ligi Europy. Spacerujących ludzi garstka, w oddali słychać jedynie odgłos piłki odbijanej na boisku do gry w koszykówkę, zlokalizowanym nieopodal Stadionul National Lia Manoliu. W 2011 roku ukończono modernizację tego obiektu, a już w kolejnym roku rozegrano tu finał Ligi Europy, w którym Atletico Madryt nie dało szans Athleticowi Bilbao. Stadion prezentuje się okazale, ale wokół niego zdecydowanie brakuje miejsc parkingowych. Przy odbiorze akredytacji rzecznik prasowy Steauy Catalin Fainisi przeprasza, że nie może nam zagwarantować wjazdówki i dodaje szeptem: – – wskazując na odchodne wąską uliczkę przy stadionie, która na razie jest całkowicie pusta. Ignorujemy jednak jego zalecenia, czego później będziemy jeszcze żałować.













