Bayern Monachium ostatni raz Ligę Mistrzów wygrał w sezonie 2000/2001. Potem szczytem możliwości Bawarczyków był ćwierćfinał Champions League, osiągnięty w sezonach 2001/2002, 2004/2005 i 2006/2007. Czy obecny Bayern ma szansę po raz piąty w historii zostać najlepszym klubem w Europie?
Kibice mistrza Niemiec po spotkaniach ze Sportingiem Lizbona nie mają co do tego żadnych wątpliwości, wszak w historii Ligi Mistrzów nikt w fazie pucharowej nie wygrał dwumeczu tak wysoko (12-1, poprzedni rekord 10-2 z Werderem Brema należał do Olympique Lyon w sezonie 2004/2005 – przyp. mk).

Żeby jednak obiektywnie ocenić szanse czerwono – białych na triumf w LM nie można dać się ponieść euforii po pogromie lizbońskich lwów. Najlepiej porównać obecny Bayern z tym, który w sezonie 2000/2001 zdobył ostatni, jak do tej pory, Puchar Mistrzów.
Bayern z sezonu 2000/2001 był zespołem, który w każdej formacji miał wielkie indywidualności, piłkarzy o olbrzymiej charyzmie. Obecnie Bawarczycy, mimo że oczywiście posiadają zawodników o wspaniałych umiejętnościach, to jednak brakuje im zdecydowanie cech przywódczych. W 2001 r. bramki Monachijczyków strzegł legendarny Oliver Kahn, który był zarówno fenomenalnym golkiperem jak i najlepszym z możliwych kapitanem. Umiał wstrząsnąć zespołem, zmotywować obrońców, gdy ci zawodzili. Zdarzało mu się wdawać w bójki z przeciwnikami. W sezonie 2000/2001 w LM puścił tylko dwanaście goli, zaś w wielkim finale w Mediolanie, w meczu z CF Valencia, w serii rzutów karnych obronił trzy jedenastki. Michaelowi Rensingowi daleko do klasy Oliego. Wychowanek TuS Lingen od 2000 r. szykowany był na następcę Kahna, ale gdy w końcu został golkiperem numer jeden, zawodzi na całej linii. Jeszcze gdy był rezerwowym i sporadycznie pojawiał się na boisku, przynosił Bayernowi dużo szczęścia, bo zespół z Monachium z nim w składzie nie przegrywał. Gdy jednak na stałe wskoczył do bramki Bawarczyków – dobra passa się skończyła. Rensing w tym sezonie Bundesligi puścił już 31 goli. Z ekip walczących o mistrzostwo Niemiec, tylko Hamburger SV stracił więcej bramek. 24 – letni bramkarz irytuje niepewnością, często ma również olbrzymie problemy z grą na przedpolu. W odwodzie pozostaje jeszcze Hans-Joerg Butt, który zagrał w rewanżowym meczu ze Sportingiem Lizbona, ale on z kolei najlepsze lata ma już dawno za sobą i też raczej w całości nie wypełni luki po Oliverze Kahnie.
W finale Ligi Mistrzów 2001 obrona Bawarczyków zagrała w następującym zestawieniu: Samuel Osei Kuffour, Patrik Andersson i Thomas Linke, ale Andersson w przekroju całego sezonu częściej jednak grzał ławę, Kuffour na środku defensywy występował w parze z Linke, zaś po boku grali dwaj Francuzi: po lewej i po prawej stronie, jednocześnie obaj często przesuwani byli do drugiej linii. Obecna defensywa Bawarczyków nie powinna mieć kompleksów wobec starszych kolegów. Para – z pewnością prezentuje się efektowniej i okazalej niż duet Kuffour – Linke, który był raczej wyważony i grający bardzo ostrożnie. Belg i Brazylijczyk bardzo często angażują się w akcje ofensywne i to z niezłym skutkiem, co jednak czasem dla Bayernu kończy się źle. Ghańczyk i Niemiec nie robili tego aż tak często, z drugiej strony jednak Oli Kahn zawsze mógł liczyć na nich w trakcie kontrataku rywala. Michael Rensing nie ma takiego komfortu. z kolei do złudzenia przypomina Lizarazu z najlepszych lat. Obaj nie imponują warunkami fizycznymi, ale te braki nadrabiają szybkością i przebojowością. Przez cały mecz mogli biegać od pola karnego do pola karnego, nie czując przy tym żadnego zmęczenia. nie prezentuje się jednak już tak dobrze jak Willy Sagnol, który niedawno zakończył karierę z powodu ciągłych problemów z kontuzjami. Były gracz AS Monaco może nie grał tak finezyjnie jak Liza, ale za to był zawodnikiem do bólu systematycznym i skutecznym w uprzykrzaniu życia piłkarzom grającym po lewej stronie boiska. Oddo nie do końca odnalazł się w Niemczech, po transferze z AC Milan. Mimo niemałego talentu godnym następcą Sagnola nie okazał się .












