GKS po raz czwarty z rzędu remisuje 0:0, Lech nie potrafi przełamać fatalnej serii na własnym boisku. Bohaterem meczu jest bez wątpienia Emilijus Zubas, bramkarz gości, który kapitalnie zatrzymywał kolejne strzały lechitów.
Trener Rumak zdecydował się na kilka zmian w składzie – Ślusarskiego na szpicy zmienił Teodorczyk, na lewą obronę wrócił Henriquez, a kartkowicza Murawskiego zastąpił Drewniak. Z kolei w ekipie Kamila Kieresia obeszło się bez większych korekt – poza występem Bartosza Żurka od pierwszej minuty. I to właśnie on oddał groźny strzał na bramkę Lecha już na początku meczu, jednak Burić poradził sobie z tym mocnym uderzeniem. Chwilę później niecelnie odpowiedział Tonew, który w 10. minucie uderzał jeszcze raz, ale kropnął prosto w ręce Zubasa.

Lech starał się prowadzić grę, ale Bełchatów za sprawą Wacławczyka i Żurka próbował dynamicznych kontr. Groźnych akcji z obu stron było jednak jak na lekarstwo. W 18. minucie bez przekonania strzelał wspomniany Wacławczyk, chwilę później uderzał Madej. Gospodarze sprawiali wrażenie bezsilnego zbioru indywidualności, nieźle wyglądał Ceesay, z przodu szarpali Hamalainen na spółkę z Tonewem.
Dopiero po pół godzinie gry lechici obudzili się ze snu. Najpierw szarżował Teodorczyk, później groźnie było po rzucie wolnym, aż wreszcie superszybki sprint Tonewa został zakończony płaskim dośrodkowaniem do Hamalainena, który w doskonałej sytuacji strzelił prosto w Zubasa. Kibice przy Bułgarskiej nie dowierzali, że Fin zmarnował tak dogodną szansę. Ostatnie minuty pierwszej połowy nie przyniosły już nic ciekawego i piłkarze na przerwę schodzili przy bezbramkowym remisie.
Na drugą część meczu nie wyszedł już Szymon Drewniak, którego zmienił Węgier Lovrencsics. Od wyjścia na boisko do ataku ruszył Lech, co zapowiadał w przerwie Hubert Wołąkiewicz. Próby Tonewa i Henriqueza zatrzymał jednak Zubas. Grę znacznie ożywiło wyjście Lovrencsicsa i w konsekwencji przesunięcie Linetty’ego do środka pola, gdzie młody pomocnik miał więcej czasu i miejsca, aby rozgrywać. Zmasowane ataki „Kolejorza” były zatrzymywane przez doskonale spisującego się Zubasa albo… poprzeczkę, gdy Trałka po strzale głową obił tzw. belę.

W 64. minucie po dobrze wykonanym rzucie wolnym w doskonałej sytuacji znalazł się Ceesay, ale fatalnie skiksował. To nie był dobry występ Gambijczyka, którego wrzutki rzadko docierały do celu. Chwilę później Linetty uratował Lecha przed stratą gola – Wilusz strzelał nogą po dośrodkowaniu z rzutu rożnego, ale 18-latek wybił piłkę z linii bramkowej. 72. minuta wstrząsnęła sercami kibiców gospodarzy – najpierw bomba z prostego podbicia Lovrencsicsa po rękach Zubasa spadła na poprzeczkę, a późniejszy strzał Teodorczyka zatrzymał golkiper gości. Litwin od początku rundy jest w nieprawdopodobnej formie – mimo Legii, Wisły czy Lecha na rozkładzie jazdy jest dotychczas niepokonany.











