Jacek Zieliński został asystentem Franciszka Smudy. Jak dla mnie, to porażka. Obym się mylił.
Nie wiem za bardzo, co przemówiło za zatrudnieniem Zielińskiego. To, że był piłkarzem? Marny argument, bo Wałdoch też był, a pracy w kadrze nie znalazł. Sukcesy w roli trenera? Chyba nie, bo takowych nie osiągnął. Trzecie miejsce z Legią, to nie powód do dumy, bo stołeczny klub ma co roku walczyć o mistrzostwo. Szósta lokata z Koroną albo jedenasta z Lechią? Wynik jak wynik, nic nadzwyczajnego. Gdyby Zieliński był tak dobrym trenerem, to nie zwalniano by go po roku z klubów, w których pracował. A było tak zawsze.

Dla mnie Tomasz Wałdoch był znacznie lepszym kandydatem. Spędził wiele lat w Niemczech, więc spojrzenie na futbol ma inne, niż grający całą karierę w Polsce Zieliński. Obydwaj panowie mają reprezentacyjną przeszłość, ale Wałdoch zagrał o 14 meczów więcej.
Jeżeli o wyborze asystenta zadecydowały kwestie finansowe, to szkoda. Szkoda, bo jeżeli budujemy kadrę na Euro 2012 z myślą o występie lepszym, niż tylko trzecie miejsce w grupie, a oszczędności robimy już na samym początku, to nie wróży to zbyt dobrze. Nie wierzę, że Wałdoch żądał pieniędzy, które przerastają możliwości PZPN. Jeżeli Związek mógł płacić na spółkę ze sponsorem ogromne, jak na nasze warunki, wynagrodzenie Beenhakkerowi, albo podnieść z 18 do 50 tysięcy złotych pensję prezesowi Lacie, to na pewno pieniędzy dla Wałdocha by starczyło.
Stało się, jak się stało. Asystentem jest Zieliński, a Tomasz Wałdoch został bez pracy. Nie twierdzę, że byłby idealnym pomocnikiem Smudy, ale uważam, że na pewno lepszym niż Zieliński. Jednak jako kibic reprezentacji i tak będę trzymał kciuki za pana Jacka i cały sztab trenerski kadry.











