Chociaż teoretycznie reprezentacja Polski okazała się być gorsza od Irlandii Północnej ledwie o bramkę, to w praktyce wyglądało to nieco inaczej, a jakość gry „Biało-czerwonych” pozostawiała wiele do życzenia. Po raz kolejny potwierdziło się więc powiedzenie, że nie wolno bezgranicznie ufać statystykom, które, niestety, często są złudne.
Polska futbolową potęgą bywała, jednak nigdy nie udało się jej na stałe usadowić choćby w szerszym gronie znaczących europejskich drużyn. Ostatni mecz eliminacyjny do Mistrzostw Świata w RPA obnażył, jeśli nie wszystkie, to na pewno zdecydowaną większość jej licznych przecież słabości. Z pewnością boli fakt, że do szczegółowej analizy gry rodaków zmusiła mnie niezbyt mocna kadra Ulsteru. Co zatem w największym stopniu wpłynęło na niepowodzenie naszych graczy?

Choć nigdy nie wątpiłem i nadal nie wątpię w to, że polscy zawodnicy, a tym bardziej trener Leo Beenhakker, wiedzą, co kryje się pod pojęciem nowoczesnego futbolu, to jednak dzisiejsze spotkanie zmusiło mnie do ponownego rozważenia mojej opinii na ten temat. Zagraliśmy bowiem bez spójnej koncepcji, zrozumienia i koncentracji, zaś praktycznie żaden z naszych grajków nie wiedział, co ma zrobić z toczącą się u nogi futbolówką, wybijając ją najczęściej na oślep.
Ciężar rozgrywania akcji spadł na parę stoperów oraz na defensywnego pomocnika, Mariusza Lewandowskiego. Niestety, wymieniona trójka udowodniła, że jej zadania na boisku powinny być zupełnie inne. Nie było bodaj jednej sytuacji, w której nasz środkowy defensor wyprowadziłby piłkę z własnej połowy i sprawił, by ta bez problemów trafiła do adresata. Co gorsza, nie popisali się również boczni obrońcy, prawie w ogóle nie podłączający się do ataku. Niepewny, jak chyba nigdy w życiu, był z reguły twardy Marcin Wasilewski (notabene zawinił przy drugim trafieniu dla rywala). Z kolei Jakub Wawrzyniak zagrał zbyt bojaźliwie, robiąc wszystko, by uniknąć kontaktu z futbolówką. Gdy dodamy do tego fakt, że Jacek Krzynówek, a więc lewy pomocnik, przez 90 minut nie mógł odnaleźć się na murawie, to możemy dojść do wniosku, iż ten sektor boiska praktycznie nie istniał.
Poruszając wątek Tomasza Bandrowskiego, biegającego nieco z prawej strony, należy jedynie napisać, że ograniczał się do łatwych strat. Zbyt łatwych – i tyle w tym temacie powinno wystarczyć. Jeśli chodzi o zawodników bardziej ofensywnych, to – może z wyjątkiem Ireneusza Jelenia – wszyscy zawiedli na całej linii. No bo co z tego, że pałętający się za plecami atakujących Roger Guerreiro zaliczył asystę, skoro poza tym jedynym pozytywnym aspektem był pasywny i zanadto wolny? Chociaż techniki i dobrego przeglądu pola nie można mu odmówić, to na poziomie międzynarodowym trzeba być bardziej zaangażowanym, nawet w destrukcję. Legionista bowiem prezentuje się dobrze tylko w ważnych konfrontacjach (jak ta z Czechami bądź podczas turnieju Euro 2008), widząc w tym własny interes, w kontekście promocji do lepszej, zagranicznej ekipy.











