Klasyk – to określenie najlepiej oddaje rywalizację drużyn, które zmierzą się w drugim półfinale mistrzostw Europy. W Warszawie Niemcy zagrają z Włochami i nie ulega wątpliwości, że to będzie wielki rewanż ze porażkę sprzed sześciu lat.
4 lipca 2006 roku. Ten dzień jeszcze dziś niczym drzazga tkwi w pamięci wielu Niemców. Wtedy właśnie efektywnie grający Włosi zabili ich marzenia o podboju piłkarskiego światka. Będący gospodarzem turnieju Niemcy w półfinale musieli uznać w wyższość Włochów, którzy w ostatnich sekundach dogrywki uciszyli kilkadziesiąt tysięcy sympatyków na stadionie w Dortmundzie. Ostatecznie mistrzostwo świata padło łupem Włochów, natomiast Niemcy musieli się zadowolić trzecim miejscem. Po blisko sześciu latach historia zatacza koło…

Ćwierćfinały w przypadku obu zespołów były zgoła odmienne. O ile Niemcy wręcz zdeklasowali Greków, udowadniając swoją wyższość w każdym elemencie i prezentując futbol niezwykle atrakcyjny dla oka kibica, o tyle Włosi z mozołem próbowali skruszyć mur angielskiej defensywy. Gwoli sprawiedliwości należy jednak powiedzieć, że tylko własnej nieskuteczności i braku odrobiny szczęścia zawdzięczają to, że awans wywalczyli dopiero w rzutach karnych. Ewentualna porażka byłaby dziejowym aktem niesprawiedliwości, ponieważ podopieczni Cesare Prandellego prezentowali wyższą kulturę gry i większą dyscyplinę taktyczną. Nie wiadomo, czy to wystarczy na Niemców, którzy bardziej niż drużynę piłkarską przypominają dobrze naoliwioną maszynę, która konsekwentnie mieli w swoich trybach kolejnych rywali. W końcu Ordnung muss sein! Mimo wszystko spokój zachowuje selekcjoner Włochów.
– Na pewno będziemy chcieli zagrać tak jak w meczu z Anglią. Zapewniam, że podejmiemy ryzyko i udowodnimy wszystkim, że to nie przypadek, że awansowaliśmy do półfinału. Myślę, że jesteśmy w stanie zagrać w wielkim finale – stwierdził włoski trener, który zauważył, że półfinałowi rywale odpoczywali dwa dni dłużej. W kontekście wyczerpującego pojedynku z Anglikami to aspekt nie do przecenienia.

– Nasze podejście do gry się nie zmieni, bo taka jest nasza mentalność. To jedyny sposób, w jaki potrafimy grać. Musimy wykorzystać nasze umiejętności i technikę. Myślę, że w przeciwieństwie do Anglików oni mogą stworzyć duże zagrożenie pod naszą bramką. My przyjechaliśmy jednak wygrać ten turniej – dodał bohater ćwierćfinałowego pojedynku, Andrea Pirlo, który na tym turnieju prezentuje się wprost wybornie, a jego klasę doceniają także rywale.











